poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 9

           - Jasne. - odezwałam się cicho z rumianym uśmiechem, po dłuższej chwili namysłu. 
- Serio? - wydał się lekko zaskoczony - ... - zaciął  się.
- Tooo o której? - Zagadałam.
- Film jest o 18 wyjdziemy o 17, dobrze? 
- Jasne, jaki to film?
- Spodoba ci się. - zwrócił głowę kierunku gwiazd. Uśmiechnęliśmy się do siebie i Toby poszedł grać z chłopakami. Gdy odszedł jednocześnie westchnęłam i szeroko się uśmiechnęłam.
Po przyjęciu pogoniłam wszystkich, oprócz Helen'a do domu. Nadszedł czas pokazać mu prezent. Poprosiłam go żeby szedł za mną. Byłam bardzo podekscytowana, chciałam zobaczyć jego reakcję jak najszybciej. W przeciwieństwie do naszego pierwszego spotkania, wypełniliśmy cały czas rozmową. Raz po raz dopytywał się gdzie i po co idziemy, jednak ja postanowiłam milczeć ja grób. Gdy rozkazałam mu wejść na drzewo popatrzył na mnie jak na wariatkę, wkrótce jednak dostrzegł drabinę i wspiął się po niej. Podążałam za nim. Weszłam i zauważyłam zamurowanego chłopaka. Kosmyki przez wiatr opadły mu na czoło, a zimne, błękitne oczy zabłysły niespotykanym blaskiem. 
- To specjalne miejsce, tylko i wyłącznie dla ciebie. - zaczęłam cicho.
Nic mi nie odpowiedział. 
- Hm - uśmiechnęłam się delikatnie - zostawię cię samego, mam nadzieję, że ci się podoba. Masz tu trochę poduszek, kocy, papieru i kredek, a tam gdzie jest okno stoi teleskop. Podobno lubisz gwiazdy. Puppet za dużo gadał o tobie... heh on za dużo gada. - powiedziałam schodząc. 
- Dziękuję... Jest pięknie... Ale coś tu jest nie tak...
- Co takiego?- przeszła mnie fala gorąco na myśl, że mu się nie podoba. Gwałtownie posmutniałam. 
- Ciebie... - nadal stał do mnie plecami.  Serce mało mi nie wyskoczyło przez gardło. Zbił mnie całkowicie z tropu. 
-...
- Zostań tu ze mną...
- CO MAM ROBIĆ?!Oddychaj! Ok Ok OK!! Nie jest Ok?! Wyskoczę przez okno to może zamortyzuję upadek!
- Wolę tu być z Tobą.
- Ale to Twój prezent i... naciesz się nim...- schodziłam niżej, byłam strasznie zażenowana sytuacją
- I co teraz zrobię?! UCIEKNĘ! Trzeba było zostać przy tym facecie, to policja by mnie zabrała.- byłam zamyślona.
Nagle uniosłam się do góry. Otis złapał mnie za ręce i siłą wciągnął do domku. Tak strasznie się bałam, że mnie puści.
- Nie puszczaj mnie!
- Przecież wiem... - dodał.
- Ale serio! nie puszczaj!
- Haha, no już spoko... posiedź ze mną chwilę.
-No dobrze. - mam nadzieję, że nie sprawiłam mu przykrości, tym, że chciałam iść. Usiadłam i oparłam się o ścianę. Chłopak zrobił to samo. Strasznie mi zależało, żeby te urodziny były idealne.
- Były idealne...
-Czy on do cholery czyta mi w myślach?!
- Od tylu lat nie miałem urodzin... prawdziwych... osoby, które są moją rodziną, przyjaciółmi... - kątem oka dostrzegłam u niego łzę, ale szybko odwrócił głowę - osoby które kocham... Mam normalne życie... Alice... jestem taki szczęśliwy... - westchnął bardzo ciężko.
- Takie wyznania tu lecą i co ja mam teraz zrobić?!
- My... nigdy Cie nie opuścimy. - odpowiedziałam z pewnością... przynajmniej na taką, jaką było mnie wtedy stać, nie pamiętam, żeby jakiś facet przy mnie płakał...
- Fuck, Alice ty dalej nic nie pamiętasz!
- Tak wiem Alice...
-Gadam ze sobą...
- Obiecuję. - zwróciłam się do Otisa kładąc mu dłoń na niego. 
- Byłem taki żałosny... samotny... - oparł głowę i widziałam wysychającą strugę po łzie. Gwiazdy odbijały mu się od oczu. - Dziękuję.
Każde słowo coraz to bardziej kuło mnie w serce. Zapłakałam cicho... 
- A-alice... - szybko się zorientował. 
- Ja nigdy cię nie opuszczę. - i zawiesiłam mu się na szyi, Bardzo mocno odwzajemnił uścisk. 
To taka ludzka sprawa...
 przytulić kogoś...
 współczuć...
 każdy jest słaby...
 każdy potrzebuję wsparcia...
 Bohatera...
 Który Cię obroni... 
 Chcę go chronić...
 Ich wszystkich...
 Muszę stać się silniejsza...
Gdy już się uspokoiliśmy, przeszliśmy się po lesie w poszukiwaniu farb, dla Bloody Painter'a. Nie spodziewaliśmy się udanych łowów, ale z daleka dostrzegliśmy postać... To była jakaś nastolatka. Robiła małe kółka... ale co jakiś nastolatek robił w lesie... no, oprócz nas; zabójcy i pół-zabójcy. Namówiłam chłopaka, żeby ją chwilę obserwować, bo mam złe przeczucia. Obserwowałam każdy jej ruch, nie było w niej nic dziwnego. Po dłuższej chwili Otis znudził się i po prostu szedł do niej. Mnie kusiło, żeby go stąd zabrać i uciec. 
- Coś tu nie gra!- mruknęłam, gdy co jakiś czas coś połyskiwało w krzakach.- Co to jest??? - olśniło mnie - Jezu... to pułapka!
Wybiegłam z krzaków i ile sił w nogach biegłam do Helen'a. Chwyciłam go za rękę i biegłam na oślep w przeciwnym kierunku. Rozległy się krzyki i wystrzały z pistoletów.
- Co się dzieje!!! - darł się chłopak.
- Policja chyba robi polowanie na nas! To była pułapka!
Nie trzeba było mu dłużej nic tłumaczyć. Moim marzeniem było, żeby jakoś wyjść z tego cało. Po pięciu minutach ucieczki, Painter wrzucił mnie do jakiegoś zbiornika, sam też wskoczył. Nie zdążyłam złapać oddechu... Chłopak gestami pokazał, żeby się nie ruszać, po czym złapał mnie za ramiona i tak bez ruchu mijały najdłuższe sekundy w moim życiu.

1...

2...

3...

- Znajdą nas...

4...

5...

6...

- I zabiją..

7...

8...

9...

- Nie chcę umierać!

10...

- Nie mogę oddychać!

Szarpnęłam chłopaka za koszulką i wskazałam na swoją szyję. Na co zaczął się jakby rozglądać. Wskazał gest, żebyśmy poczekali moment. Wyciągnął kamień z dna i rzucił go kilka metrów od nas. W tamto miejsce padła seria strzałów.
- Już po na! Oni tylko na nas czekają! - zaczęłam panikować i złapałam się za głowę.
Helen dostrzegł to i pogłaskał mnie po głowie.
Zbliżył się i bez większego zastanowienia, przytknął usta do moich. Miał zamknięte oczy...
To nie do końca był pocałunek, bo wpuścił we mnie część swojego powietrza.Ale i tak poczułam dziwny ucisk w brzuchu...Następnie mocno przyciągnął mnie do siebie, a sam starał coś dostrzec przez taflę wody. Poczułam się znacznie lepiej. Zamknęłam oczy i go przytuliłam. Czekałam...
Po chwili obojgu zabrakło powierza i powoli się wynurzyliśmy. Łapczywie zaciągaliśmy się powietrzem. Nie miałam w ogóle siły.
Chłopka wziął mnie na ręce i ostrożnie poszliśmy do Rezydencji.
Początkowo śmiali się z nas, ale gdy usłyszeli o policji, zrobiło się zamieszanie. Od razu chcieli zabić co do jednego funkcjonariusza, ale Slenderman stwierdził, że lepiej to przeczekać. Dodatkowo zabronił zabijać przez najbliższy tydzień. Prosił nas, żebyśmy też nie wychodzili nigdzie po zmroku.  Potraktował nas jak małe dzieci...
Nagle Toby zaproponował wszystkim maraton z horrorami, pomysł został zgodnie przyjęty. Dostaliśmy też zgodę na wypad do sklepu, po jakieś jedzenie. 
Byliśmy oboje zawiedzeni, faktem, że z naszego wypadu nici. Jednak, żadne z nas nie zaczęło rozmowy.Szliśmy w ciszy. W markecie podzieliliśmy pomiędzy siebie listę zakupów i się rozeszliśmy.
Stałam pod regałem ze słodyczami. Mój wzrok sięgnął po ostatnią rzecz z mojej listy, masło orzechowe. Niestety było na najwyższej półce, a ja należę do osób malutkich, więc moje wyczyny złapania słoika wyglądały komicznie. Wyciągałam się wyżej i wyżej, a nadal brakowało mi z pól metra. Miałam się poddać, gdy nagle uniosłam się do góry. Odwróciłam się i zobaczyłam Toby'ego, który podnosi mnie trzymając w talii. Widząc moją zdziwioną minę, obdarzył mnie ciepłym uśmiechem. Odwróciłam się szybko i złapałam słoik. Zaraz potem odstawił mnie, ja stałam ze spuszczoną głową, pusto gapiąc się w regał. Ciepły oddech musnął moją szyję. Przeszły mnie ciarki. 
- Jesteś taka urocza. - szepnął mi do ucha pociesznym głosem. - Mamy już wszytko? - odsunął się szybko.
- Ja mam już wszytko. - odwróciłam się w jego stronę. Miał ręce w kieszeni jeansów i nachylał się w moją stronę. Przeszła mi przez myśl, że wygląda jak typowy nastolatek, taki zwykły... normalny... Nikt się nie domyśla, że jest mordercą.  Schowałam zakupy do torby i wyszliśmy. W milczeniu i spacerowaliśmy chodnikiem. Słońce zachodziło. Zastanawiałam się jakby wyglądało nasze właściwe spotkanie. Coś gładkiego dotknęło na ułamek sekundy mojej dłoni.
- Gdy Slender odpuści nam szlaban... wyjdziemy razem? - spytał nagle.
Byłam nieco zaskoczona, ale zgodziłam się z radością. 
- Ale ja z nim jestem teraz, jesteśmy sami... Słońce zachodzi. Dlaczego moje serce tak dudni? Chyba ze stresu- pomyślałam.
Jakoś tak odruchowo spojrzałam na Toby'ego i dosłownie zabłysły mi oczy. Szedł sobie z uśmiechem, bardzo z czegoś zadowolony. Chyba wyczuł mnie i spojrzała mi prosto w oczy.
- Ja... - Jakoś mi się wyrwało, a chłopak się zarumienił. Szybko odwróciłam głowę. - Sorki - i przyśpieszyłam kroku.
- Czego ja oczekuję?!
Kątem oka dostrzegłam, że nie idzie obok mnie. Odwróciłam się, a on stał. Zawiał ciepły wiatr, który przyprawił mnie o ciary. Żadne z nas nie drgnęło, staliśmy naprzeciw siebie w napięciu, dopóki Toby nie został przez kogoś popchnięty. Osoba ta spadała, ale Toby szybko przytrzymał ją, by nie upadła. Była to ładna, wysoka blondynka.
- Uważaj - powiedział sucho 
- Ooo wybacz.. Eemmm ja jestem Madison! Pozwól mi się zrewanżować, co powiesz na kawę albo coś mocniejszego...
- Czy ona go podrywa?! - wytrzeszczyłam oczy. - Nie! Głupia... Wow moment czy ja jestem zazdrosna?! Nie! Ygggghhh chrzanić to! - Spuściłam głowę i obruciłam się.
- Nie dzięki - warknął chłopak i odepchnął nieznajomą.
Podbiegł do mnie, by dotrzymać mi kroku. Znów to zrobił, dotknął mojej dłoni dyskretnie. Dalej byłam zazdrosna... Ale to dziwne, więc schowałam dłoń do kieszeni bluzy. Usłyszałam chwilę po tym chichot bruneta. 
- Dlaczego się śmieje? Rozpoznał o... Fuck...- byłam nieco speszona, ale wkrótce byliśmy w Rezydencji. Film już czekał, poduszki, koce... Wszytko było! 
Toby popatrzył na mnie pytająco.
- Pójdę jeszcze do toalety.
- Ok, ale wróć szybko, bo zajmą ci miejsce.
- Czy on chce żeby usiadła z nim?
Zrobiłam to co zazwyczaj dziewczyna robi w toalecie i zeszłam do ekipy. Byłam zdołowana tym co zobaczyłam, zajęli mi wszystkie miejsca. 
- A co ze mną? - zapiszczałam.
- Mówiłam, żebyś się pośpieszyła. - Burknął z wyrzutem Toby. 
- Tak ale...
- Wybacz książę, ale Alice będzie oglądała film tu na podłodze ze mną. - roześmiał się Jeff niczym diabeł i poklepał poduszkę leżącą obok niego.  Padłam na całą stertę i spojrzałam na Jeff'a. Był wyraźnie zadowolony ,z tego, że mógł dopiec brunetowi.
- Alice - zaczął głośno - jak będziesz się bała to możesz się do mnie przytulić. - i położył mi rękę na ramieniu.
- To może jednak obejrzymy bajkę lub komedię? - ciągnął Toby.
- Nie!- śmiał się Jeff.
- Mam Smile'a, lepiej się nadaje do przytulania.  Dobra cicho już zaczynamy! - i włączyłam film. 
Wszyscy się śmiali jakby to była komedia, ale nie z filmu, tylko ze mnie. A dokładniej z moich reakcji. Bałam się trochę... Trochę bardzo... Odwróciłam wzrok od strasznych scen i zasnęłam. Ze snu wyrwał mnie tępy pisk. Zerwałam się na równe nogi z krzykiem, łapiąc się za głowę.
- Co!!!! CO!!!!!! - patrzyłam na rozbawione towarzystwo, krew pulsowała najwyższych obrotach. - Co!
- Tak słodko spałaś - śmiał się przez łzy Masky - chcieliśmy cię obudzić, żebyś nie straciła filmu.
- O matkoo... Moje serce... Idę się napić wody... Jesteście straszni. - ziewnęłam 
- Wiemy! - zawołał Masky i Hoody jednocześnie.
- Heh no nieźle. - w kuchni oparłam się o blat. Przyszedł też Toby. 
- Szkoda, że nie widziałaś swojej miny! - - zawołał.
- Mhm... Też żałuję. - uśmiechnęłam się i głęboko ziewnęłam.
- Tobie już wystarczy idź spać.
- Yyyy nieee... Chcę obejrzeć.
- Jesteś padnięta, idziemy spać. - oznajmił stanowczo.
- Co niee! - podszedł i szybkim ruchem przerzucił mnie przez swoje ramię i zawlókł na górę.
- Dziękuję - odparłam sucho i chciałam wejść do pokoju. Chłopak zatrzymał mnie, przytulając od tyłu.
- Gdzie uciekasz? - spytał łagodnie.
- Spać? - Spytałam sarkastycznie. - Sam mi kazałeś. - Przypomniałam.
- Hmmm... No tak... jestem głupi... Wybacz.
Odwróciłam się w jego stronę i od razu wpadłam w jego ciepłe ramiona. Odwzajemniłam uścisk. Tak dawno nikt mnie nie przytulał... Potrzebowałam tego. Trochę to trwało dopóki się nie podsunął. Serce waliło jak oszalałe, nadal trzymały moje ramiona. I przysuwał się. Moja twarz była bardzo blisko jego. Twarz piekła mnie i nie mogłam oddychać. Był tak blisko, zamknął oczy...i dotknął czubkiem wargi mojej i... Zrobił coś dziwnego, jego głową opadła na moje ramię. Staliśmy tak chwilę. Nagle powoli cofnął się.
- Dobranoc - rzucił sucho i zszedł na dół.
W mojej głowie kołatało się tysiąc myśli. Nagle poczułam dotyk na ramieniu. Był to Slender. 
- Ale spartolił szansę - westchnął ciężko, przecząco kiwając głową. Zrobiłam facepalma i poklepałam załamanego Operatora po ramieniu. 

