Pożegnałam ciepło chłopaków i nacisnęłam klamkę do swojego pokoju. Miałam ochotę wziąć jak najszybciej prysznic i położyć się do łóżka. Wchodząc do pokoju przetarłam oczy niedowierzania. W głowie miałam pustkę nie byłam w stanie nic powiedzieć, moje myśli stał się doszczętnie czarne na widok powieszonego truchła na środku mojego pokoju. Do mojego nosa dotarła woń krwi i ziemi... zaczęłam się dusić, starałam odszukać jakiejkolwiek ucieczki z pokoju. Było ciemno, a ja obijałam się bezwładnie o ściany, próbując uciec. Czułam się bardzo zagubiona we własnych czterech ścianach. Spanikowana odwróciłam się w stronę wisielca i w końcu gwałtownie się wycofałam i skuliłam w kącie. Zaczęłam głęboko oddychać, otworzyłam oczy i zaczęłam przyglądać się ciału. Ona naprawdę tam było, bezwładne gnijące, porozcinane... nie byłam nawet w stanie zidentyfikować kto to był. Ostra woń krwi nagle po raz kolejny dotarła do nosa, co spowodowało u mnie silny odruch wymiotny. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Dopadł mnie ostre duszności oraz panika. Udało mi się znaleźć wyjście z pokoju i od razu ruszyłam ku niemu. Ciężko było złapać mi równowagę, ale ostatecznie wydostałam się na korytarz, opierałam się o ścianę... mroczne ściany domu morderców zamknęłam na chwilę oczy głęboko osadzone nagle coś we mnie wybuchło i czym prędzej pobiegłam do łazienki. Na szczęście nie była zamknięta. Zamknęłam się na klucz i przez najbliższe 10 minut nie przestawałam wymiotować. Schowałam twarz w dłoniach staram się dojść do siebie. Odkręciłem zawór lodowatej wody w prysznicu i włożyłam tam głowę. Nie wiedziałam co właśnie się wydarzyło... wróciłam do domu z krótkich wakacji, a tam czeka na mnie niemiła niespodzianka... w moim pokoju wisiała zamordowana osoba. Aż strach pomyśleć jak wyglądał mój pokój, gdybym zapaliła w nim światło...
Nie jestem pewna ile czasu dokładnie spędziłam w toalecie. Wyrwał mnie stamtąd czyjś głos. W głowie tak mi huczało, że nie byłam w stanie rozpoznać kto dobija się do łazienki. Przetarłam załzawione oczy i umyłam zęby. Wzięłam kilka wdechów i spróbowałam wstać. Powoli uchyliłam drzwi, za którymi dostrzegłam dobrze znaną mi czrną czuprynę w komplecie z błękitnymi oczami.
- Alice ile ty tam siedzisz?! – zawołał dość spokojnie – zaraz się zsikam… tak teraz myślę, że raczej nie powinienem tego mówić… - chciał coś powiedzieć, ale złapałam go lodowatą dłonią – co jest? – spoważniał.
- Proszę, pomóż mi…- oddychałam ciężko.
Zaprowadziłam z oporem Helen’a pod drzwi mojego pokoju, ale bałam się je otworzyć.
- Coś tam jest? – spytał troskliwie odchylając mi podbródek, tak żebym na niego patrzyła. Nieśmiało kiwnęłam głową i schowałam się za chłopakiem. Kurczowo trzymała się jego pleców i skrywałam się za nimi głowę. Otis uniósł rękę do gory i spojrzał za siebie, chciał dostrzec moją ukrytą osobę.
- Zachowujesz jak mała, przestraszona dziewczynka. – rozczulał się – W woim pokoju nie ma potwora czy czegoś, nie musisz się bać. Pyzatym jestem tutaj i nic Ci nie grozi.
- Ciekawe co powie jak tam wejdzie… - zamartwiałam się w myślach i dosłownie zaczęłam dygotać.
