Ten dzień zapamiętam jako najbardziej bolesny. Tak się złożyło, że wypadały Mike urodziny. Mój ból , jednak nie opierał się na braku przyjęcia, a raczej na licznych pobiciach. Po części to przez moją nieuwagę... Po prostu to był bardzo pechowy i bolesny dzień. Zaczęło się od tego, że Slender poprosił mnie, żebym została z Sally, bo wszyscy idą hmmm... się zabawić. Nie chciałam z nią siedzieć, bo po pierwsze... Nie znoszę dzieci... Po drugie... Nie znoszę dzieci... Po trzecie... NIE ZNOSZĘ DZIECI!!! NIE BĘDĘ OPIEKUNKĄ JAKIEGOŚ GÓWNIARZA! W każdym razie zostałam z nią i trochę rysowałyśmy, bawiłyśmy się lalkami i misiami. Do jedzenia dałam jej jakieś kanapki. Potem obejrzałam z nią Frozen. Gdy bajka się skończyła, Sally udawała Elzę i biegała po domu śpiewając Mam tę moc. Wkurzyłam się na nią, a dziewczynka chcąc mi zrobić jeszcze bardziej na złość biegała po całej rezydencji. Pogoń trwała dobre dwie godziny i jako, że nie znałam domu moją flustracja rosła. Koło drugiej nastała cisza, co dało mi do myślenia. Otworzyłam drzwi do swojego pokoju i zauważyłam w swoim łóżku gościa. Zabrałam Sally do jej pokoiku i przykryłam kołdrą. Sama padnięta zaszłam na dół do salonu i położyłam się na kanapę. Chciałam poczekać na powrót ekipy, ale jakoś tak mi się przysnęło.
Szturchnięcie natychmiast obudziło mnie. Powoli otworzyłam oczy, jeszcze obraz miałam nieco rozmazony. Uświadamiłam sobie, że nie mogę oddychać przez usta, więc panicznie zaczęłam łapać powietrze przez nos. Chciałam zerwać się na równe nogi, ale nie mogłam. Moje ciało i usta były unieruchomione... grubą, szarą taśmą. Krzyknęłam i próbowałam się uwolnić. Moje skupienie na oswobodzeniu przerwały śmiechy. Wydałam z siebie błagalny ściśnięty odgłos.
- Jak ja nie znoszę dzieci!!! Głupia... Ehhh... - Masky został i porozcinał taśmę, która już zdążyła mocno przyledz do skóry. Jedynym pozytywem, był fakt, że Sally słodko spała.
- Mogę obkleić ją taśmą? - spytałam z pogardą.
- Nie! - wydał się lekko zdziwiony moim zachowaniem.
- Tak właściwie jak było? - spytałam przed rozejściem się do swoich pokoi.
- Ehhh nawet nieźle. - odparł sciągając maskę. Od razu zwróciłam uwagę na jego blizny.
- Stało się coś. Nie umiesz kłamać.
- Dobranoc. - powiedział sucho i zniknął za drzwiami pokoju.
Wstałam przed 12, większość mieszkańców spokojnie sobie spała po nocnej wyprawie. Zastanawiałam się, nad tym co wczoraj wyrabiali. Obiecałam sobie, że koniec już z byciem nikim. Uznałam, że muszę jak najszybciej dowiedzieć się kim jestem i co tu robię, a nie zabawiać się w opiekunkę, ani służącą. Dręczyłam się do chwili, gdy nie zorientowałam się, że skończył się dżem. Zeszłam do piwnicy cicho ziewając. Ku mojemu zdziwieniu, światło się paliło. I jedyny obiekt, który był oświetlony to krzesło, do którego była przymocowana jakaś blondynka. Podobna, było w moim wspomnieniu! Podeszłam bliżej, zauważyłam coś więcej. Jej twarz, była uniesiona przez kogoś. Byli dość blisko siebie. Siekiera. Ten przedmiot dzierżyła osoba wolna.
- Toby? - spytałam niepewnie.
