Czułam się jak tułacz, poszukujący celu w życiu. Spowolniłam kroku, a stopy mozolnie ocierały się o ziemię. Czułam się niesamowicie zagubiona w tej sytuacji. Po pierwsze do osiągnęłam swojego celu nie dowiedziałam się kim jestem i ewentualnie do kogo mogę się udać z prośbą o pomoc. Nie mam przecież rodziny i przyjaciół, poza
-Gdybym chociaż wiedziała po co tam mieszkam! Czy do czego konkretnie jestem potrzebna! - walczyłam z myślami łapiąc się za głowę.
Całkowicie straciłam poczucie czasu, miałam ogromną ochotę usiąść gdzieś i jedynie pooddychać. Zrobiłam tak od razu, kiedy dotarłam do miasta, a właściwie jego przedmieście i miałam okazję wyciszyć się na ławce w parku. Padłam na nią niedbale, mogąc z ulgą wyciągnąć nogi, nie bardzo przejmowałam się bólem napinając mięśnie. Mimo późnej pory kręciło się tu mnóstwo ludzi.
- Ciekawe jaki mamy dzień tygodnia- mruknęłam pod nosem jednocześnie krzyżując ręce na piersi i zamykając oczy.Nie przejmowałam się zbędnymi gapiami, którzy mogli pomyśleć ze wyrwałam się z wojska. W przeciągu całego czasu nadeszła chwila, kiedy mogłam odpocząć, niestety kiedy próbuję zasnąć do głowy przychodzą mi absurdalne myśli. Baz sensownie zaczęłam myśleć o Toby'm. Gdy jego imię przeszło mi przez głowę poczułam niesamowitą wściekłość. Zostawił mnie na pastwę losu, bo bał się Operatora?! Zaczęłam się zastanawiać na ile ten nasz związek jest poważny i czy jak najszybciej go nie zakończyć. Miałam wystarczająco dużo problemów, więc nie bardzo miałam czas uganiać się jeszcze za chłopakiem! Poza tym co z resztą? Tęż są skorumpowani, przez Slendera... może nie mam się po co opierać... co oznaczałoby zamieszkanie z nimi, z także zabijanie, którego bałam się jak ognia. A oni, potrafią tylko zabijać! Z czasem zapadłam w lekki sen gdzie miałam urywki z życia szkolnego oraz z domu.
Siedziałam tam na toalecie, miałam widok na swoje ręce, w prawej trzymałam żyletkę i cięłam nią prawą wzdłuż, a nie w poprzek. Krew mocno ściekała, a ja zaciskałam wargi. Nie dowiedziałam się dlaczego to robię, ale to było przyczyną, dlaczego w szkole mi dokuczali. jakaś blondynka zauważyła mnie kiedyś i zrobiła mi zdjęcia, generalnie to wieść rozniosła się szybko.
Z tych koszmarów obudziło mnie szturchnięcie, obudziłam się z ciarkami zapewne z zimna. Obok mnie siedział wysoki i dobrze zbudowany chłopak o jasno brązowych włosach i zielonych oczach takich jak moje. Wyróżniał się poharataną twarzą, pełną blizn, dodawały mu lat. To dzieło skojarzyło mi się od razu z Jeff'em, szczególnie wycięty uśmiech na jego ustach, brakowało mu tylko wypalonych powiek. Po chwili patrzenia na siebie w niezręcznej ciszy, przedstawił się.
- Mam na imię Liu, dlaczego tu siedzisz Alice i to w takim stanie?
- Wybacz Liu , ale mogę Cię nie pamiętać, od kilku miesięcy nie pamiętam niczego.
- Cóż...wiem o tym, ale nie poznałaś mnie jeszcze...
- Jak to? - wzburzyłam się lekko
- Powiem Ci wszytko prosto z mostu, przynajmniej wysłuchaj mnie do końca... postarasz się?
- Błagam Cię, nie dokładaj mi wrażeń. - mruknęłam obojętnie.
- To niezbyt długa historia - usprawiedliwił się, pokiwałam tylko głową, że akceptuję warunki - zobaczyłem Cię pewnego dnia, dziwnie ubraną i dobitą w jakimś nocnym klubie kawałek z tond. Bawiłaś się jak każda inna dziewczyna, napiłaś się i wszytko z tobą było dobrze, przeciętna dziewczyna. Kiedy tańczyliśmy, do klubu wpadł pewien koleś w białej bluzie i czarnych spodniach. Był o tyle podejrzany, bo miał twarz szczelnie schowaną w kapturze.pomyślałem, że twój chłopak i już miałem odchodzić, gdy ciągnęłaś mu kaptur na ułamek sekundy. I w tej chwili go zobaczyłem i poznałem to był...
-Jeff...
- Liu na chwilę zamilkł, zamyślił się, ale wznowił opowieść.
- Tak... Jeff the Killer mój starszy braciszek, który jakiś czas temu zabił nam rodziców i próbował zabić i mnie. Odratowano mnie i gdyby nie te blizny potrafiłbym jakoś zapomnieć, wmówić sobie, że nie mam brata, a moi rodzice zmarli w wypadku samochodowym.
Mało nie padłam z wrażeniem, Jeff ma brata. serce waliło mi z podniecenia, dostała dreszczy, a moje ręce trzęsły nie nie spokojnie. Ciężko było mi uwierzyć, w to co zrobił Jeff. Poczułam obrzydzenie i blokadę. Przeszła mi przez myśl przez głowę czy KAŻDY w rezydencji przeżył coś okropnego w życiu , albo zwariował.
- Wracając do...
- Dlaczego on to zrobił?!
- Słucham? - wydał się lekko zdziwiony moim pytaniem i tym, że jestem zaangażowana w jego opowieść. - Sam chciałbym to wiedzieć, zapewne popadł w obłęd po ataku Randy'iego i jego kumpli to oni spalili mu twarz i włosy. - dodał smutno - pamiętam to jak dzisiaj... Boże... pamiętam to jak dzisiaj i żałuję, że... - schował twarz w dłoniach, byłam zszokowana tak nagłą zmianą nastroju, najwidoczniej musiało to być bardzo traumatyczne przeżycie. Położyłam mu dłoń na plechach i pogładziłam je krzepiąco.
- Co się stało to się nie odstanie. Możemy spróbować jakoś to naprawić.
- NO tak... - westchnął, dałam mu kilka minut na uspokojenie.
- Gdy go zobaczyłem myślałem, że rozszarpię tego dupka, ale serce mi zmiękło, nie widziałem go tyle lat... Uznałem Cię za jedyną nadzieję na spotkanie się z nim. Nie myśl, że chcę Cię wykorzystać, po prostu błagam Cię o pomoc.
- Rozumiem...
-Jesteś jego zakładniczką? Albo dziewczyna?
- Nie nie... mieszkamy w domu Slenderman'a... wiesz kto to?
- Mniej więcej... mieszkacie tam we trójkę? - wydał się zaciekawiony.
- Ależ nie, dołączyłam do tego domu... oj tak po części... generalnie to jestem tam ni dawna i staram się jakoś nie zwariować. W domu Slender'a mieszkają mordercy...
- Tacy jak X-virus?
- Kto? Cóż... on chyba nie.. przynajmniej go nie spotkałam.
- A Ticci Toby albo hmmm Eyleless Jack? Nie bardzo znam się na mordercach, kojarzę tych bardziej popularnych w okolicy czy z wiadomości.
- Oni też, ale jest ich o wiele więcej.
- Oh... i oni wszyscy zabijają?
- Niestety... nie wiem co ja tam robię...
- Pewnie bym tam pasował.... -mruknął pod nosem
- T-też zabijasz??
- Ja... no cóż... ja... nie chcę o tym mówić...