- No już spokojnie…- zaśmiał się i podszedł do drzwi. Gdy je uchylił uderzyło w nas ciepłe powietrze o duszącej, obrzydliwej woni zgnilizny. Zapach był na tyle silny, że Painter ukrył nos i usta w dłoni. Nie odezwał się choćby słówkiem. Zrobił krok na przód, a ja dreptałam tuż przy nim. W końcu nadszedł moment zapalenia światła. Początkowo lekko mnie oświetliło, ale zaraz potem miałam pełny obraz na… to… To pomieszczenie nie przypominało już MOJEGO pokoju, była to raczej sala tortur, a raczej sala egzekucyjna. Postanowiłam wyjść zza bezpiecznych pleców chłopaka i ocenić sytuację. Ten ani drgnął, stał jak kołek wbity w ziemię. Krew jakby z niego spłynęła, był blady jak ściana, a ręce mu opadły. Wpatrywał się w coś, co było w centrum pokoju… postanowiła to chwilowo ominąć. Skupiłam się na ścianach oblepionych od podłogi po sufit flakami i wnętrznościami. Różowe, lepkie organy zapełniały całą wolną przestrzeń tak jak i krew. Powoli obracałam się wokół siebie... nie czułam nic. Wirowałam dopóki nie napotkałam przed swoją osobą, postaci, na którą od dłuższego czasu wpatruje się Helen. Moje ciało przeszły jednocześnie dreszcze i mrowienie. Głowa mi wirowała, a serce tłukło jakby podczas palpitacji. Łykałam powietrze, jakby pozostało go jedynie nikłe resztki na Ziemi. Dusiłam się własnym, nierównym oddechem. Łzy nie pamiętam kiedy zaczęły mi ściekać, to był początek stanu paniki, z którego szybko się nie otrząsnęłam. Zatkałam usta, wtedy jeszcze trudniej było mi oddycchać. Zaczęłam się jakby dusić, roztrzęsione serce podskoczyło mi do gardła. Zatkałam uszy, zgięłam się w pół i bezwładnie zapiszczałam mocno zaciskając oczy mokre od łez. Jednocześnie czułam obrzydzenie, bezsilność i strach. Niespodziewanie poczułam siłę, która mi szarpie, a raczej przyciąga. Uniosłam na chwię powiki. Byłam wciśnięta w tors czarnowłosego. Oplatał mnie ramionami z całej siły i zaczął wycofywać nas od truchła. Spojrzał na mnie czując obecność moich oczu na sobie.
- NIE PATRZ!!! – wydarł się, jednocześnie jedną ręką przyciskał moją głowę do swojej klatki, a drugą początkowa trzasną drzwiami, a następnie zaciągnął swój granatowy płaszcz, tak, że byłam schowana pod nim.
Czułam jak chłopak opiera się przy ścianie i coś nuci mi do ucha. Kiedy jego serce wróciło do normy, mojemu było zdecydowanie łatwiej się uspokoić.
- CHŁOPAKI CHODŹCIE NATYCHMIAST!!! – krzyknął przez co ja zatkałam sobie uszy.
Czyłam kroki, które tu się zbliżały. Toczyły się dialog pomiędzy grupką ludzi, nie słuchałam, a może raczej nie chciałam słyszec co tu się dzieje… Zaczęłam rozmyśleć nad tym co mną tak wstrząsnęło, a konkretnie ciałem, które zawisło w centrum mojego pokoju. Była to dziewczyna w moim wieku… normalne co jej pozostało to długie, falowane, brązowe włosy. Nie miała kończyn, były jakby powyrywane… w oczach miała noże… brzuch rozszarpany i wydrążony, a pustka została zapełniona pluszowymi misiami… nie zdołałam dostrzec więcej szczegułów, ale to i lepiej. Na samo wspomnienie dostałam ataku drgawk i schowałam głowę w klatkę Helen’a kurczowo się tuląc. Poczułam nagle powiew wiatru, najwyraźniej Otis pokazał mnie reszcie, a następnie ponownie ukrył . Postanowiłam robić głębokie wdechy i
wydechy. Nagle zostałam poderwana do góry i zaniesiona do łazienki. Helen ściągnąłze mnie swój płasz i posadził na toalecie. Chwycił rączkę od prysznic i wymierzył nią we mnie. Poczułam jak lodowata ciecz drastycznie doprowadza mnie do porządku. Otrząsnęłam się i jednym sprawnym krokiem żuciłam się Otisowi na szyję… nie miałam zamiaru go puszczać bardzo go potrzebowałam. Zostałam zaniesiona na rękach jak księżniczka do pokoju, w którym pachniało farbami. Zostałam usadowiona na łóżku z czarną pościelą. Całkowicie opadałam z sił i przestawałam racjonalnie myśleć. Siedziałam tak, jak jedna z tych lalek Jasona… tak bezwładnie… Otis grzebał w swojej szfie i wkońcu podał mi swoją czystą, białą koszulę. Chłopak odwrócił się i cicho dał mi znać, żebym się przebrał. Koszula była na tyle długa, że zakrywała mi tyłek. Westchnęłam ciżko nie wiedząc co robic.
- Posłuchaj Alice… - podszedł do mni i ukląkł przedemną. Złapał mnie za dłonie i mówił kojąco –Nie masz nic przeciwko, żebyś została tutaj? Trzeba u ciebie posprzątać i nie chcę żebyś tam chodziła. Dobrze? – spytał poprawiając mi włosy. Patrzyłam chwilę na niego, jego twarz taka spokojna… w pięknych, wilkich błękitnych oczach odbijał się księżyc… delikatne blade usta… czarne roztrzepane kosmyki… Poprawiłam mu je i mocno przytuliłam się do niego. Poczułam jak gładzi mnie po plecach. Jakoś śmiesznie mnie ułożył i przykrył kołdrą. Sam położył się obok przytulając mnie. Chwilę puźniej spałam.
Obudziłam się, gdy było jeszcze ciemno, a z okna bił ciepły blask. Podeszłam i zauważyłam ognisko, a pośród niego większość mieszkańców… palili ciało tej dziewczyny i o czymś rozmawiali. Odeszłam jak najszybciej i oparłam się o komodę. Pod dłonią poczułam jakiś świstek. Udało mi się odczytać co tam było napisane.
„Alice musiałem natychmiast wyjść z innymi na misję od Slenderman'a, wrócimy zapewne jutro po południu… przepraszam…. Śpij dobrze i nie bój się. Został Toby, Jane i parę innych osób. NIE WCHODŹ DO SWOJEGO POKOJU! Xoxo Helen” Zmięłam kartkę lekko poirytowana i opadłam na łóżko.
- Więc jestem sama…
Przekręcałam się z boku na bok ciężko przy tym sapiąc. Drażnił i przerażał mnie każdy dźwięk. Udało mi się zasnąć, jednak, na krótko. Ze spoczynku wyrwał mnie koszmar. Zalana łzami i potem udałam się do łazienki, żeby się uspokoić. Za bardzo bałam się zejść do kuchni napić się, więc zadowoliłam się wodą z kranu. Bałam się… zostać sama, złapałam poduszkę i jakiś koc z fotela i na paluszkach uchyliłam drzwi do pokoju Toby’ego. Spał sobie w dresach i podkoszulku pod rozwaloną kołdrą. Na łóżku rozwalił się jak król z otwartą buzią i rękoma uniesionymi wysoko.
Zachichotałam pod nosem i zamknęłam za sobą drzwi. Kucnąłam przy śpiącym królewiczu i szturchałam go palcem po policzku.
- Boże… jak on słodko wygląda… Hej Toby… Hej… Toby… Hej Toby! – powtarzałam… poczułam się jak właśnie on kiedy dręczy Masky’ego. – Toby!!! – chłoapk wzdrygnął się, a ja szybko schowałam się za poduszkę. Bałam się, że mnie uderzy, tak jak podczas naszego pierwszego spotkania. Zapamiętałam, że nie wolno gwałtownie budzić śpiącego mordercy.
- Hemmmm… -ziewnął – co się dzieje? – wymamrotał – ktoś tu jest? – przeżucił się na bok.
- Taaak… ja…. – odsłoniłam się i mocno przytuliłam poduszkę. Chłopak zrobił wielkie oczy i momentalnie się zerwał.
- Coś się stało?!
- Tak jakby, to znaczy NIE! Po prostu bardzo boję się spać sama... – cudem wydusiłam – i zastanawiałam się czy nie mogłabym tu przenocować u Ciebie...
- Co za pytanie!- uśmiechnął się – jesteś tu bardzo mile widziana! Rozgość się!
- Ojej, naprawdę? Dziękuję! Emmm… więc nie zwracaj na mnie uwagi i śpij sobie. – dodałam i rozłożyłam się na podłodze obok łóżka.
Po kilku sekundach ciszy Toby zaczął:
- To nie duże łóżko, ale się zmieścimy. Choć tu do mnie.
- Nie, nie trzeba, dzikuję. – troszkę się speszyłam.
- To dobrze. – zbił mnie z tropu, z jednej strony mnie zaprasza, a nagle… NO włanie… nagle zostałam podniesiona na ręce przez brunata i położona na łóżku.
- Ale… - zajęczałam
- Co? Coś mówisz? Wybacz nie słyszę. – zachichotał. Był zwrócony w moją stronę. Nasze twarze dzieliło raptem dziesięć centymetrów. Chłopak miał zamknięte oczy i wielki uśmiech na twarzy. Obserwowałam go badawczo. Gdy przejechał mi chłód po plecach zrozumiałam, że nie mam kołdry.
- Mogę trochę kołdry?- szepnęłam.
- Jasne tylko ymmm… musisz się przysunąć. -I tak zrobiłam. – jeszcze trochę… - przysunęłam się i stykaliśmy się ciałami. Biło od niego bardzo przyjemne ciepło. – I- idealnie – odparł lekko się jąkając. Bałma się poruszyć. Nasze oddechy się mieszały… Szybko odwróciłam się od chłopaka i skuliłam się w kłębek.
- Może i coś do niego czuję… motyle w brzuchu… to takie dziwne… - rozmyślałam.
Po dwudziestu minutach nadal nie spałam, zastanawiałam się czy mój współlokator, też nie śpi.
- Toby… śpisz…
- Nie…
- A co robisz?
- Patrzę na Ciebie… - momentalnie zrobiło mi się gorąco i odwróciłam się w stronę twarzy Toby'ego. On opierał głowę o łokieć.
- I co ciekawego widzisz? – zaśmiałam się pod nonem.. Na moje pytanie nie otrzymałam odpowiedzi, chłopak szybko odwrócił wzrok. Toby połżył się tuż przy mnie, tak jak na początku.
- Nie możesz spać?
- Tak trochę.
- Powinnaś odpocząc. Miałaś ciężki dzień.
- Po prostu przyznaj, że zaraz zaśniesz.
- Nie! To nie tak!
- Pogadajmy czy coś! Nie chcę spać!
- Zachowujesz się jak małe dziecko.
- Nie prawda!
- Prawda!
- Nie prawda!
- Prawda!
- Nie prawda!
- Prawda!
- Nie prawda!
- Prawda!
- Nie prawda!
- Prawda!
- NIEEEEEE!!!
- No już dobrz, dobrze… jesteś bardzo duża… - zaśmiał się i przejechał mi palcami po włosach. - Pogadamy jutro, o czym tylko zachcesz, ale proszę zaśnij już.
- Ale jak?
- Hmmm… Moja mama zawsze robiła tak... i zawsze zasypiałem – zbliżył się i przyłożył swoje wargi do mojego czoła i pozostał tak przez kilka sekund. Moja twarz w jedną sekundę stała się czerwonym pomidorkiem. Gdy odsunął się, oplutł mnie ramionami i przytulił z całej siły.
- Dobranoc Alice…
- Branoc… - prawie zapiszczałam i ostatecznie zasnęłam.
Rano obudził mnie przesłodki zapach. Otworzyłam oczy i zauważyłam jak Toby zmienia swoją bluzkę. Szybko schowałam się pod kołdrę bardzo zawstydzona.
- Alice, widzę cię… możesz wyjść – wysunęłam głowę, tam stał toby wyraźnie rozbawiony, kucał przy łóżku. – mam dużo sprzątania i ogólnie roboty, zrobiłem Ci gofry. A tam masz ubrania. Jak już zjesz poszukaj Jane. I nie wchodź do twojego pokoju. Rozumiesz?
- Ale mogę pomóc sprzątać.
- Nie…
- Yyy, mieliśmy pogadać.
- Tak wiem, pogadamy wieczorem… chcę cię spytać o coś bardzo bardzo ważnego.
- O-ok…
- O co on chce mnie spytać?!?!
Wzdrygnęłam się i sięgnęłam po gofry, koszula zsunęła mi się rąk odsłaniając liczne głębokie blizny po cięciach… Widocznie robiłam to… miałam też takie na udach…
Toby, który siedział obok łóżka złapał mnie za rękę i przejechał palcami po bliznach.
- CO TO?! – krzyczał… był wściekły?
- C-ooo – wystraszyłam się nie na żarty i chciałam się odsunąć.
- Wystraszyłem cię? P-przepraszam! – przytulił mnie – po prostu się martwię
- Nie pamiętam czemu…
- Rozumiem…
Chłopak niechętnie mnie opuścił, ja zjadłam i ogarnęłam się. Czym prędzej udałam się do pokoju Jane. Ta zwijała się z bólu w łóżku. Kobieca solidarność zmusiła mnie do udania się do sklepu po leki przeciwbólowe i podpaski.
Przez drogę powrotną czułam się obserwowana, gdy biegłam słyszałam szlesty w krzkach, a wielkie gałęzie spadały tuż obok mnie. Zakrywałam głowę i biegłam ile sił w nogach. Nie powiedziałam nic Toby'emu i Jane... nie chciałam ich martwić. Siedziałam smętna na kanapie, gdy nagle pod moją pupa coś zawibrowało. To był telefon i okazało się, że był Clockwork... Dostała sms'a od jakiejś Diny...
"Nastraszyłam ją wystarczająco tym trochłem w jej pokoju?"
Zrozumiałam, że chodzi o mnie. Postanowiłam odpisać.
"Wyszło genialnie"
"Musisz mi nieźle dziękować mała!"
"Tak, tak wiem..."
"Śledziłam ją też w lesie... Postraszyłam gówniare..."
"Wiesz co..."
"Tak?"
"Słyszałam, że idzie do lasu... Sama! Załatw ją"
"W końcu się zdecydowałaś! Przyjęłam!"
Dla mnie wszystko było jasne... Muszę walczyć o swoje bezpieczeństwo... Przebrałam się na czarne jeansy, bluzkę i tramki, cichcem zabrałam ozdobny miecz z biblioteki Slenderman'a i poszłam spotkać się z tą całą Diną.
Nie szukałam jej długo, stała na gałęzi jednego z drzew. Krótko ścięta blondynka, ubrana w obcisły biały kostium... Jej oczy wyglądały jak nocne niebo pełne gwiazd. W dłoni dzierżyła biały miecz.
- Ja jestem Judge Angel! Przyszłam, żeby Cię osądzić!- krzyknęła.
Zmierzyłam ją swym obojętnym spojrzeniem.
-Spróbuj- wycedziłam przez zaciśnięte zęby, szyderczo się uśmiechając.
-Sama tego chciałaś.
Z niewyobrażalną szybkością dobyła miecza, zamłynkował nim i ustawił się w pozycji bojowej. Nawet nie mrugnęłam, wyceniałam odległość dzielącą nas.
-Jakieś 30 metrów- pomyślałam- zdążę się rozpędzić... Dobrze. Nie chciałam dłużej czekać na ruch przeciwnika i zaczęłam biec.
-Była cholernie szybka. Nigdy nie widziałem żeby człowiek poruszał się z taką prędkością...
Cały dystans pokonała w czasie trzy razy krótszym, niż przewidywałam. Opuściłam klingę niżej szykując się do cięcia płasko w lewe biodro. Ona stał w miejscu. Poruszyła się dopiero wtedy, gdy dystans dzielący ich zmalał do trzech metrów. Wysunąła lewa nogę do przodu, szykując się do skoku, chciała wybić się, szybko odskakując w lewo i szykując się do cięcia w prawy bok. Ale znałam ten manewr i nie dałam się zaskoczyć. Rzuciłam się ku przeciwnikowi. Zanim tamten zareagował, chwyciłam go w locie za ramię i szyję, lecz zamiast złamać mu kark, obrócił się tylko tak, by znaleźć się za nim i błyskawicznie odbiłam się od rywala nogami, przewracając go na wysoką trawę. Ta przejechała na brzuchu parę metrów, po czym momentalnie wstała i znów zaatakowała. Nie zrobiła nawet 3 kroków, kiedy zwinnym kopniakiem w brzuch odrzuciłam ją do tyłu. Zakrztusiła się własną krwią i padł z powrotem na ziemię. Dostała nagle ataku duszności.
