czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 15

              Oznajmiłam wszystkiem zebranym, że muszę gdzieś iść, nie chciałam mówić, że chodzi o Slender'a. Prawdopodobnie zaczeliby podejrzewać, że coś się może złego stać, bo przecież Slender rozmawiał ze mną tylko raz, gdy musiałam zamieszkać w Rezydencji. Już od jakiegoś czasu próbowałam z nim porozmawiać, jednak za każdym razem coś stawało mi na przeszkodzie. Operator zapewne odcztał moje myśli i chce postawić sprawę jasno. Szłam długim mrocznym korytarzem omijając drzwi wszystkie w jednolitym kolorze. Bardzo rzadko przychodziłam na piętro Operatora, po pierwsze nie miałam po co, a po drugie bałam się. Stanęłam przed solidnymi, drewnianymi drzwiami ręcznie i mozolnie zdobionymi. Zrobiłam obojętną twarz i zapukałam, od razu dostałam pozwolenie na wejście. Moje oczy powędrowały do regałów z książkami w skórzanych okładkach, a następnie do bijacego ciepłem i bezpieczeństwem ogniska w kominku. Przy nim w wielkim fotelu wylegiwał wysoki na trzy-cztery metry biały jak śmierć, bez twarzy demon w garniturze. Macki z jego pleców wiły się niespokojne.  Pokiwałam głową, że nie chcę siadać i wpatrywałam się wyczekująco. Wstał.
- Irytują mnie Twoje myśli. Nie powinnaś doszukiwać pewnych prawd, na które nie jesteś gotowa.
- Skoro to dotyczy mnie, mojego życia, to mam prawo wiedzieć! Nie mam pojęcia kim ja jestem, kim są moi rodzice, gdzie mieszkam!
- Ucisz się, nie skończyłem.
- Ja też nie skończyłam! - podeszłam bliżej nabuzowana gniewem - Co z moimi przyjaciółmi?! Co ze szkołą i prawdziwym życiem! Chcę normalnie żyć!
- Zamilcz. - jego ton głosu był bliski takiemu z dreszczowca.
- Nie! Mam dość siedzenia tutaj i bycia bezużyteczną! Nie wiem w dalszym ciągu jaką rolę tu pełnię?! Sprzątaczki?! Zabawki?! Ofiary?! Kim ja jestem! - miałam szczerą ochotę rzucić się mu do szyi.

-Śpij.

Szmery, stukanie, kaszel, wypuszczanie powietrza, te odgłosy jak nigdy wydały mi się niezwykle drażniące podczas przebudzania. Nie otwierając oczu zastanawiałam się kiedy poszłam spać i dlaczego śpię na kanapie na dole w salonie.
- Ooommmm - zamruczałam zmęczona i z lekkimi z zwrotami głowy postawiłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam oczy usuwając śpiochy jednocześnie poprawiając ostrość widzenia. Ze zdziwienia, aż zmrużyłam oczy, będąc zaskoczona widokiem trzech bardzo specyficznych dziewczyn siedzących na fotelach obok kanapy. Wpatrywał się we mnie drapieżnym bądź morderczym wzrokiem. Nie dość, że czułam się nieswojo to bałam się jakkolwiek poruszyć, a one nie odrywały ode mnie morderczych oczu. Pierwsza z nich siedząca najbliżej... Jej wygląd... Zmasakrowane ciało... Przeszły mnie dreszcze, jakby sama śmierć się na mnie patrzyła. Nawet nie zwróciłam uwagi, że zagapiłam się na nią, zrobiło mi się głupio i odwróciłam głowę. O dziwo przyjaźnie się zaśmiała.
- Twoją słodka główka, byłaby perełką w mojej kolekcji. - powiedziała pociągającym tonem zagryzając wargę.
Przestraszyłam się i szybko zmierzyłam ją wzrokiem.
- Jestem Anastazja Hetfield pudelku - zaśmiała się uroczo opierając rękę o twarz - średniego wzrostu, szczupła o długich do pasa włosy w kolorze ciemnego blondu. Nosiła je związane w dwa warkocze. Zauważyłam, że miała heterohromię, lewe oko było niebieskie a prawe brązowe. Ubrana była na czarno, na szyi raziły bolesne blizna po szyciu. Musiało przytrafić się jej coś strasznego.  Nosiła czarną bandamę którą, zapewne zakładała na twarz. Miała czarną prześwitującą koszule bez rękawów pod którą widniał świetny, czarny, modny stanik, a także czarne krótakie spodenki. Zazdrościłam jej glanów, które sięgały jej do połowy łydki. Na całym ciele miały a pełno blizn po nacięciach, najwidoczniej często rani się. Część była ukryta pod bandażami. Jednak najbardziej odrażające wydały mi skazy na jej twarzy, a właściwie to po prawej części. Miała wypaloną powiekę i rozciety policzek w grymasie uśmiechu. U boku połyskiwał ładny sztylet, tuż obok... głowy... Prawdziwej... Odciętej głowy... Szybko wycofałam się i uciekłam do kuchni, oparłam się o blat głęboko oddychając.
- Nie bój się maleńka! Nic ci nie zrobię... Na chwilę obecną.  - zachichotała słodko puszczając mi oczko.
- Nazywam się Jane Jackson,ale dla Ciebie Evil lub Apocalipse. - odparła szorstko i wyniośle, dziewczyna siedząca  na fotelu naprzeciw mnie. Była średniego wzrostu około 165cm, a jej oczy i włosy długie do pasa chyba naturalnie krwisto czerwona. Była dość obojętna na moją osobę.  Ostatnia z nas zabijała nas wzrokiem od góry do dołu, przeszywała moją duszę na wznak. Mimo to postanowiła się przywitać.
- Priwjet mjenja zawut Sara. - oznajmiła czystokrwistym rosyjskim. Miała ciemno brązowe, długie włosy i bladą skórę, którą zdobią tatuaże. Była dość niziutka. Cierpi na heterochromię, w wyniku której jedno jej oko jest ciemnobrązowe, a drugie intensywnie zielone.  Zachwyciły mnie jej długie i nienagannie wystylizowane paznokcie pomalowane na szaro.
Nie wiedziałam jak się zachowywać, obserwowały każdy mój ruch. Przeciągnęłam się, jednocześnie wstając. Skierowałam się do kuchni wyciągając z szfek szklanki.
- Chcecie kawy, herbaty albo coś... Został nam jeszcze kawałek sernika, może chłopaki się nie wkurzął.
Nastała dziwna cisza i nagle Evil wybuchła.
- Jaja sobie robisz! Ciastka i herbata?! Żarty?! Jestem tu żeby Cię zabić, a nie!
- Dziewczyno spokojnie, ona o niczym nie wie... - wtrąciła Sara.
- To słodkie na swój sposób! - zachichotała Anastazja i jednym zgrabnym skokiem znalazła się tuż przy mojej twarzy i pogłaskała mnie po policzku.
- Co ty robisz? - pisnęłam zszokowana, przytłoczona jej obecnością. - Co ty się dzieje! - uciekłam czy prędzej spanikowana. Wpadłam na kogoś, przeszły mnie ciarki i szybko się odsunęłam. Uniosłam głowę i dostrzegłam kamienną twarz Toby'ego, nie mogałam się opanować z radości, więc nic dziwnego, że rzuciłam się mu na szyję. Nie trwało to długo, on po prostu mnie odepchną, jakbym była kimś obcym i pustym wzrokiem mnie prześwietlił. Chwilę potem odszedł. Nikogo poza nim już nie widziałam... Lekko oszołomiona usłyszałam dziwny odgłos, jakby zepsutego telefonu, następnie zamieszanie z salonu, dziewczyny chyba panikowały... Nie byłam do końca pewna, bo niespodziewanie usnęłam.
Poziom mojej spostrzegawczości pozwolił mi dostrzec, że wszystkie jesteśmy ubrane w takie same moro kombinezony. Obudziłyśmy się prawie że jednocześnie, starając się wstać i ustawić do pionu. Byłyśmy tylko poturbowane...
Stałam pomiędzy nimi w różnym rzędzie, a wokół nas unosiła się gęsta mgła. Rozejrzałam się po pobliskim terenie. Znajdowałam się na nieznanej mi polanie, nie orientowałam się w otoczeniu przez co czułam się nieswojo. Z mgły wynurzyły się postacie ustawione w półokrągłu. Na ich czele stał sam Operator narwowo machjąc mackami. Obok niego nie stali moi przyjaciele, lecz mordercy i marionetki Slendera. Każdy z nich miał śmierć i grozę w oczach, byli nie do poznania.
- Jesteśmy tutaj, by uświadomić was, że przynależność do naszej rodziny jest czymś cennym i należy to docenić i mnie słuchać. - zaczął skrzekliwym, niebezpiecznie groźnym tonem Slender. Pierwsze zdanie jego przemówienia było skierowane do mnie, najprawdopodobniej to co teraz mnie czeka to przez mój brak szacunku. - Jest w cztery, niesamowite, mordercze o zabójczych instynktach młode, piękne kobiety. Ale zapewnienie Was, że w przeciągu kilku dni, zostanie z was tylko jedna. Będziecie walczyć o swoje życie, bez zasad bez hamulców, daję wam wolną rękę. Chcę zwycięzcę... A zwycięsca otrzyma nagrodę.
Czas zacząć Igrzyska, pierwsze i ostatnie zawody w waszym życiu.
Po dziwnym sygnale moje przeciwniczki rozbiegły się w różnych kierunkach, a ja stałam i bacznie obserwowałam towarzystwo. Niespodziewanie zaczęłam się śmieć.
- Dobra! Macie mnie! Już rozumiem mój błąd! Haha, nieźle mnie nastraszyliście, ale może wróćmy do domu, koniec tej dramy. - szłam coraz bliżej ich dość beztrosko. Nie spodziewałam się, że tuż obok mnie wyląduje macka Operatora, najwidoczniej serio się wkurzył i nie żartował.
- Dobra, ok już idę... Ktoś tu ma okres... - mruknęłam i olewająco włożyłam ręce do kieszeni wesoło pogwizdując.
W środku lasu we wszechogarniającej mnie ciszy uświadomiłam sobie, że to nie nie żart... Podrapałam się w głowę i przykucnęłam w pobliskich krzakach.
- Jak mam pokonać te wariatki?! Nawet jeśli ukryję to w końcu będę musiała pokonać ostatnią... Ehh...Uważaj na siebie. - powiedziałam na pocieszenie i zaczęłam się skradać.
Miałam nadzieję, że nie zginę w przeciągu pierwszego etapu. Ruszyłam w kierunku, który wskazał Operator, na szczęście znałam dalszt teren i widziałam gdzie jest jezioro. Biegłam w  jego kierunku i co chwila zatrzymywałam się chowając się za krzakami. Gdy promienie słońca rozjsniły równinę i  ziemia przed jeziorem przez chwilę poczułam się jak na zwykłym spacerze z Helenem... Niestety mogłam nie dożyć następnego. Na skale przy jeziorze spoczywały cztery plecaki. Dwa duże, czarne podpisane znakami proxy, w jednym musi być broń, a w tym drugim pożywienie.
-Przydałoby się zdobyć oba, jednak jest wielkie zagrożenie,  zapewne nie tylko ja się czaje na zdobycz. Moje przeciwniczki czyhają na moją duszę. - Nagle coś śmignęło mi przed oczyma. To trwało dosłownie chwilę i miało mnie zmylić. Szybko przeczołgałam się z pola rażenia. Jedna dziewczyn chwyciła jeden z plecakoów i biegła ile sił w nogach w kierunku lasu. Widziałam ja może przez jeszcze parę ostatnich sekund, byłam zbyt zestresowana... Adrenalina skończyła uświadomiłam sobie, że to nie żart. Muszę zrobić wszystko, żeby ocalić swoją duszę. Jej blond włosy zniknęły w zieleni. Korzystając z trzeźwego umysłu chwyciłam za jakiś kij w i kamieniem patrzyłam koniec. Stworzyłam prowizoryczną dzidę... Na niewiele się zda, ale przynajmniej nie byłam całkiem bezbronne. Rozmyślała jak by przechytrzyć przeciwniczki i czy będę w stanie kogokolwiek zabić... Niespodziewanieobłąkany krzyk cierpienia przeplatany wrzaskami skazującymi na śmierć opętał las...Stało się... Pierwsza z nas odpadła z Igrzysk Proxy... Moja śmierć zbliżała się nieubłagalnie. W końcu i tak będę musiał stawić czoła jednej z nich.Nie rzuciłamm się w pogoń, bo nie mam po co. Gdybym zabrała mój plecak to co innego, lecz postanawiam zostać i powoli się przemieszczać. Każdy mój oddech i krok rozbrzmiewał w lesie zdradzając mnie i skazując na zgubę. Wreszcie z gęstwiny wybiegła Anastazja. Odruchowo ruszyłam za nią. Rzuciłam w nią bezmyślnje jedyną bronią, do tego zrobiła unik. Biegła dalej. Odwraciła się w moją stronę i celowała ogromnym nożm w serce... Cudem i w ostatniej chwili unikłam zagrożenia upadających na tworzą na korę i szyszki, źle dla mnie, że trafiła mi w dłoń. Czułam niepowstrzymany, tępy ból, lecz mimo wszystko biegłam uparcie w jej kierunku. W całym tym zamieszaniu zabrałam dziewczynie plecak, co mogło mnie uratować... Musiałam się tylko wyplątać z sideł furii Anastazii, teraz to ja uciekała. Odwracałam się co jakiś czas, by rozeznać się w sytuacji. Rywalka posyłała kolejne noże, lecz byłam szybsza. Jedno z ostrzy wbiło mi się z placek, więc niespodziewanie postanowiłam zmienić kierunek ucieczki. Żuciłam w nią nożem, który fartem w nią trafił tworząc nierówną linie nad jej brwiami. Krew zalewała jej oko... Dziewczynę ogarnęła jescze większa furia, próbuje we mnie znów rzucić, ale chybiła. W najmniej oczekiwanym momencie odwrociłam się i z impetem powaliłam ją na ziemię. Przytrzymałjejam ręce i nog, niedbale wycierałam kurtką jej krew z twarzy.
