Huczało mi w uszach... to jedyne uczucie, które do mnie docierało ze świata zewnętrznego. Nabrałam powierza ile sił w płuca i dopiero potem otworzyłam oczy. Piekły strasznie... czułem, że są przekrwione. Mrugałam powiekami próbując oswoić się ze światłem. Chciałam przetrzeć oczy lecz gdy tylko uniosłam ręce silny ból sparaliżował całe moje ciało. Wydałam z siebie przenikliwy pisk przeszyty bólem, a następnie głęboko odetchnęłam. Próbował w ten sposób opanować narastający ból z okolic brzucha. Po kilku minutach otworzyłam oczy o bardzo ostrożnie uniosłam szyję. Moje ruchy były skrępowane niczym u marionetki. Gdy tylko napięłam mięśnie, mrowienie przeniknęło mnie od pasa w dół. Przez głowę przeszła mi nawet myśl czy mam czucie w nogach. Znów prychnęłam oznajmiając światu, że po ludzku czuję ból. Uświadomiłam sobie, że jestem zbyt słaba i obolała, by samej wykonać jakikolwiek ruch. Byłam bardzo zrezygnowana, czułam się jak żałosna kaleka, zdana na łaskę bądź niełaskę losu. Przymknęłam powieki i w tym momencie przez głowę przeleciały mi ostatnie wydarzenia... zastraszanie... walka... brzuch przeszyty mieczem.
- To wszystko naprawdę mnie spotkało? Jestem najbardziej pechowym człowiekiem! Mogłam wtedy umrzeć, miałabym spokój. Poza tym, to nie pierwsza taka sytuacja! Mieszkam tu ponad pół roku, a spotkało mnie tyle nieszczęść!!! To chore! Szczególnie, że nadal nie wiem CO JA TU NAPRAWDĘ ROBIĘ? Dlaczego Slenderman trzyma mnie tu? Przecież nie jestem żadnym mordercą! Zabawka dla tych psycholi też ze mnie marna. Mam dość takich żałosnych akcji! Muszę pilnie porozmawiać ze Slenderman’em, KONIEC żartów. - po skończonej i zwycięskiej walce z samą sobą, po kilku bolesnych upadkach z łóżka doczołgałam się do drzwi. Miałam otwierać drzwi, gdy Toby niespodziewanie mnie wyprzedził. Odskoczył do tyłu nieco zaskoczony, a ja miałam ochotę puknąć się w głowę z niezadowolenia.
-Przecież on zabroni mi gdziekolwiek iść. – zdałam sobie sprawę.
Chłopak z kamienną twarzą obrócił się za siebie, żeby upewnić się, że nikt nie idzie i zamknął za sobą drzwi..
- Gdzie idziesz? Ledwo stoisz na nogach.- po jego tonie głosu nie trudno było wywnioskować, że jest z jakiegoś powodu wściekły.
- Tylko do łazienki. – odpowiedziałam słabo.
- Mogłaś mnie zawołać!- wykrzyknął, byłam bardzo zaskoczona jego zachowaniem względami mnie.
- Zaraz wrócę. – odprychnęłam i starałam się go wyminąć.
- Ehhh… - wydał się nieco poirytowany- pomogę ci.
- Nie ma takiej potrzeby.
- Nie wydaje mi się. – to co powiedział wydało mi się okropnie chamskie.
Wziął mnie za boki i uniósł do takiej pozycji, która nie sprawiała mi bólu.
Chwilę potem mogłam umyć zęby i minimalnie się ogarnąć. W lustrze przyglądałam się sobie. Od mojej przyjemnej buzi odciągał wzrok gruby bandaż zabarwiony na jasno czerwono. Ku mojemu zdziwieniu Toby czekał na mnie pod toaletą i pomógł mi wrócić do pokoju, w którym się obudziłam. Otworzył bez słowa przede mną drzwi i sam wszedł do pomieszczenia. Pomógł mi położyć się w wygodnej pozycji i wyją z szafki kilka bandaży i jakąś buteleczkę.
- Będę musiał zmienić ci opatrunek. Nie martw się potrafię to zrobić, Hoody mnie nauczył. – odparł suchoTwierdząco kiwnęłam głową i odwróciłam wzrok od rany, która pojawiała się coraz bardziej przy kolejnym zsuniętym bandażu. Zacisnęłam pięści i powieki, samo zimne powietrze sprawiało koszmarny ból. Jakby nie patrzeć miałam dziurę w brzuchu.
- Spróbuj się nie ruszać. – dodał i zaczął przemywać mi rany wodą utlenioną.