Chłopaka i blondyna spojrzeli na mnie. Toby w jednej chwili cofnął się od dziewczyny i schował siekierę za plecami.
- Dlaczego tu jesteś?
- Dlaczego chowasz siekierę? I kto to? Z resztą nieważne, wezmę tylko coś i spadam. - Dodałam wesoło i podeszłam do regału. Chwyciłam słoik i już się wycofywałam. On dalej ukrywał broń, tak jakby nie chciał, żebym widziała jak zabija.
- Heh już wam nie przeszkadzam. - byłam trochę zazdrosna.
- Alice to nie tak!
Nastała cisza.
Przerwała nam dopiero obca dziewczyna.
- Wallyson?!
- Słucham?
- To ty idiotko?! - na te słowa razem z Toby'm wzdrygneliśmy się.
- Co ty powiedziałaś?! - wydarł się do niej jednocześnie popychając krzesło nógą, które upadło. Przeszły mnie ciary.
- To co słyszałeś! Jakim prawem żyjesz!? Głupia masochistka! Nie zasługujesz, żeby żyć! Niby mieszkasz z tymi mordercami, a nikt nadal cię nie kocha! I nigdy nie będzie! Mi wystarczyło raptem kilka godzin! Jesteś zerem! Powinnaś gnić w ziemi! Nieudacznica! Jesteś zwykłym gównem!!! - Nie słuchałam dalej jej obelg, bo wybiegłam że łzami w oczach. Po dwudziestu minutach do drzwi mojego pokoju ktoś się dobijał, nie wpuściłam go. Liczyłam na to, że spotkana osoba powie mi coś o mnie... Tego się nie spodziewałam. Serce trochę piekło i byłam cóż... zdołowana. Co ja takiego zrobiłam, że mnie tak nienawidzi. I po co Toby przenosi jakieś dziewczyny?!
Żeby przewietrzyć umysł i udobruchać Sally, za pozwoleniem Operatora poszłam do miasta na zakupy. Moją uwagę zwrócił sklep z zabawkami z misternie rzeźbionymi czerwonymi drzwiami. Dotknęłm ich, moje palce przejechały po gładkim drewnie. Postanowiłam wejść, zrobiłam to z nadmierną uwagą. Wchodząc do pomieszczenia przywitał mnie uroczy dźwięk dzwonka. Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Moją uwagę zwrócił regał z piękną kolekcją lalek. Porcelanowe, kolorowe dziewczynki przenikały moje ciało od stup do głów. Przeszły mnie zimne dreszcze, które sprawiły, że stałam się bardzo senna. Podeszłam do błękitnej lady i zadzwoniłam dzwoneczkiem. Po chwili zza zaplecza wyszedł wysoki, dziwnie ubrany młody mężczyzna. Wyglądał na około dwadzieścia lat. Ubrany był jak ktoś, kto przewodzi cyrkiem. Miał na sobie białą koszulę z bordową kamizelkę, miał czarne obcisłe spodnie i wysokie w tym samym kolorze buty. Dodatkowo miał czarny płasz. Gdzie niegdzie widziałam złote dodatki. Miał idealnie gładką, bladą cerę, żółte oczy, lekki makijaż i czerwone włosy z czarnym kosmykiem na boku.
- Wow... No nieźle... Gej... Pedał... Czy co...
- Dzień dobry... - zaczął podejrzliwie - w czym mogę pomóc?
- Poproszę tę różową, porcelanową lalkę. - popatrzył na mnie i momentalnie jego wyraz twarzy rozpogodził się. Oparł się łokciem o ladę i machnął od niechcenia ręka.
- Więc wpadła ci w oko Mała Susan? Długo przy niej się napracowałem jest wręcz prawie idealna.
- Prawie?
- Taaak... - zciszył głos i miałam wrażenie, że dokładnie mi się przygląda. Poczułam lekką irytację i nagle położyłam obie dłonie na ladzie.
- To co z tą lalką?
- Oh no tak... Wybacz nieco się zamyśliłem.
- Mogę ją kupić? - powtórzyłam.
- Tak, tak! Oczywiście! - zerwał się nagle - Mam dla Ciebie propozycję, chciałbym ją dopracować, tak żeby była idealna. Dla tekiej pięknej dziewczyny... Postaram się jeszcze bardziej. - dodał szarmancko.
- Dobrze... - odpowiedziałam speszona i spóściłam głowę. - Ile czasu pan potrzebuje?
- Pan? Ah! Mów mi po imieniu! Jestem Jason the Toy Maker.
- Dobrze, przyjdę po lalkę jutro. - odwrócił się na pięcie i tylko rzuciłam ciche "Do widzenia".
Nie chciałam rozmawiać z nikim, poszłam jak najszybciej spać.
Następnego dnia zgodnie z zapowiedzią poszłam do sklepu Jason'a. Weszłam trochę pewniej niż wczoraj i zadzwoniłam dzwoneczkiem. Nie otrzymałam odpowiedzi.
- Dzień Dobry! Czy jest tu ktoś? Przyszłam po lalkę.
- Proszę przejść do drzwi za ladą, korytarzem prosto do pracowni.
Nie wydało mi się to dziwne, ani podejrzane. Szłam wąskim, niejakim korytarzem w stronę światła. Otworzył drzwi i znalazłam się w krwawej sali tortur. Wszędzie walały się szczątki ludzkie. Krew napłynęła mi do głowy, tak, że uszy zaczęły mnie piec. Kątem oka zauważyłam postać za mną i natychmiast odskoczyłam. Przy okazji złapałam wielki nóż leżący tuż obok odciętej ręki. Wyskoczyłam na stół, żeby mieć przewagę nad przeciwnikiem. Była w lekkim szoku widząc tego samego sprzedawcę co wczoraj, lecz jego oczy stały się zielone, a dłonie były czarne zakończone długimi pazurami. Patrzyliśmy na siebie bez celu w stuprocentowej gotowości do walki. Jason uśmiechnął się fałszywie i podbiegł robiąc zamach jak atakujący tygrys. Wydałam z siebie ściśnięty odgłos i wskoczyłam na jego łapsko. Szybko wymierzyłam mu solidnego kopa w twarz. Chłopak zawył z bólu i próbował mnie przeciąć drugą łapą. Uniknęłam ciosu zeskakując że stołu, dla pewności mocno ścisnęłam nóż.
- Słuchaj mała zaczynasz działać mi na nerwym. Ale kiedy już cię zabiję, będę miła nie małą satysfakcję. - tym razem chwycił łom i machał im na oślep.
- Biorę lalkę i wyjdę!
- JASON IDIOTO!!! - nagle ktoś wydarł się za moich pleców, gdy Jason miał ostatecznie się na mnie rzucić.
- Łapcie ją chłopaki! Co się tak gapicie?!
Miałam rzucić się na Maker'a, który nadal się nie poddawał, ale ktoś złapał mnie w locie. Zaczęłam się wyrywać w obawie o swoje życie.
- Alice... Alice... Uspokuj się... - mówił łagodnie - To ja Puppet.
- I ja! - dodał wesoło kolejny głos - zaszło nieporozumienie. Alice to nasza przyjaciółka, mieszka z nami.
- Nie chrzań L.J.!
- Mówię prawdę, Alice jest nietyklana... albo sama skopie ci dupe. No nie? Alice?
- Co tu się odwala?! Puść mnie! - próbowałm się wyrwać.
- Puszczę cię jak będę miał pewność, że nie skrzywdzisz Jason'a.
- Ona ma mnie skrzywdzić?! Głupota!!!
- No dawaj!!! Nie doceniasz mnie, ale dam szansę ci się przekonać!
- Dawaj!
- Wow wow wow - zaczął clown - słuchaj, Alice. Sprawa wygląda tak, że czasami się tu spotykamy i bawimy się z ofiarami zdobytymi przez Jasona. A że powiedział, że ma na haku śliczną du... - Puppet pchnął go ostrzegawczo w ramię - to znaczy śliczną dziewczynę, nie mogliśmy odpuścić. No... Ale tak wyszło, że to ty i nie będę próbował cię znów zabić.
- Ehhh dobra... Dajcie mi lalkę i spadam.
Tak poznałam nowego mordercę, o imieniu Jason the Toy Maker.
Ciężko było oddać lalkę zdobytą z tak wielkim trudem. Ale jeśli miało to przekonać Sally do mnie, dałam radę się poświęcić. Miał dość ostatnich wydarzeń, a to jeszcze nie był koniec. W moim pokoju na moim łóżku spał sobie Jeff the Killer. Poirytowana zepchnęłam go z łóżka, a sama opatuliłam się kołdrą i starałam się zasnąć.
- Ej co ty robisz? Spałem!
- Idź do siebie Jeff... Padam na mordę.
- Czaje, ale chciałem ci tylko powiedzieć co się stało wtedy w szpitalu.
- Dobra mów, ale szybko.
- Jakby to zacząć...
- Jeff, czy ja jestem dziewicą?
- Ja nic ci nie zrobiłem?! Takiego...
- Tyle chcę wiedzieć.
- Co?! Tak ci zależało! A teraz co?
- A no dobra... - odsząknęłam - Jeff, proszę powiedz mi, nie mogę spać. Dręczą mnie okropne myśli. - dodałam teatralnie.
- No bez przesady.
- A tak serio. - spytałam siadając obok Jeff'a na podłodze.
- Chciałem ci tylko powiedzie, że nie stało się nic czegobyś żałowała. Zaniosłem cię do szpitala do jednego z pokoi. Tam położłem cię i zastanawiałam się co mam z tobą zrobić. W sumie spałaś, także żadnej atrakcji z ciebie nie było.
- Dzięki...
- Potem, przez okno zobaczyłem, że w innej części szpitalna coś się kręci. Poszedłem sprawdzić, ale nikogo, ani niczego nie znalazłem. Gdy wróciłem już nie spałaś, za to byłaś ciut pijana. Zachowywałaś się no wiesz... dziwnie.
- Rany... Aż tak?
- Siedziałaś na łóżku, kiedy wszedłem zawiesiłaś mi się na szyi i gadałaś jakieś głupoty.
- Jakie głupoty.
- Nic szczególnego! - odwrócił wzrok.
- A dokładnie?
- Mówiłaś, że jesteś samotna i potrzebujesz kogoś kto pomoże ci nie zwariować.
- Powiedziałam coś takiego?!
- Najlepszego nie wiesz...
- Ale co dalej??
- Po... Hmmm... - bardzo zciszył głos.
- Hej, co ty tam mówisz?
- Mówię, że cię....
-Co?
- Pocałowałem cię, ok? Nie wiem coś mnie złamało? Tak patrzyłaś na mnie, a ja nie mogłem! - prawie krzyczal.
- O fuck... Dobrze, że tego nie pamiętam.
- Emmm chciałaś chyba czegoś więcej no i mnie poniosło, ale w porę się opamiętałem. Bo po pijaku to nie to samo... Z resztą nieważne... I sorry za to wycięcie. Nie pytaj dlaczego, bo sam nie wiem... Ehhh...
Pocieszyłam Jeffa mówiąc, że nic się nie stało, bo nic nie pamiętam. W końcu udało mi się go wygonić i pójść spać.
Rano usłyszałam zawziętą kłótnię na korytarzu pierwszego piętra. Powoli szłam na górę, nasłuchując co się dzieje.
- Prosiłem żebyś tylko posprzątał po sobie!
- A co ci to przeszkadza? Boisz się widoku krwi?
- Nie rozumiesz, że to obrzydliwe! I nie, nie boję się krwi! Wszędzie walają się Twoje narzędzia! Nie mieszkasz tu sam!
- Co może się stać?!
- Posprzątaj to! - Utrzymywał Masky.
- Nie chcę mi się...
- Rusz się, zachowajmy przynajmniej pozory w miarę ogarniętych ludzi!