-Muszę być silna. Nie mogę się tak po prostu rozkleić. Muszę ją zabić... - biłam się z myślami.
Patrzyłam jej prosto w oczy. Były przepełnione nienawiścią i wściekłością. Kręciłam na boki, lekko głową. Ona próbowała mnie ugryźć, lecz ja brutalnie złapałam  ją za włosy i dociskałm ją do ziemi.
- Coś mi się wydaje, że chyba zacznę od ust. Jeff'owi się spodpbasz... - powiedziałam i zastanawiaałm się czy dam radę ją skrzywdzić - Tak, tak, usta już ci się raczej nie przydadzą... - stwierdziłam na co ona splunęła na mnie mieszaniną śliny i krwi. Cała zaczerwieniłam się na twarzy.
- No dobra, nie ma na co czekać.
Koniec mojego ostrza przecinało jej wargę.  Rana obficie krwawiła. Nie sprawiało mi to żadnej frajdy... Jej ból i krzyki liczyłam, że nie będę musiał jej zabić, może się wykrawawi. Dziewczyna jęczała z bólu, a ja zaczynałam panikowć. W chwili gdy mrugnęłam... Coś strzeliło... Nie musiałam długo się przyglądać, żeby zobaczyć, że z głowy Anastazii wystawał drewniany oszczep... Wyłupiłam oczy na zmarnowane ciało trupa, biedna... Wyglądała tak żałośnie, nią miałam czasu jej opałakiwać, bo w moją stronę biegła ostatnia zawodniczka, Sara...
To był już mój koniec...
Pięłam się po skalistym zboczu z jakąkolwiek nadzieją na przetrwanie. Dusiłam się łapczywie,  próbowałam złapać oddech. Byłam zmęczona, czułam jednocześnie na karku oddech śmierci, śmiech ostatniej przeciwniczki, Sary.
- Chodź! Załatwię to bezboleśnie! - darła się niczym wariatka.
Kurczowo złpałam się skały i przyległam do niej. Potok łez zalał mi twarz. Ostatecznie mogłam tylko uciekać nic innego mi nie pozostało. Próbowałam się wspinać lecz skały zdzierały mi dłonie. Dusiłam się paniką i łykałam powietrze. Nie miałam na nic siły cały czas się zasywałam... A dłonie dziewczyny sięgały po mnie, jak śmierć kościstymi palcami... Wiedziałam, że czeka mnie długa i bolesna męka.
- Nie chcę umierać... Tak... Bardzo... Chcę żyć... - płakałam histerycznie.
- Masz natychmiast zejść! I tak Cię zabiję pudelku!
- Nie... Błagam... - skomlałam o litość - NIE!!! - wykrzyknęłam ile sił w płucach, jakby miało być to moje ostatnie słowo. Razem z tym krzykiem rozległ się podejrzaney trzask... Odruchowo odskoczyłam na skałę obok i patrzyłam jak ta wczśniejsza odłamuje się i stacza się. Bałam się...Ale to się stało. Nieszczęśliwie głaz rozgniutł ostatnią przeciwniczkę, rozbryzgując krew i wnętrzności na odległość dwuch metrów. Zapiszczałam bezgłoście czym prędzej zjeżdżając na tyłku w dół z nadzieją na uratowanie dziewczyny. Nie chciałam, żeby umarła. Siłowałam się ze skałą przez blisko pół godziny. Z wycieńczenia i braku łez i nadziei usunęłam się na ziemię głęboko sapiąc. Gdy mniej-więcej doszłam do siebie, bezsilnie spojrzałam na rozbryzgane flaki. Niechętnie wstałam u szurając nogami szłam do miejsca gdzie rozpoczęły się igrzyska. Ręce miotały się bezwładnie odbijając się o poobijane uda. Wzdychałam raz po raz... Moje serce było ciężkie, a dusza niczym czarna dziura zmagała się z myślami. Łapałam co raz powietrze i wycierałam krew cieknącą z czoła. Miałam rację docierając na polanę. Bez wyjątku byli tam wszyscy spowici gęsta mgłą. Stali niczym mur za Operatorem, jego rycerze, przyjaciele, oparcie czy raczej słudzy. Zbliżałam się z każdym krokiem do demona, który podawał kościstą, szponiastą dłoń. Miałam wrażenie jakby chichotał.
- Alice, zostań moim Proxy. - powiedział do resztki mnie. Zachwiałam się lekko. Mieszkańcy rezydencji bacznie wyczekiwali odpowiedzi.
Stał dumnie wyprostowany bezpośrednio wpatrując się w moją osobę. Rozejrzałam się po przyjaciołach, na ich twarzach malowała się radość, ulga, duma... Duma... Ale za co? Pochłoną mnie smutek, flustracja i wściekłość,a szczególnie narastający gniew i siła, która pomoże mi pokonać zło. Spóściłam głowę jednocześnie zaciskając wargi i pięści.
- Nigdy! - wybuchnęłam - nigdy nie zostanę twoją marionetką!!! - zgromiłam go wzrokiem, wyprostowałam się  i odwróciłam plecami do wszystkich tam zebranych. Przymknęłam oczy i szybkim krokiem podążałam do lasu.
Teraz nadchodzi mój czas...
---------------------------------------------------
Dziękuję wszystkim za nadesłanie postaci! Wybór nie był łatwy, a resztę na pewno też wykorzystam! Przepraszam, że Was pozabijałam :p