Zapiszczałam z bólu, a bezwładne łzy przetoczyły mi się przez policzek.
- Chciałbym czuć ból, a najlepiej przejąć twój… - jęknął Toby, po czym zaczął dmuchać na ranę, co niekoniecznie pomogło, ale chwilowo uśmierzyło ból. Nadal bałam się spojrzeć na zmasakrowaną część ciała… Starałam się oddychać głęboko… chciałam zacząć błagać o litość, czułam się jak na jakichś torturach.
- Toby… - zapłakałam ciężko.
- Chciałbym, żebyś już nie cierpiała. – jego ton zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni. Był troskliwy, ciepły i kojący. Głos mu drżał jakby cierpiał równie tak samo jak ja…
Nagle poczułam coś bardzo zimnego na swojej gładkiej skórze wokół rany. Serce zadrżało mi mocniej i objęła mnie fale gorąca, aż po same uszy. Miejscowy chłód zanikał i powracał, zanikał i powracał… ciekawość zwyciężyła i otworzyłam oczy. Ujrzałam Toby’ego, który jedną ręką podtrzymywał mnie w talii i nachylał się całując mój brzuch skrawek po skrawku.
- T-toby…- zaczerwieniłam się, a cały ból zniknął w ułamku sekundy.
Chłopak nie zareagował, nie zaprzestawał składania lodowatych pocałunków. Nieśmiało ułożyłam swoją dłoń na jego czuprynie i musnęłam kilka razy jego kosmyki palcami. Łzy leniwie ściekały mi po policzkach i na chwilę moje usta wygięły się w uśmiech. To było niesamowicie miłe uczucie, dosłownie w nim się zatraciłam. Nawet nie zwróciłam uwagi, kiedy chłopak zaczął wędrować wyżej ze swoimi pocałunkami. Obudził mnie ich brak… Nasze nosy stykały się, a oczy nawzajem rozpłynęły się w sobie. Moje zielone… jego brązowe… błyszczały jakby miały uronić łzę. Nie mogłam opanować myśli skupionych tylko na nim, oczu nieodwracalnie wbitych w niego i serca kołatającego, z powodu jego bliskości… nasze ciała stykały się ze sobą, czułam jak jego serce nie może zwolnić. Miał taką gorącą szyję i klatkę piersiową. Oddychał bardzo ciężko, jakby przebiegł tysiące kilometrów bez wytchnienia.
- Nie potrafię patrzeć jak cierpisz – w końcu odważył się przełamać ciszę – nie potrafię, a może raczej, nie chcę patrzeć jak cierpisz przez kogoś. - przerwał na chwilę - Chcę już zawsze stać przy tobie, a nawet bliżej, nie chcę tracić się z oczy, nawet w nocy. Zbyt dużo dla mnie zaczęłaś znaczyć... to takie dziwne uczucie… ale, nie chcę… żeby ktokolwiek inny patrzył na ciebie, dotykał cię i stał przy tobie… Chciałbym mieć cię tylko dla siebie…- wydusił z siebie jednym tchem – TYLKO TY I JA…więc proszę… zgódź się… zostać tylko ze mną i tylko dla mnie… - nie dał mi odpowiedzieć.
Złapał moją brodę i lekko przybliżył się do mojej twarzy. Przymknęłam powieki, by po chwili poczuć jego zimne i twarde usta na swoich. Pocałował mnie tak delikatnie, tak... Otworzyłam na chwilę oczy żeby zobaczyć jak świat dookoła mnie się kręci. Zamknęłam je pospiesznie, kładąc moją dłoń na jego karku i delikatnie bawiąc się końcówkami jego włosów. Poczułam jak się uśmiecha. Położył swoją rękę na moich plecach, mocno mnie do siebie przybliżając. Chociaż ten ruch był wręcz brutalny, całował mnie nadal delikatnie. Na chwilę odsunął się by ponownie złożyć pocałunek na moich wargach, delikatny jak uderzenie skrzydeł motyla. Powtórzył to kilka razy, kiedy to moja ręka dołączyła do pierwszej, wplatając się w jego włosy. Rozchyliłam delikatnie usta by objąć nimi jego dolną wargę i delikatnie całując przeniosłam się na górną. Usłyszałam ciche westchnięcie i poczułam jego drugą rękę ponownie na mojej brodzie, która uniemożliwiła mi czynność którą robiłam. Pocałował mnie mocniej, pewniej ściągając dłoń z brody a kładąc ją na moim karku. Drgnęłam, kiedy poczułam ten chłód na skórze. Zaczął całować znów tak delikatnie, sprawiając, że chciałam więcej. Przysunęłam się do niego bliżej... Przycisnęłam mocniej swoje rozgrzane wargi do jego ust. Całowałam go, jakby moim celem było rozgrzanie tych idealnych ust. Oddawał pocałunki z taką sama zawziętością. Pociągnęłam go lekko za włosy, a on przycisnął mnie do siebie bardziej, znów składając na różnych częściach moich ust, te motyle pocałunki. Kiedy ostatni raz pocałował mój prawy kącik ust odsunął się ode mnie kilka milimetrów. Nadal pochłaniał zawzięcie moje oczy.
- Proszę powiedz coś... - nasze twarze i ciała płonęły niczym ogień.
- Naprawdę muszę? - uśmiechnęłam się, gładząc go niepewnie po policzku. Pomimo bólu, nachyliłam się i tylko na sekundę przywarłam swoje wargi do jego.
- To wystarczy - uśmiechną się i oparł się o moje ramię, wyglądało to jakby miał zemdleć. – Dziękuję. Jesteś już tylko moja…nikt nawet na ciebie nie spojrzy. – może te słowa i zabrzmiały paranoicznie, ale podobały mi się, nawet bardzo. Przycisnęłam kark chłopaka… już mojego… do siebie i gładziłam równocześnie po karku i plecach.
Chciałam, alby ta chwila trwała w nieskończoność, jednak ktoś z premedytacją nam przerwał.
- Rogers, nie jesteś trochę za bardzo zaborczy? – mogłam dziękować za przerwanie chwili Jeff’owi.
- Nie - odparł bezdusznie nie odrywając głowy od mojego ramienia.
- Więc nie będzie problemu, żeby Alice ze mną wyszła?
- Będzie i to duży. Nie zgadzam się.
- No co ty, Toby?
- Ona jest moja.
- Wow ty tak na poważnie?
- Tylko moja... - po czym oderwał głowę tylko po to, by zasunąć i jednocześnie zakryć nas kocem.
I znów nastała ta cudowna chwila, gdy otoczył mnie swoim spojrzeniem.
- Tylko moja... - zamruczał otaczających mnie swoim ciepłem.
Musiałam odpoczywać, dni mijały, a rana goiła się bardzo powoli. Sprawiało mi to olbrzymi problem z chodzeniem. Na szczęście było wiele pomocnych rąk, ale Toby... no cóż, ich nie dopuszczał. Uważał się za jedyną osobę, która może ze mną przebywać. Jego zachowanie, było doprawdy dziecinne, ale zabójczo urocze. Nie chciałam mieć nikogo innego u boku. Dlatego, gdy Toby zszedł sam na dół zrobić mi śniadanie, z wielkim trudem poszłam w jego ślady. Zakradłam się od tyłu i mocno do przytuliłam przy czym jedna dłoń powędrowała mu pod koszulkę.
- Co ty tu robisz?! Nie możesz chodzić.
- To dlaczego mnie zostawiłeś?- grałam w jedną z jego gierek, w których wychodzi na to, że muszę przepraszać go za nic i całować.
- A śniadanie?
- Wolisz spędzać czas robiąc śniadanie?
- No nie... Ale...
- Co, ale?- odwrócił się, a ja zawisłam mu na szyi.
- C-co robisz? - pociągnęłam go do siebie i ugryzłam lekko w wargę.
Patrzyłam chwilę na jego rozbwiony wyraz twarzy.
- Nie wiem co mi odwaliło - posmutniała - Po prostu, zawsze chciałabym mieć cię przy sobie... - to ostatnie prawie wyszeptałam.
- Wybacz, niedosłyszałem - zaśmiał się przekornie.
- Toby...
- Mówię serio. - złpał mnie na ręce i niósł po schodach jak królewnę. - Skoro jesteś na mnie taka napalona...
- To nie tak!!!
- Aha, jasne... To może... No wiesz będziemy spać razem... Tak wiesz w jedyny łóżku, codziennie... - zaczerwienił się.
- O ile będziesz mnie tak nosił do łóżka, to tak. - powiedziałam ironicznie, ale Toby tego nie załapał, więc przez cały czas czy jest zmęczony czy nie nosi mnie do swojego pokoju. I mimo, że zawsze na początku jest niezręcznie to po kilku minutach przytulania, miłej rozmowie lub pocałunku w czoło jest idealnie. Śpimy razem w jednym łóżku i albo jesteśmy w siebie wtuleni albo Toby zrzuca mnie z łóżka... Oczywiście nie pozostaję mi dłużna, bo i mi się zdarza, że zabiorę mu kołdrę. Także spanie razem nie jest takie łatwe... I pozostaje kwesta Jeff'a. Pewnego ranka, słońce obudziło mnie, promienie mocno mnie raziły i bez otwierania oczy wtuliłam się w Toby'ego i pocałowałam go na dzień dobry.
- Ooooooo.... Dziękuję. - powiedział ktoś, kto nie był moim chłopakiem... Zerwałam się momentalnie spadając z łóżka. Przetarłam oczy widząc Jeff'a i wtulonego w niego szatyna. Jeff najwidoczniej wkradł się do nas w nocy i wrył się pomiędzy nas.
- No co? - patrzył na mnie - czułem się samotny!
- Słucham?! - krzyknęłam tak, że Toby się obudził i również spadł z łóżka.
- JEFF?!
- Zaniedbujesz mnie Alice...
- Wynocha!!! - krzyczał Toby i Jeff wyparował w podskokach.
Nie tylko Jeff czuł się zaniedbany, odwiedził mnie też Bloody Painter. W sumie to miałam do niego delikatną urazę, ale kiedy wszedł zapomniałam o wszystkim.
- Tak bardzo cię przepraszam! - wparował jakby nigdy nic i mówił bardzo przejęty - Mogłem, po prostu mogłem to przewidzieć! Jestem idiotą, jak mogłem na to pozwolić! Ona tak strasznie cię zraniła! To nie powinno było się wydarzyć!!! Alice! Tak bardzo cię przepraszam! Przepraszam... Przepraszam... Przepraszam!!! - mówiąc to opadł na łóżko i przyciągając mnie do siebie i przytulając cały czas to powtarzał.
- To boli. - jęknęłam z bólu.
Otis nieznacznie się odsunął łapiąc mnie za brodę.
- Co ja narobiłem...
- Ty nic... Poza tym to moja wina... Mogłam nie pisać do twojej dziewczyny... Nie byłoby spotkania... I nie byłabym ranna...
- Słucham? - zerwał się, a jego oczy zabłysły... - powtórzysz?
- Ranna?
- Wcześniej.
- Sptokanie?
- Wcześniej.
- Twojej dziewczyny?
- Oh... Ona była... Kiedyś... Bardzo dawno temu... Ale nigdy na nią już tak nie spojrzę...
- Ale dlaczego? - zaciekawiłam się.
On uśmiechnął się delikatnie i na chwilkę zamknął oczy.
- Bo mam kogoś... Na kogo mogę patrzeć bezustannie i ten ktoś... przez cały czas pobudza mnie do życia... - westchnął i przybliżył się do mnich ust.
W jednym momencie zrozumiałam o kogo chodzi... Był zaledwie kilka milimetrów, a ja zdrętwiałam.
- Co ty robisz Helen? Odsuń się od mojej dziewczyny. - w idealnym momencie wszedł Toby, naciskając znacząco na ostatni wyraz. Serce podskoczyło mi do gardła. Helen kątem oka spojrzał na sztyna i wyszeptał mi do ucha
- Będę czekał ile będzie trzeba... Jeśli nawet to do śmierci... - i wyszedł jakby nigdy nic. Toby odprowadził go mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Od tamtej chwili, od tamtego wyznania... Toby nie opuszczał mnie nawet na krok. Był przy mnie zawsze i wszędzie, zaskakując nagłymi pocałunkami w szyję, kark czy czoło. Uwielbiał wprowadzać mnie w zakłopotanie i napawał się każdym moim rumieńcem. Raz przez nieuwagę nie zamknęłam się na klucz w łazience. Starałam się odprężyć w gorącej kąpieli z pianą.
- Mogę dołączyć? - spytał z rozbawieniem Toby, który wkradł się tu niezauważony.
- WYJDŹ! NATYCHMIAST!
- Umyć ci plecy?
- NIE! NIE! NIE!
- Nie? To wejdę... - jak powiedział tak zrobił, rozebrał się przy mnie do bokserek i wskoczył do wody. Kiedy był odwrócony zdołałam pochwycić bieliznę i szybko ją założyć.
Pomysł ze wspólną kąpielą nie był najgorszy. Podtapianie i takie tam... Tak romantycznie. Ostatecznie pozwoliłam mu umyć sobie włosy i plecy. Za to ja napawałam się widokiem jego idealnego ciała... Siedząc mu pomiędzy nogami przodem wycierałam mu włosy, a on rozczesał mojej, które zaraz potem zmieniły się w burzę loków. Nie obyło się bez namiętnych, gorących pocałunków... Jednak przerwaliśmy zanim doszłoby do czegoś więcej.