- A co ci tak zależy na tym żebyśmy byli tacy porządni? Komu chcesz się popisać? Tej nowej? - krzyczał już wysoki chłopak w ciemnych ciuchach. Stał na krańcu schodów, a ja stanęłam tuż za nim. Chciałam się wtrącić, kiedy bieg wydarzeń nagle się zmienił.
- Nie mieszaj jej do tego! Alice... Nic do tego nie ma... - Dodał ciszej.
- Więc to przez nią zgrywasz takiego odpowiedzialnego?!
- Zamknij się E.J.!!!- wydarł się Masky i wymierzył solidnego prawego sierpowego w twarz E.J'a.
Chłopak szybko zrobił unik... A kto stał za nim i oberwał? Ja...
Wszytko działo się tak szybko, że nawet nie zorientowałam się dlaczego patrzę na sufit. Nie czułam nic. Zamrugałam kilka razy oczami, żeby wyostrzyć widoczność.
- Ojej... - pisnęłam na widok dwuch głów nade mną.
- Nie ruszaj się! Mogłaś się połamać!
- Co ty dajesz?
- Właśnie Masky, co ty dajesz! - zaśmiał się E.J. - dobra, skoro Alice jest w kupie i trochę żyje, to ja wracam do swoich eee... obowiązków. Narka!
- Co nie poczekaj! Jeszcze ktoś pomyśli, że jej coś zrobiłem!
- To masz problem! Nara!
- Szlak... Dobra Alice, spróbuj wstać... Bardzo powoli. Trochę się poobijałaś.
- E tam ja nie czuję bólu.
- Powoli, bardzo powoli wstań.
Bez odpowiedzi wstawałam, gdy byłam w połowie jakiś nerw sprawił, że całe moje ciało przeszedł ból. To było jak uderzenie pioruna. Bez kontroli wrzasnęłam się, krzyk się przeniknał całe pomieszczenie.
Na szczęście niczego nie złamałam podaczas zturlania się ze schodów. Moje ciało było tylko jak jeden wielki siniak, najgorsza była śliwa pod okiem. Na szczęście jakoś dostałam się do pokoju, a Masky zajmował się mną cały dzień. Praktycznie nie wychodził z mojego pokoju. Obłożył mnie mrożonkami i zmieniał okłady. Przez najbliższy tydzień nie odstępował mnie na krol. Któregoś ranka zdziwiłam się, że nie ma go w moim pokoju. Wyjrzałam przez swoje okno i zauważyłam jak Maky i Hoody pakują torby do samochodu. Szybko otworzyłam okno i przywitałam się z nimi.
- Co robicie? - krzyknęłam.
- Oooo dzień dobry! Jedziemy na biwak! - zawołał Tim odkładając bagaż.
- Ohh to fajnie! - szkoda mi było, też chciałbym pojechać na taki wakacyjny wypad. Ale to męska wyprawa.
- No co tak patrzysz? Rusz się! Zbieraj się, zaraz jedziemy!!!
- Ja?!
- A kto?! Ty, ja i Hoddy. Jedziemy na wakacje! - pomachał mi z góry. - Zbieraj się!
Na mojej twarzy pojawił się gigantyczny uśmiech i szybko zniknęłam w oknie, zatrzaskując je. Pakowanie zajęło mi nieco ponad pół godziny, ale zaraz potem byłam gotowa do drogi.
---------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą nieobecność.
Nie miałam siły ani chęci do pisania przez pewnego idiotę. Było mi smutno, ale kij, bo UWAGA spisałm pomysły na kolejne rozdziały i się mega jaram, bo następne rozdziały będą MEGA!!!
Rozdział następny będzie o wyprawie na biwak z chłopakami :) haha będzie nieźle xd
A po tym zacznie się poważna fabuła, akcja z Clockwork i zacznie się bardzo dużo komplikować i wyjaśniać. Chciałbym już wszytko Wam powiedzieć!
Dziękuję za arta od Aishiteru xD jest śliczny, piękny i nie wiem co jeszcze ❤❤❤ Dziękuję!
Z okazji urodzin (troszkę nie w porę, przepraszam) WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, ZDRÓWKA, SZCZĘŚCIE, PIEKNEGO DOMU I FACETA, DUŻO WENY, NAJWSPANIALSZEGO ŻYCIA, DUŻO MIŁOŚCI I WSPANIAŁYCH PRZYJACIÓŁ! Dla kochanej Play Tenshi!!!
Dzisiaj urodziny ma Aishiteru xD z okazji urodzinek GWIAZDKI Z NIEBA, WIELKIEJ MIŁOŚCI, NIESAMOWITYCH PRZYGÓD W ŻYCIU, WENY, KOCHANYCH PRZYJACIÓŁ, SAMYCH SZÓSTEK SZKOLE I SPEŁNIENIA MARZEŃ!
Pozdrawiam Ola
Wowowowowow ale rozdział *-*
OdpowiedzUsuńOszołomiona jestem :3 epickie <3 warto było czekać :D
Ta scena z tą dziewczyną i Toby'm... Kim jest Alice?!
I Jason :D! Yay! Czekałam na niego (kiedy będzie Ben?)
Jeff nie jest walniętym psychopatą tylko normalnym, czasem nawet uroczym chłopakiem... Mhmmm :3 if you know what I mean xD. Nie no poważnie, fajna akcja z nim była ^~^
Masky pobił Alice... Bożeeee XD.
No to na biwaaaak czaaaas iiiiść!!!! :D tam tam tam :>
W takim razie czekam na następne rozdziały... :3
No i
HEPPY BERZDEJ!!! WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO PLAY TENSHI I NIKOLA!!!! :D!!! STO LAT STO LAT!!! Otwieramy szampana? XD
1.O Alice dowiemy się baaardzo dużo, ale niebawem.
Usuń2.Rozdział z Benem będzie jak zrobię im Walentynki, ale nie będą normalne xd
3.Haha ah ten Jeff i Masky nie pobił jej! Specjalnie xd
Dziękuje za życzenia! No są spóźnione, ale najważniejsze, że są! A rozdział bardzo fajny i czekam na next. :3
OdpowiedzUsuńDziękuję, do następnego :) mam nadzieję, że się spodoba
UsuńTaaaak xD
OdpowiedzUsuńOtwieraj szampana,uchlejemy się do cna i poparadujemy w opuszczonym szpitalu jak Alice!
Nie no,kobito,taki prezent mi zrobiłaś!!!<3 <3 <3 <3
Już nie mogę się doczekać biwaku!!!
A przyjemna krew (xD) płynąca z mojego nosa.....Ah!
Z tym gejem nie rozwaliłaś xD
Dzięki za życzenia :D
Życzę weny!!:**
To lecimy z tym szampanem i do szpitala! Dziękuję i do następnego krwotoku xd
UsuńWczoraj jak z karabinu połknęłam wszystkie 10 rozdziałów. Czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, dziękuję ❤
UsuńMam pytanko
OdpowiedzUsuńKiedy będzie następna część?
:)
A tak poza tym to byłam troszkę opóźniona, i przeczytałam 4 rozdziały w 40 minut :P
I jak ty to wymyślasz? xD :*
Nowy piszę właśnie teraz, powinien być o 19 jak dobrze pójdzie :)
UsuńBardzo dziękuję i jestem pewna, że to co siedzi mi w głowie, pomysł na nowe rozdziały bardzo Ci się spodobają. Jak wymyślam? Hmmm mam zrytą głowę!
Extra! Czytam Twoje rozdziały z zapartym tchem :D I będę szczera! Nigdy nie czytałam czegoś tak WSPANIAŁEGO xD Czekam na kolejną część... Nigdy, NIGDY nie czekałam aż tak "zniecierpliwiona" na kolejną część ;) :D
OdpowiedzUsuńWow bardzo miło mi to słyszeć! Właśnie piszę kolejny rozdział, także zaraz będzie!
Usuń