Miku - Anastazja Hetfield
Baalberith - Evil
Sara - Sara Bein

Play Tanshi, serdecznie dziękuję, że poczekałaś i byłaś cierpiwa. Bardzo mi miło, że czekałaś! Przepraszam,że aż tyle czekałaś :(

Astoroth, bardzo przepraszam za takie opóźnienie i za nieprawidłowy termin nowego posta... Przepraszam, że Cię zawiodłam

Love lov, jest mi naprawdę bardzo źle, że po pierwsze tyle musiałaś czekać i po drugie przepraszma nie powinnam mówić coś czego nie zrobię.

Sara Brzozowska, Ciebie również przepraszam za to okropne czekanie, naprawdę mi głupi, szczególnie za błędny post

Unknown przykro mi i wstyd za to zamieszanie i zawiodłam Cię, nie chciałam, robić takiego zamętu, przepraszam, że tyle czekasz na nowy post.

Aishiteru xD, byłaś i jesteś niesamowita... To bardzo dużo dla mnie znaczy Twoje zrozumienie i wyrozumiałoś. Cieszę się za wspaniałe wsparcie z Twojej strony mimo oporów w moim pisaniu. Rozumiesz, że nie zawsze jest z górki i nie zawsze da się napisać coś dobrego szczególnie jak tyle wokół się dzieje. Bardzo dziękuję za Twoją postawę i oczywiście przepraszam za tak długie czekanie.