-Mocny jest- pomyślałam.
Kiedy przestała się rzucać, znów przybrałam swój obojętny wyraz twarzy. Wystarczyło zadać jeden celny cios w serce...
- Błagam oszczędź ją...- uświadomiła sobie co ja właściwie zrobiłam. Za mną kilka metrów stał Otis z przerażeniem na twarzy... Spojrzałam na dziewczynę, później na Painer'a i innych stojących za nim. Serce pękło mi na drobne kawałeczki. Wiedziałam, że zrobiłam coś złego... Wypuściłam miecz z dłoni... Ostatni raz spojrzałam na dziewczynę i odwrociłam się od niej. Powoli szłam w stronę Helen'a, który już czekał z otwartymi ramionami.
- Powolutku... Choć do mnie. - mówił delikatnie.
Stanęłam metr przed nim. Nie zdołałam zrobić kolejnego kroku... Lodowaty ból... przetoczył się przez moje zmęczone ciało. Opuściłam głowę ostatkiem sił... Przez mój brzuch przedarło się lodowate ostrze. Zerknęłam kątem oka w tył... To ta dziewczyna... wbiła mi miecz od tyłu... Wkrótce przestałam czuć cokolwiek... Wyplułam krew z ust... Helen krzyczał, chyba płakał... Potrząsał mną...Osuwałam się w nicość...
---------------------------------------------------
Drugi sezon rozpoczynam z hukiem...
Powiem, że czeka nas romansik w następnym rozdziale już mi krew z nosa cieknie xd a zgadniecie z kim????
Już niedługo cała prawda o Alice! Hahaha
Przypominam o konkursie i dziękuję za nadesłane prace!!!! Wowowowowow ❤❤❤
I przypominam, że w sumie potrzebuję trzech morderców, także szanse są duże :)
Omg... Omg! OMG! *hiperwentylacja* Co tu się właśnie stało?! O.O ja, to znaczy... Helen, Toby, martwe ciało, blizny, walka... N-nie nadążam. No dobra nadążam ale moje serce chyba dostało zawału od tych wszystkich nagłych emocji. Trochę jakby mi wulkan wybuchł znienacka na głowie a ja była zbyt zdumiona by zrozumieć że oblewam się lawą! (Co za porównanie). Drugi sezon SERIO zaczęłaś z ogromnym hukiem, jestem pod wrażeniem a moja szczęka leży roztrzaskana na ziemi, musisz mi zapłacić za nową xD Dobra, dobra nie ważne, muszę się teraz uspokoić i przyswoić do głowy wszystkie informacje, a szczególnie końcówkę, której tak w ogóle to chyba nie mogłaś lepiej napisać. Rozwaliłaś mnie ;w; czuje się jak zbity słoik. Teraz nie pozostaje mi już nic innego jak czekać na nowy rozdział, co? Okej... Poczekam, ale wiedz że super niecierpliwie ;> Życzę ci weny oraz pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńEj masz oddychać... Spokojnie... Oddychamy!!! Mam nadzieję, że wytrzymasz drugi sezon... Duuuuuużo będzie się działo :)
UsuńDobra... Oddycham *bierzę maskę z tlenem i nareszcie się uspokaja*... Jeśli drugi sezon będzie cały czas na takim samym poziomie to prawdopodobnie serio umrę na zawał prędzej czy później xD no ale cieszę się, przynajmniej umrę szczęśliwa. Lubię dużą ilość akcji <3
Usuń(Na moim blogu ukazał się już pierwszy rozdział :3)
Omg,omg,omg!
OdpowiedzUsuńŻeś mnie wystraszyła!
Serio,serce ściskało mi ze strachu tak,że zawał na miejscu!