-Rozumiem - poczułam niesmak do Liu, liczyła, że spotkałam pomoc, wsparcie...
-Pomożesz mi spotkać się z Jeff'em?
- Ja... postaram się, ale nie mogę wrócić w najbliższym czasie tam, mam na pieńku z Slenderman'em... - opowiedziałam towarzyszowi co mi się przytrafiło dopiero co
- Powinnaś ochłonąć przez najbliższe dni. - podsumował z namysłem - dobrze byłoby też opatrzyć Ci rany i pozwolić Ci wypocząć. Jeśli mi ufasz choć trochę to przyjmij proszę moje zaproszenie. Przenocuję Cię ile będzie trzeba. Wiem jak się czujesz, tęż pozostałem sam na świecie po śmierci moich rodziców, bałem się i byłem bardzo zagubiony... To chyba dobry pomysł - mimo oporów zgodziłam się, bo niby co miałam ze sobą zrobić? Więc, wstaliśmy i kierowaliśmy się w stronę kamienic. Liu nawijał o Jeff'ie, przeważnie mówił o bardzo szczęśliwych chwilach. Niby słuchałam tej gaduły, ale byłam pogrążona we własnych myślach. Trochę patrzyłam na niebo trochę na drzewa, znów udał mi stracić poczucie czasu, akurat była 05;26 gdy spojrzałam na zegar ratusza, a Liu z dużą siłą został odciągnięty w tył i z niesamowitą siłą uderzony w twarz przez napastnika. Szybko zareagowałam, o tyle dobrze, że nie doszło do kolejnych ciosów. Liu leżał na ziemi lekko roztrzęsiony z potokiem krwi z nosa. Nic nie powiedziałam tylko odepchnęłam z całej siły napastnika, który podniósł rękę i na mnie i przywalił mi w lewy piczek, jednak znacznie lżej niż poprzednio mojemu towarzyszowi. Gdy zgięłam się w pół z bólu , ta osoba przyciągnęła mnie do siebie z całej siły i trzymała przy swojej klatce. Miał bardzo nierówny oddech, a serce biło jak szalone. Wzięłam kilka oddechów i poczułam bardzo znajomy mi zapach.
- Toby ty oszołomie!! - wykrzyknęłam próbując się uwolnić, niestety na marne... chłopak był dziesięć razy silniejszy, do tego był pod wpływem gniewu i adrenaliny. To wyjaśniałoby dlaczego mnie uderzył, poza tym umknęło mi, że jest chory przez co czasem jeszcze bardziej się nakręca. Katem oka zauważyłam, że jedna z jego siekier skierowana jest w stronę Liu, który pozbierał się i już był gotów zaatakować. Natomiast Toby mało nie wychodził z siebie, jak nigdy nie ukrywał twarzy, miał tylko kaptur z szarej bluzy z którego sterczały mi kosmyki kasztanowych włosów... oczy go zdradziły... płonęły czystą nienawiścią.
- ODEJDŹ! ZOSTAW JĄ W SPOKOJU! - ryczał Liu
- JAK ŚMIESZ! PRZYSIĘGAM, ŻE CIĘ ZABIJE! POĆWIARTUJĘ! WYRWĘ CI FLAKI!
- NIE BÓJ SIĘ ALICE!
- NIE MASZ PRAWA SIĘ DO NIEJ ODZYWAĆ!- w sumie to kiedyś liczyłam na jakąś scenę zazdrości ze strony Toby'ego, ale dlaczego w takiej chwili... Miałam go gdzieś, albo dosadniej... miałam szczerze wyjebane na tego głupka...
- Słońce nie przejmuj się nim, zaraz wrócimy...
- Nigdzie nie wrócimy, idę z Dave'm. - odparłam szorstko, przy okazji zmieniając imię Liu, żeby go przedwcześnie nie zdradzić.
- S-słucham? - pierwsza fala obłędu opadła
- A-ale... - opuścił siekierę i jakby stracił język w gębie.
- A czego się spodziewałeś! - udało mi się odsunąć od niego na kilka kroków. - Zostawiłeś mnie bo bałeś się GO! mogłam zginąć, a Ty miełeś to w dupie! Jesteś przy mnie tylko wtedy jak Ci się nudzi! Jak mam brać Cię na poważnie?!
-Ja... - nogi mu się ugięły i złapał się za głowę.
- Kto jest dla Ciebie ważniejszy?! - Przestań błagam...
- Postaw się w mojej sytuacji! Co byś ze mną zrobił! Najchętniej zostawiłabym Cię! I właśnie to...
- Ale ja Cię kocham! - wykrzyczał w akcie desperacji.
- Miałeś okazję to udowodnić, a zawiodłeś mnie jak nikt inny!
- Nie miałem wyboru!
- Oczywiście, że miałeś! -ręce mu opadły i nie wiedział co powiedzieć. Odetchnęłam głośno.
- Wrócę do rezydencji za kilka dni, do tej pory chcę mieć spokój.
Odwróciłam się od chłopaka i wraz z Liu odsieliśmy się od Toby'ego, zostawiając wyżywającego się na pobliskich obiektach i krzyczącego w niebo-głosy. Na szczęście nie szedł za nami. W końcu dotarliśmy do domu Liu, było to małe skromne mieszkanie, na te kilka dni spałam w jego łóżku, a on na kanapie w salonie. Były tam półki uginające się od książek i filmów. W pokoju miał sprzęt do ćwiczeń i ku mojemu zdziwieniu bardzo dobrze gotował. Zajął się moimi ranami i choć dużo nie gadaliśmy, bo większość dnia spędzał w pracy (no cóż Slendi nie utrzyma każdego XD) to bardzo polubiłam jakże kulturalnego i szarmanckiego Liu. A w jego mieszkanku czułam się jak w swoim własnym, choć go wcale nie pamiętam. Ciasne, ale własne. Po około pięciu dniach, zebrałam się na odwagę, zęby wrócić do rezydencji i chociaż wstępnie przeprosić Operatora i grzecznie odmówić zostania proxy. Tak doradził mi Liu.
- Nie rób sobie wrogów... Odegrasz się jak będziesz silniejsza. - mówił pociągając po pracy zimne piwo.
Podczas tego pobytu zajęliśmy się jeszcze jedną kwestią... Mianowicie poszukiwaliśmy rodzin z nazwiskiem Wallyson. To był ogromny przełom w moim teraźniejszym życiu, bo w końcu ktoś raczył mi pomoc. Bo kilku zarwanych nocach zostało mi kilka rodzin do wyboru o rożnym stanie społecznym i różnej budowie rodzin. Ciężko było wytypować tą jedyną rodzinę ze względu na podobieństwo, bo połowa z nich nie miała zdjęć w internecie. Sprawdziliśmy raporty policji o zaginionych ludziach, faktycznie znajdowała się tam dziewczyna o takim samym wyglądzie jak ja i nazwisku, ale o innym imieniu. Postanowiłam, że za wszelka cenę odnajdę to rodzinę i chociaż przekonam się czy to oni mogą być moja rodzina. nie rozumiałam tylko dlaczego imię się nie zgadzało.
- Może to tylko pomyłka - analizował Liu nachylając się nade mną po skończonych ćwiczeniach na siłowni. Nic mu nie odpowiedziałam, bo speszył mnie jego widok bez koszulki.
Spisałam adres tej i innej rodziny, a także adres komisariatu. Największym problemem była odległość, od najbliżej rodziny znajdowałam się blisko 200 kilometrów. Jednak to tylko dodawało mi skrzydeł, postanowiłam też nikogo nie informować o mich poszukiwać. Kto wie co strzeliłoby im do szyi. Nadszedł dzień powrotu, na pożegnanie Liu dał mi swój czarno biały szalik w paski, bo wiał dość mocny wiatr. Obiecaliśmy sobie, że jakoś sobie pomożemy z naszymi problemami. Chłopak odprowadził mnie pod sam las i przytulił, dalej ruszyłam sama. Uznałam, że do rezydencji wejdę prze okno swojego pokoju, gdyż niepotrzebnie będę się afiszować. Gdy spięłam się w sobie z ogromnym stresem udałam się do gabinetu operatora. Rozmowa przebiegła szybko, przeprosiwszy go i o dziwo on mnie, brzmiało to nawet szczere... Większość domowników siedziała na dole, kanapie oglądając film w ciszy. Toby natomiast siedział przybity przy stole ze spuszczoną głową, zakrywając sobie twarz. Z jakiegoś powodu kiwał głową na lewo i prawo. jak się potem okazało ClockWork, okazała się ZNÓW przeciwko mnie! Jej przeprosiny nie były szczere, a mogłam się tego spodziewać!
- Toby... kochanie... nie bądź taki smutny, nie była Ciebie warta! Ja nigdy bym Cie tak nie potraktowała!
- Co za podła sucz... - bąknęłam pod nosem - a tak mnie przepraszała... obiecywała zmianę - co do Toby'ego miałam mieszane uczucia, a teraz było najważniejsze zbadać sytuację pomiędzy przyjaciółmi. Na palcach podkradłam się do zajętych filmem i od przeskoczyłam przez tył kanapy, lądując na kolanach, Roześmianego, Helen'a, Ben'a, Hoody'ego, a głową wylądowałam na kolanach Masky'ego. Trochę ze strachu, bólu i zaskoczenia wykrzykneli. Ci co leżeli od razu poderwali się na równe nogi.
- ALICE! - wykrzykneli wszyscy na raz.
- Wybaczcie, że tak długo mnie nie było. - W końcu jesteś!
- Coś mnie ominęło?
- Nie bardzo...
- Trochę nudno bez Ciebie!
Trochę pogadaliśmy w bardzo luźnej atmosferze o różnych pirdołach, ale szybko wróciliśmy do oglądania filmu. Z kuchni czułam na sobie dwie pary oczu... po jakimś czasie tylko jedną nieustannie, co było trochę stresujące. Co jakiś czas byłam zabierana komuś z rąk do rąk jak pluszak i jak pluszak przytulana. Chociaż to mordercy to mają minimum uczuć. Poza tym byłam jedną z bardzo nielicznych dziewczyn w domu na ogromną chmarę chłopaków... Było naprawdę przyjemnie. W końcu wstałam z kanapy wyrywając się z obiegu. W tym samym czasie Toby wstał z krzesła w kuchni, a przez drzwi frontowe wparował umorusany krwią Jeff. Początkowo bardzo się ucieszył na mój widok, zmieniło się to jednak w ułamku sekundy. Przycisnął mnie do ściany jak przy pierwszym spotkaniu i zaciągnął szalik od Liu na mojej szui tak, że się dusiłam.
- SKĄD GO MASZ?! - krzyczał świdrując mnie przekrwawionymi oczami.
-------------------------------------------------------------
Jakoś mnie naszło, żeby coś pisać, bo szkoda to zostawić. Ale co zrobić jak nie było weny... XD Dużo tajemnic przed nami! Powinnam chyba zrobić nową ankietę na temat chłopaka, bo kilku nowych dojdzie haha i relacje z innymi nam się wyjaśnią xD No, ale nie zkreślajmy od razu Toby'ego haha nom jak tam wakacje? Niestety już szkoła T.T Przepraszam za błęby, POZDRAWIAM OLA
Ło rany... Wszystko przeczytałam w jeden dzień... Błoziu... Tak to mnie wciągnęło :)
OdpowiedzUsuńWeny!
Bardzo się cieszę, że się podoba!! ��❤❤❤❤❤❤❤ dziękuję!
UsuńMiło, że jesteś.
OdpowiedzUsuń