Milena Borowska, wybacz, ale to co mówiłaś o cierpliwości jako granicy troszkę nie było w porządku. Nie mam obowiązku pisać tego bloga, to moje hobby i zabawa dla nas wszystkich. Wszyscy doskonale wiemy jak jest z pisaniem bez weny czy pod presją, z resztą też nie muszę się tłumaczyć z tego co i kiedy wstawiam. Oczywiście, przepraszam za ostatniego posta, bo mam za niego wyrzuty i naprawdę przepraszam, że nie wstawiałam nic tak długo. :( jesteś cennym czytelnikiem jak każdy tutaj i nie chcę, Cię stracić ;)

MOJE PRZEPROSINY SĄ DLA KAŻDEGO CZTELNIKA, NAPRAWDĘ PRZEPRASZAM ZA BŁĘDNE INFO ORAZ ŻE TAK DŁUGO MNJE NIE BYŁO.
ALE WSZTKO WRÓCI DO NORMY. BEDZIEMY SIĘ ŚWIETNIE BAWIĆ! ❤❤❤

Kocham Was moi psychole! ❤
Czeka nas dużo niespodzianek!
Oto mój snap piszcie śmiało! ola2502
Pozdrawiam Ola ❤

19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Przynajmniej szczerze 😄 nwm czy kiedykolwiek mówiłam, ale kocham długie komentarze jak wyrażacie siebie 😉 dzięki, że wpadłaś ❤

      Usuń
  2. Świetny rozdział :> Na początku myślałam, że to jej sen xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha nieee to tylko kolorowa rzeczywistość xd dzięki :)

      Usuń
  3. Jej! Nareszcie wróciłaś... i przepraszam, że na Ciebie tak najeżdżałam, też byłam trochę nie fair...

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałam sie przesten roździał nie wiem dlaczego chyba z wrażenia
    Bardzo sie ciesze że powróciłaś bardzo uwielbiam twoją opowieść/bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku dziękuję ❤ ale co się stało??? Dlaczego płakałaś? Nie płacz! ❤

      Usuń
    2. Z szczęście ponieważ jestem bardzo wrażliwym człowiekiem !

      Usuń
  5. Cieszę się, że wróciłaś! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Żadne słowa nie opiszą tego, co teraz czuję...
    <3 I Miss You <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że wróciłam , bo byście padli beze mnie! xD
      <33333333333333333333333333333

      Usuń
  7. W KOŃCU ZROBIŁAS KOCHANA ^^ Bozie.. Ile ja na tę część czekałam c: ale warto było :D Nie masz za co przepraszać ;3 Każdemu cos czasem wypada.. Bodajże mi. Napisałam na starym blogu (pinger) ze kolejny wpis w przyszłym tygodniu i tak jakoś rok juz nic nie dodałam XD
    Cieszę sie ze juz jestes ;* Czesc odlotowa!
    Boskie. Dzielo sztuki... Kolejne w twoim wydaniu ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozumiesz! hehe przepraszam jeszcze raz xD
      Dzięki, dzięki, dzięki!!! I do następnego!

      Usuń
    2. Cieszę się, że rozumiesz! hehe przepraszam jeszcze raz xD
      Dzięki, dzięki, dzięki!!! I do następnego!

      Usuń
  8. Zawsze siedzę cicho jak coś czytam, sama nie wiem czemu chyba się wstydzę czy coś XD ale teraz stwierdziłam, że za bardzo czekałam na tę część żeby nic nie napisać :D więc no świetny rozdział warty wyczekiwania meeega uwielbiam <3 (czuj się zaszczycona to mój pierwszy komentarz gdziekolwiek XD)

    OdpowiedzUsuń
  9. No i wróciłaś :3
    Fajnie Ci wyszedł rozdział! Widzę że Alice... Jednak nie będzie slenderverse. I dobrze. Niech zostanie koksem XD
    Teraz to będzie ciekawie...
    Mieć Operatora za wroga... Fiu fiu...
    Nieźle ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń