sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 1

        Miałam wrażenie, że moje ciało waży dziesięć razy więcej. Byłam ospała i zdezorientowana, ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie wzbudziłoby to we mnie niepokoju (człowiek tak się czuje, każdego ranka przed pójściem do szkoły), gdyby nie fakt, że nagła fala bólu ogarnęła moje ciało. Plecy zdecydowanie najbardziej bolały. Szybko odsłoniłam biały sweterek i kątem oka zauważyłam kilka, świeżych jakby nacięcie lub ran po biczowaniu. Zagapiłam się, jak to możliwe... Osłupiałam, ale nagle szybko zakryłam się, próbując usunąć myśli z głowy. Bałam się sprawdzić resztę miejsc na ciele, które bolały, kto wie co tam było...
- Tak właściwie to gdzie ja jestem?- pomyślałam i rozejrzałam się uważnie. To był pokój. Spory, nie była to melina. Zwykły z kremowymi ścianami, szafą, łóżkiem i regałem. Było tam też nieduże okno z widokiem na nocny las. To był jakby mój pokój. Na ścianach było pełno moich rysunków (to mój jedyny talent), w szfie były równo ułożone moje ciuchy, a na regale stały książki. Rozejrzałam się trochę i doszły do mnie śmiechu sporej grupy osób. Jakby dobrzy znajomi spędzali miło wieczór. Nie zastanawiając się nad ranami i pokojem, cichutko otworzyłam drzwi i nasłuchiwałam czy ktoś jest za nimi. Usłyszałam jedynie rozmowę nastolatków, jakby piętro niżej.
- Kolację podano! - zawołał ktoś radośnie
-... - nastała cisza
- Znów gofry? - sarkastycznie odezwała się jakaś dziewczyna
- No i? Jak ci się nie podoba to nie jedz!
- Dobra daj to.
- A nerki?
- Ochyda! Nigdy nie wezmę do rąk tego! Weź rusz swoje cztery litery i weź sobie sam!
- Nie próbowałeś to nie wiesz... - mruknął ktoś i wyszedł
- N-nerki???
- Wszyscy tylko narzekacie! Nikt nie docenia moich starań!
- No nie popłacz się panienko... Rzuć mi jednego.
- Zamknij się Jeff!
- Obraziłeś się... Ooooo biedactwo, jak chcesz to zrobię, tak żebyś się uśmiechał jak ja! Haha!
- Omomomom..
- Ktoś się dławi?!
- Toby co ty robisz!!! Nie!!! Nie opychaj się tak!!! Zostaw nam trochę!
- Yyyyy!!!
- Przysięgam rozetnę Ci brzuch i wyjmę Ci te gofry!
- P-przestańcie, u-uspokujcie się...
- Spokojnie Hoody, ja nic nie zrobię Toby'iemu! To tylko taka... Zabawa.
- Tak wy i wasze zabawy. Rozetnij brzuch Maskiemu, kto dalej rzuci nożem, kto zje więcej nerek?!
- Oj nie czepiaj się Masky!
- Masz coś do nerek?!
- Wy i wasze zabawy... - Znów ta dziewczyna.
- To towarzystwo to jecyś ostro powaleni ludzie, muszę jak najszybciej stąd się wydostać. Nie mogą mnie zauważyć!
Wysunęłam głowę zza drzwi i zobaczyłam długi, niekończący się, przerażający korytarz. Z trudem zebrałam się w sobie, żeby wyjść. Miałam wrażenie, że mój każdy oddeach jest doskonale słyszalny, a każdy krok brzmi jak trąbienie tira. Zeszłam po schodach, najgorsze co w tym momencie na mnie czekało to przejście przez otwarte drzwi jakby salonu tak żeby nikt mnie nie zauważył. Stałam bez ruchu przez pięć... dziesięć... piętnaście minut. Cały czas tam byli.
- Jeszcze trochę i ktoś mnie zauważy!
Tamci dalej gadali na dziwne tematy, głównie chyba związane z zabijaniem.
- Może to jakaś sekta?!
- Eee... Jeff masz jakiś fajny film?
- Yyyy coś mam... "Gwiaz naszych wina" - reszta wybuchła śmiechem, ciarki rozeszły się po moim ciele.
- Chwila, zaraz przyniosę nam jakiś dobry horror. - wstał z sofy i zmierzał w moim kierunku. Już prawie... Jego stopa wychyliła się zza ściany, a potem on sam. Moje oczy gwałtownie się otworzyły... Zrobiłam kilka kroków w tył. Reakcja chłopaka była taka sama.
- Boże...
Stał przede mną wyższy o głowę, blady jak śmierć nastolatek. Miał rozczochrane, czarne, do początku szyi włosy. Kosmyki zakrywaly część prawego, przekrwionego oka. Miał wory pod oczami i wypalone powieki. Największe wrażenie zrobiły na mnie usta... od kącików do góry, jego skóra była rozcięta na kształt krwawego uśmiechu. Efekt był na tyle porażający, że dotknęłam swoich ust. 
- No, no no... A kogo my tu mamy hmmm... Ty to masz dziewczyno pecha, zjawiłaś się w najgorszym dla ciebie miejscu i czasie. - zaśmiał się psychopatycznie, pociągnął mnie za ramię do salonu i przycisnął do ściany. Kątem oka widziałam jak grupka ludzi zrywa się i coś szepcze, jednak byłam skupiona na tym gościu co mnie obezwładnił.  Jego twarz była coraz bliżej i bliżej mojej, jego martwe szare oczy penetrowały każdy skrawek mojej twarzy. O dziwo, ja nie bałam się... A chyba powinnam.
- Emmm hej dzikusie odsuń się! - myślałam
Przez chwilę nadal trwała cisza.
- No dobra...-  poczułam od niego zapach krwi - Slender Cię nie upilnował Pudelku, także my się z tobą zajmiemy. - nadal mocno mnie przyciskał do ściany. Gdyby to był zdrowy umysłowo koleś, zapewne jarałabym się, bo tak czy owak był bardzo przystojny.
- Pudel? Jeff ona nie wygląda jak pies...
- No wiem E.J. zobacz jakie te włosy są fajne! Jak u pudla!
- Oj, bo się jeszcze zakochasz... - mruknęła ta dziewczyna
- Nawet jeśli, to co Ci do tego? Hmmm... Clock Work? Zazdrosna?
- Zamknij się Jeffrey!
- Jak już odetniemy jej głowę to pobawię się jej włosami...
- Slender... heh nie znam nikogo takiego - zaśmiałam się przekornie, przerywając dyskusję - Ale tak się zastanawiam czy to coś cię nie boli? - obdarzyłam go miłym uśmiechem.
- Boli? - zrobił strasznie zaskoczonął minę - yyyy nie, już nie... Jak na kogoś kto za być zaraz poćwiartowany jesteś spokojna i się śmiejesz. Podoba mi się twoje podejście.
- Taka sytuacja - dodałam. 
- Może zachowamy ten twój śliczny uśmieszek? 
- No czemu nie...
- Co?!
- Zabijesz ją czy nie! - wydarła się dziewczyna i wepchnęła mu nóż kuchenny do dłoni.
- Sorry Pudelku, tak to jest i uniósł rękę, by mnie dźgnąć.
 Wtedy stało się z moim ciałem, coś niesamowitego... Jakbym miała wbudowany przycisk do samoobrony. Wyrwałam swoją rękę z uwięzi i w ostatniej chwili wyrwałam mu nóż z dłoni. To działo się tak szybko... Skąd u mnie takie umiejętności?! Ostrze wylądowało w ramieniu czarnowłosego. Krew wytrysła, plamiąc mi cieniutki biały sweterek. Krzyk cierpienia rozbrzmiał w całej posiadłości. Następnie rzucił się na mnie brunetka o świecących zielonych oczach. Wykonałam kopnięcie w splot słoneczny i powaliłam uderzeniem z łokcia w plecy. Nim się obejrzałam przyparł mnie z impetem koleś w białej masce z czarnymi przegrodami na oczach. Kiedy walnęłam w ścianę coś pękło w mojej kieszeni i zapełniło pokój dymem. 
- To moja szansa! - kopnęłam chłopaka i upiekłam, słysząc jak tamci dusza się dymem. 
Zatrzasnęłam drzwi i zablokował je krzesłem. Szybko podbiegłam do pierwszego lepszego okna i otworzyłam je. Dzięki Bogu nie było wysoko. 
- No to raz... dwa...  - właśnie miałam skoczyć, gdy za sobą usłyszałam krzyk. 
- HEJ, TY! - krzyknął jakiś blondyn, pajac w zielonych ciuchach.
Skoczyłam. 
Wylądowałam na żywopłocie, gałęzie silnie mnie poraniły... Ale biegłam... Musiałam uciec. Około kilometra zwolniłam, nie ze zmęczenia, lecz dla tego, że zobaczyłam przed sobą postać kogoś, ponad dwumetrowego, ubranego w elegancki garniak stojącego naprzeciw mnie. Nie miał twarzy, był biały...
Wycofałam się kilka kroków i obejrzałam. Za mnął stała grupa nastoletnich psychopatów.
Nagle ktoś mi zasłonił oczy, a w głowie usłyszałam: śpij,dziecko... Na dzisiaj wystarczy Ci wrażeń...

--------------------------------------------------------------

Cieszę się, że to napisałam! ❤ jak się podoba?
Sorki za błędy i pozdrawiam
Ola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz