Chłopak pomógł mi wstać i wskazał na jedno z krzeseł. Nadal trochę się trzęsłam, trochę z zimna trochę z bólu. Czułam się niezręcznie, bo chłopak zagapiał się na kilka sekund i bacznie mnie oglądał. gdy zdawał sobie z tego sprawę szybko się odwracał. Zrobił nam w milczeniu gorącej czekolady i usiadł obok mnie. Miałam zaciągnąć łyczek, moje usta dotykały kubka, ale nie... odwróciłam oczy w stronę Toby'iego. On znowu się gapił. Nagle przestał i zrobił speszonął minę i napił się ze swojego kubka. Ja dalej patrzyłam na niego z ukosa.
- POMOCY! - pomyślałam
- No nie patrz się tak na mnie! -zrobił się rumiany
- Co! Ale to nie ja! -ciary mnie przeszł
- Już ci się podobam?- był całkiem poważny
- WTF?!
- Nie denerwej mnie!
- Jeśli chcesz być moją dziewczyną, to się zgodzę - najwyraźniej był z siebie bardzo dumny wnerwiając mnie
- NIE BĘDĘ TWOJĄ DZIEWCZYNĄ! I gdybym miała pod ręką widelec już byś nim oberwał. - chłoapk zręcznie zerwał się z miejsca, otworzył szyfladę i wyciągnął jakiś widelec i rzucił go przedemnie.
- Co ty robisz - mruknęłam sarkastycznie - No dawaj! Masz widelec i wogóle. Poderwałam się z miejsca i rzuciłam sztućcem o podłogę.
- Nie rzucę w ciebie widelcem!
- Czyli mnie kochasz!
- Nie! - usiadłam błyskawicznie i łykneliśmy czekolady
- Czemu tu spałeś? - chciałam zmienić temat
- Ooo... No tak - wziął rękę do tyły i czochrał włosy - wróciłem z Masky'm i Hoody'm z lasu hahaha żebyś widziała minę tego gościa haha - spojrzałam na niego zniesmaczona - to znaczy...
- Nie ważne - pośpieszyłam go cicho, czułam jakby na serce spadła mi tona kamieni.
- No nieważne, zachciało mi się zjeść, ale nie było składników na gofry. Położyłem się na stole i zaczęłam narzekać. Masky się wkurzył i mnie zostawił. Hoody coś gadał i zasnąłem, potem pamiętam jak cię walnąłem.
- Też to pamiętamy - zaśmiałam się ironicznie.
- Sorry - nastała niezręczna cisza , było tyle pytań, chciałam wiedzieć tak wiele, ale czy Toby to odpowiednia osoba.
- Ejjj, wszystko ok? Wpatrujesz się w stół już kilka minut.
- Ooo emm tak się zastanawiam nad pewnymi sprawami. - znów to robił, gapił się przeszywając mnie na wylot. Odsunęłam głowę i cicho się zaśmiałam.
- Przestań - zrobiło mi się głupio
- Zimno?
- Cooo?
- Zimno ci - stwierdził - nic dziwnego, że jesteś jakaś nieswoja, normalnie jesteś całkiem inna. Nie pytaj skąd wiem, tyle czasu już Cię obserwujemy... - śmiał się pogdnie, gdy wstawał. Ściągnął swoją szarą bluzę, lekko wybrudzoną krwią i poprawił czuprynę - można powiedzieć, że nieźle Cię znam - skrzywił się - ale wiesz, jesteś wielką tajemnicą i to mnie irytuje. Ukrywasz tak wiele, ja znam tylko niektóre fakty... Ehh... Ale naplątałem, w każdym bądź razie, żebyś mnie jasno zrozumiała - jego ton z przyjaznego stał się chłodny. Nagle pojawił się nade mną i włożył mi przez głowę swoją bluzę. Patrzyłam na niego... Pochłaniałam każdy jego ruch, licząc na coś, co pomoże mi ogarnąć tego popaprańca. Nachylił się , chwycił moją brodę i wyszeptał - żeby nie wiem co... dowiem się o Tobie wszytkiego, czaisz? - zrobiło się groźnie. Zmarszczyłam brwi, ale chyba już tego nie zauważył. Wyprostował się i rozciągnął.
- Dobranoc - rzucił chłodno i wyszedł.
Od momentu, gdy stał nade mną, wstrzymywałam oddech, teraz mogłam spokojnie wypuścić powietrze. Wydałam przy tym dziwny odgłos... Ulgi? I jebłam głową o blat stołu.
- Co ja tu cholera robię... - mruknęłam
Zaciągnęłam rękawy na swoje ręce, jego bluza była bardzo ciepła. Ostry zapach krwi i lasu (szczególnie krwi) zagłuszał zapach Toby'iego. Toby... Odruchowo dotknęłam twarzy, cholernie bolała.
- Będzie zajebisty siniak... A tylko wyszłam z pokoju coś zjeść... Ehh... A NIC NIE ZJADŁAM! Nieważne... Może szybciej umrę - bąknęłam pod nosem i zaczesałam loki do tyłu.
Poza tym bluza była dużo za duża... ale kij i cóż chyba zjednałam sobie pierwszą osobę. Problem był jeszcze z Jeff'em. Sokoro ten cały Slender chce, żebym przeprosiła gościa, to coś jest na rzeczy.
- Yolo - palnęłam zaspana, gimbusiarskie powiedzonko i potoczyłam się po schodach na mroczny korytarz. Szurając skarpetami, wlokłam się do drzwi, szukając tych, za którymi mógłby być ten cały Jeff. Przy ostatnich drzwiach po lewej zmarszczyłam oczy i wygięłam do tyłu.
- Eeee to chyba tu...- jakaś bardzo ogarnięta osoba na czarnych drzwiach napisała czerwoną FARBĄ... imię JEFF, wielkimi literami.
- To na pewno farba... To na pewno fraba... Ja tam w to wierzę.
Przez ten dzień miałam tak wywalone na wszystko, że bez zastanowienia zapukałam. Za trzecim razem drzwi gwałtownie się otworzyły. Zamknęłam oczy, bo wiatr leciał do oczu. Tym razem nie cofnęłam się zaskoczona.
- Czego o tej godzinie!!! - wydarł się w ciemno, nie oszukujmy się, ciary mnie przeszły ze strachu. Koleś jest straszny. - Ooo to ty - oparł się o ramę drzwi, nie ukrywał zaskoczenia - jesteś ostatnią osobą któ...
- Sorki, że cię obudziłam - przetarłam zaspana oczy i wyprostowałam się
- Jestem w stanie CI wybaczyć - uśmiechnął się, nie przypominał psychopaty... - Wejdź, nie będziesz tu stała.
- Emmm... Nie spoko, mam tylko jedną sprawę i nie zawracam ci głowy - bardzo chciało mi się spać
- Wejdź - dodał stanowczo i pociagnął mnie za nadgarstek
- NIEEE! - zabuczałam
- Cicho, bo wszystkich obudzisz! - i wciągnął mnie do siebie, zatrzaskując drzwi
- Eeeeeooooommm - wydałam odgłos niezadowolenia
- No teraz możemy spkojnie pogadać - opadł na dobę łóżko, a ja próbowałam przyzwyczaić oczy do ciemności. - Więc...
Czułam silny zapach krwi.
- A i uważaj - śmiał się - bo się potkniesz. Idź za moim głosem.
Byłam taka... hmmm bezwładna, zdana na niego. Czułam jak coś ociera się o moją nogę, przygryzłam tylko wargę i szłam dalej. Lekkie promienie księżyca oświetliły Jeff'a, gdy stanęłam przed nim. Siedział jak szlachcic i śmiał się. To było co najmniej podejrzane i straszne.
Księżyc oświetlał też inną część pokoju. Koło szafy wisiało zasztyletowane ciało, przybite na kilku grubych nożach. Oczy ofiary martwo wpatrywały się we mnie.
- Fuck... - złapałam się jedną ręką za głowę i cofał się szybko do tyłu. Dłonie zaczęły się trząść... Kark i brzuch płonęły z nagłej fali gorąca.
On śmiał się, a raczej dusił się i zwijał się ze śmiechu. Przenikliwy, duszący, psychopatyczny śmiech rozszedł się po całym pokoju.
Nie mogłam się wiecznie cofać, walnęłam plecami o ścianę... Nie, to było takie zimne i miękkie. Oddech przyśpieszł, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. W końcu byłam w stanie podnieść głowę, nad moją zwisała czyjaś, jakiegoś młodego chłopaka. Jego ciało też było tak przybite. Widziałam jak otwierał oczy i szeptał POMOCY. Gdy otwierał usta na moje czoło wylała się masa krwi. POMOCY
ZŁOWIESZCZY ŚMIECH
Brakowało mi oddechu, padłam na ziemię, ostanie co zapamiętałam i to czego byłam świadoma... To fakt, że na podłodze leżałam pośród innych ofiar.
Ciemno.
Ogarnąć mnie mrok.
Serce mogło się uspokoić.
Całą przez głowę przeciskały się wizje śmierci, udręczonych ludzi. Cierpieli jekby przeze mnie?
Obudziłam cała zgrzana, to pewnie od bluzy Toby'iego albo od koszmaru. Oddychałam nierówno, myślałam o snach i o tym co stało się wczoraj.
- No tak!- zerwałam się do pozycji siedzącej i oniemiałam. Byłam w pokoju Jeff'a to było pewne. Gospodarza brak, spałam sama w jego łóżku. Jednak nie było tu ani jednego ciała! Ściany i podłoga oczywiście we krwi, ale nie było jej czuć, pewnie dlatego, że okno było otwarte.
Bez chwili namysłu pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi, przebrałam się w białe trampki, jeansy i biały, lekki, t-shirt. Moją uwagę na dłuższy moment przykuły plecy, rany były paskudne. Jednak bardziej raził przekrwiony, żółto- fioletowy siniec, którego nie dało się zakryć niczym. Westchnęłam i pokazałam sobie fuckera w lustrze. Zaśmiałam się głupawo.
- Co tu się odwala? Hmm? Co Alice? - pokiwałam głową przecząco do dziewczyny o ciemnych lokach za ramiona i zielonych oczach.
- Ładna jestem... - mruknęłam dotykając sińca.
Opornie zeszłam na dół. Słyszałam już głosy, bałam się spotkania. Gdy weszłam, ktoś zaczął klaskać, był to Jeff.
- Witaj spiąć królewno! - zignorowałam go - Cześć wszystkim - zaczęłam, większość mi odpowiedziała, oprócz jej... dziewczyny z zegarkiem zamiast oka.
- O fuck! To jej skopałam dupę! Fuck!
Jak nigdy nic odwróciłam się i chciałam zalać sobie herbatę, gdy ktoś mi przerwał.
- Hej, nowa zrobiłem ci herbaty i masz kilka cuksów... Tak na dobry początek. - To był jakiś mroczny klaun. Ubrany w mega odjechane ciuchy i jakiś trójkąt na nosie.
- Dziękuję - odparłam szczerze i podeszłam do stołu.
Chciałam chwycić za kubek, ale ktoś poderwał się z miejsca i chwycił mnie za nadgarstek.
- Nie radzę, to jest zatrute... -wydawał się jakby mną przejąć
- Świetnie - chyba wyczuli wściekłość w moim głosie. Szybko odeszłam od stołu. Za mną przyszedł, chłopak trochę wyższy ode mnie. Miał przyjmą twarz, włosy w kolorze moich i głęboką bliznę na lewym policzku.
- Nie przemuj się - pocieszył mnie - Hej, jestem Tom, ale wszyscy mówią mi Masky, łatwiej zapamiętać. - wyciągnął rękę na powitanie, uśmiechając się szeroko - wydawał się taki... Normalny. Od razy poprawił mi humor. Na mojej twarzy też zawitał uśmiech.
- Sernika?
- Słucham? - zaśmiałam się
- Takie ciastko, jest ser i owoce albo coś - zaczął pokazywać jakiś kształt sernika
- Wiem co to! Chętnie. - zaśmialiśmy się i aż zrobiło mu się ciepło na sercu.
- Ej... A ta śliwa? - zaczął, gdy zjedliśmy - nie było jej przedwczoraj.
- To prawda, to był drobny wypadek...
- NIE WAŻNE!!!! NIE GADAMY O TYM!!!! - wydarł się Toby z fotela obok
- Toby!!! Idioto!!!
Zapewne, doszło by do ostrej kłótni, gdyby nie fakt, że przed nami pojawił się Slender.
- Widzę, że nieźle się dogadujecie. Musisz się zaaklimatyzować jak najszybciej Alice. Dobrze by było, gdybyś spędziłam z każdym trochę czasu. Sam na sam. Kto zacznie?- dowalił prosto z mostu.
Od razu odezwał się ktoś z końca pokoju. - Ja zacznę...- odparł sucho
Podszedł do nas chłopak z dwa lata starszy odemnie, 18 latek. Miał bardzo surowy wyraz twarzy, lodowate, błękitne oczy, z bladą cerą i czarnymi włosami. Miał na sobie czarne spodnie, granatowy płaszcz i skórzane rękawiczki. Idąc założył biała maskę z czarnymi otworami na oczy i namalowanym uśmiechem.
Namalowany krwią...
- Rusz się - rzucił bezdusznie i bez reakcji na czyjeś wołania za moimi plecami, podążyłam za czarnowłosym w głąb lasu.
-------------------------------------------------------
Więc fabuła zaczyna się rozkrecać. Łatwo się domyślić, że pierwszą osobą, z którą będzie jakaś przygoda jest Bloody Painter ;) Do następnego, sorki za błędy i
Pozdrawiam Ola ❤
Yaaayyy!Bloody Painter!!Wreszcie porzuciłeś tą Judge Angel!Chwała Oli!xDD
OdpowiedzUsuńAlice jest zarąbista gdy jest przymulona i chce jej się spać xD Dużo razy się śmiałam,błędy są,ale nie rażące a do tego dobrze wykorzystujesz mhroczne i dobre strony postaci.Też nie przepadam za bardzo za Clockwor(duży plus dla Alice za skopanie jej tyłka!).Rozdzialik jak zwykle wciągający,wykorzystanie(duży + !) osobowości tak samo.
Podsumowanie:
To jest GENIALNE!
Nigdy nie miałam do czynienia z tak ekscytującymi rozdziałami!Czekam na next :***
Powiem Ci szczerze, że oprócz Sally i Jane nie lubię innych dziewczyn więc eeee... Po prostu je zjadę w moim opowiadaniu.Jaram się bardzo, że Ci się podoba!!! Dzięki i jutro już rozdział o BP :)
UsuńYay!Gdybyś widziała mój zaciesz!Ja też uwielbiam te dwie postacie z dziewczyn!
UsuńNyanyanyanyanyanyanya!
Niektórych bohaterów nie znam, bo nie czytałam wszystkich creepypast, ale już zaczyna się ciekawie. :3 Jak ja zaczęłam to czytać to prawie ze śmiechu zadławiłam się ciastkiem cynamonowym! Po za tym rozdział bardzo mi się podobał, aczkolwiek były błędy i ja mam uczulenie na nie. Jak jakiś zauważam to sama na głos lub w myśli poprawiam. Ale to fajne i też mam coś ostatnio na creepypasty. <3
OdpowiedzUsuńOczywiście postaram się wyłapywać te błędy, bo by mi też to przeszkadzało, także Sorki za nie! ❤ rada na przyszłość: nie jedź i nie pij i trzymaj się z dala od schodów czytając coś ode mnie, bo nie chcę płacić za Twoje leczenie...
UsuńDzięki bardzo za miły komentarz :)