------------------------------------------------
Jestem zła, bo chciałam wstawiać więcej rozdziałów, ale moja mama wymyśliła sobie, że skrecu kostkę... Było zamieszanie.
Także przepraszam, że tak długo trzeba było czekać :(
I mam wrażenie, że ten rozdział mi nie wyszedł :'( napiszcie szczerze!

5 komentarzy:

  1. Mam być szczera?
    Kreeewwwwwwww!Wszędzie krew z nosaaaa!!!Brak mi słów....epickie!
    Zajebisteeeew!Fantastico!
    Alice,kocham cię!I Olę xD!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hohoho no nieźle, ulżyło mi, że się podoba i przepraszam za krew...

      Usuń
  2. Jest rozdział <333
    No i dzisiaj się zgodzę z Nikolą... Boże, idę po jakiś okład na nos, zaraz wrócę pisać dalej.
    Wróciłam!
    O Boże jakie to było BOSKIE!!! Aaawwww!!!! *.* ja nie wierzę, na Poprostu agfdjskl... <3333!!! Jacie, ej no w języku polskim jest tyle synonimów i wyrazów a ja nie mogę znaleźć jednego słowa które by to opisało... Ale jestem podjarana O~O :D!!!!! AAAAA!!! EJ ALE TO JAK SKIM I NO POPROSTU O RAJU JAKIE TO EPICKIE!!!!
    Wielbię *upada na kolana* wielbię Cię! *podnosi ręce* chwała dla Twoich pomysłów i Twojego geniuszu!!!
    Już poprostu muszę iść ochłonąć... ♡.♡! *wdech i wydech*
    Ale no poprostu Helen i Jeff i Toby... Aaach!!!
    Leżę XD
    Czekam na następny rozdział!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak serce jej biło ze stresu… tak… tak… wmawiaj to sobie dalej. Banana masz jeszcze na mojej mordce! Zafąbiste po prostu. I co do tych ostatnich słów Slendiego. On ma racje! Toby ty $*@$%#%*+! Spartoliłeś to naprawdę! Wincyj słów nie mam. Dziękuje i do widzenia. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo ze stresu, bo niby z czego??? XD chyba się wkurzyłaś no Toby'ego hahah :D

      Usuń