Ale jest jeszcze przyjemność!Udało mi się naprawić program i przy dobrych wiatrach fanart dzisiaj przybędzie!I ta krew z nosaaaa!Boże,Toby,ty mój romantyku.
Tak samo ty,Bloody<3<3<3<3<3
I tak Alice!Skop tej durnej Judge tyłek!Moja znienawidzona postać wreszcie ma za swoje!!!!!Kocham cię!!!xD
Zabrakło mi humoru,ale przecież on raczej nie pasuje do TYCH emocji!Serio,myślałam,że zemdleję!
Nadsyłam zajebiste wibracje i wenę!
Ave!:**
Palpitacja serca
OdpowiedzUsuń*gwałtownie wciąga powietrze*
Jakie to było wspaniałe!!!
Opis tego ciała, HELEN (!), TOBY (!!!!), Agfdjskl... <3333!!!!
2 sezon rozpoczęty przecudownie <3!
Zła Clocky -.- jak ona może...
Judge Angel ty kretynko!!!! Co ty zrobiłaś Alice?!?!?
Alice żyj! Żyj dla mnie, dla Helena, dla Toby'ego, dla reszty! Walcz, walcz!!!!
Cała prawda o Alice... Wreszcie... Wreszcie ją poznam *składa ręce jak szalony naukowiec*
Czekam na jeszcze więcej krwiii, choć tu i tak moja krewwww była wszędzie....
WSZĘDZIE!!!
Nie wiem co jeszcze powiedzieć, bo nie umie się wysłowić :v
Ale to jest EPICKIE!
Jesteś genialna, Oleńko <333 :*
I może też nadeślę jakiegoś mordercę :3
Trzymam kciuki za biedną Alice!!!
Trzy prace wybierzesz! Trzeba wyczekuwać wyników! I ja na pewno nie wygram. Mój los jest przesądzony. Mam cholernego pecha. Heh… przyzwyczaiłam się. A co do mojej postaci to zapomniałam do pisać tekst Whatever, więc to on "Cokolwiek powiesz nic się nie zmieni". Dobra, a teraz rozdział. Był zaczepisty i dodatkowo drugi sezon zaczęłaś od totalnej dramy! Fajnue co on wyszedł i nie mogę się doczekać wątku miłosnego! Ach… tylko to cholerne wyczekiwanie.
OdpowiedzUsuńWooooow❤❤ super !!! Serio moglaby powstać zaczepista ksiazka!!! Matko! Kocham twoj blog <3 gratuluje ci talentu i zycze dlaszych sukcesow !!<333 :3
OdpowiedzUsuńLoffki kisski i uścisski - Klaudia
Ojej... Omg... Książka ze może jakaś... Kiedyś hahaha bardzo dziękuję!
UsuńTak... Ona przeżyje prawda?! Plooooooose *oczka szczeniaczka* pospies sie 8)
OdpowiedzUsuńA postać to już robiedla ciebie ;)
I gratki talentu <3 :*
UsuńSpokojnie, ktoś musi być ofiarą, która wytrzyma to wszystko co przygotowałam :)
UsuńHeh :)
UsuńKochana post jak zwykle najlepszy!!! Tobie i Helen jak zwykle tacy snansbdhsjajua 💞💞💞💞💞 Czekam na nowy post <3 <3 <3 <3 <3 wstawiaj jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńToby!!!!! Cholerna autokorekta😂
UsuńToby!!!!! Cholerna autokorekta😂
UsuńKochana post jak zwykle najlepszy!!! Tobie i Helen jak zwykle tacy snansbdhsjajua 💞💞💞💞💞 Czekam na nowy post <3 <3 <3 <3 <3 wstawiaj jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńNie wiem co oznacza snansbdhsjajua ale to chyba komplement więc dziękuję!
UsuńDuży zachwyt XDDDD
UsuńO rany. NAJLEPSZY ROZDZIAŁ. Matko, aż nie mogę się opanować. Czekam z niecierpliwością na kolejne!
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że reszta też Ci się spodoba :) Lepiej się opanuj, bo i Ciebie i mnie gdzieś zamkną :p
UsuńWszystkie są boskie, ale ten zdecydowanie najlepszy! *o*
UsuńHahahahah, racja! Musimy okazywać jakieś pozory XD