Nie mogłam się poruszać, więc moje zajęcia w ciągu dnia ograniczały się do leżenia, internetu, muzyki, Toby'ego i książek. Właśnie skończyłam błądzić po internecie. Zgłębiłam temat na który natknęłam się niechcący... a konkretnie stworzona i lubiana para przez fanki Clocky: "Ticci Toby x Clockwork". Dobijałam się filmikami i opowiadaniami przez dobrą godzinę. Zamknęłam laptopa i jeszcze długo myślałam o nich jako o parze. Dosłownie odechciewało się żyć. Przez cały dzień biła ode mnie przygnębiająca aura, odcięłam się też od innych. Musiałam jednak zareagować na Toby'ego, który zamknął za sobą drzwi na klucz no mojego pokoju, wchodząc właśnie tam. Staną tak blisko mnie, że musiałam zadrzeć głowę w górę, by spojrzeć w jego oczy. W tym momencie nie były one radosne jak zawsze, lecz wzburzone i pełne niepokoju.
- Coś ty taka... Nie jak ty.
- Eee tam... Nic mi nie jest.
- Mam nadzieję, że nie straciłem twojego zaufania? - spytał po chwili.
- Nie - uśmiechnęłam się smutno - To coś.. osobistego...
Chłopak mruknął coś niezrozumiale pod nosem a po chwili poczułam, jak przyciąga mnie do siebie i nagle straciłam grunt pod nogami. Toby wziął mnie na ręce i spokojnie położył na sofie po czym uklęknął obok tak, że jego twarz była tuż przy mojej.
- Jesteś zmęczona - powiedział stanowczo, po czym podniósł się i położył się na mnie. Mocno wtulony w mój brzuch jak szczeniak czy dziecko, powoli oddychał. - Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
- To nic takiego.
- To byś powiedziała, niezła gaduła z ciebie.
- Ty nie jesteś lepszy. - udałam obrażoną.
- To może wyda się dziwne, ale kiedy nie chcesz mi czegoś powiedzieć mam wrażenie, że masz kogoś za moimi plecami lub coś w tym stylu... Coś poważnego.
- Wiesz, że dramatyzujesz?
- No spadaj... Wiesz, że nie odpuszczę. Męczę się tylko.
- Będziesz się śmiał.
- Jak zawsze. - uśmiechnął się, a ja pogładziłam go po głowie. - Musisz mi powiedzieć, bo cię nigdy nie wypuszczę.
- Ja mówię poważnie!
- Ja tak samo... Więc?
- Martwię się... - westchnęłam w końcu - że ciebie i Clockwork coś łączy, łączyło lub będzie łączyć. - zacisnęłam pięść z bluzką. - widziałam dużo paringów i tego typu pirduł z tobą i z nią. Poza tym chciała mnie zabić z zazdrości. - Toby dokładnie pochłaniał moje słowa, które na głos brzmiały jeszcze gorzej niż w głowie. - ojej... Jestem głupia. Nie było tematu. Wybacz. - próbowałam wydostać się z siodeł Toby'ego, bo czułam się po prostu zażenowana.
- Jesteś o mnie zazdrosna? - spojrzał na mnie przemieszczając się na wysokość mojej głowy.
- N-nie! - burknęłam
- Jak nie, jak tak. - odparł śmiertelnie poważnie.
Dotykając mojego policzka sprawił u mnie gęsią skórkę, co było nieprzyjemne. Byłam całkowicie zbita z tropu, nie miałam pojęcia jak zareagować. Milczałam.
- Jest coś bardzo ważnego o czym muszę ci powiedzieć... Jestem gotowy i pewny. - Zbliżył się na odległość stykania się nosów. Na kilka sekund zapadła grobowa cisza. Miał bardzo poważny wyraz twarzy, a z jego oczu bił niesamowity płomyk. - Jestem pewny, że... Kocham Cię...
-----------------------------------------
Tak nawet Walentynkowo wyszło. ❤❤❤Oczywiście dużo szczęścia i miłości w tym dniu ❤❤❤❤
Więc tak... Jeśli ktoś chce wysłać mi mordercę to może ostatecznie jutro, bo już w następnym ich użyje!
Bardzo dziękuję za wzięcie udziału w konkursie, mordercy wyszli super i mam nie lada problemu, także serio dziena!!!!
Jak się podoba nowy???
I wiecie co? Mam ferie! Także może znajdę dla Was czas xd
Pozdrawiam Ola ❤
Aaa!!! Pierwsza!! Dziękuję! A teraz ide spać..
OdpowiedzUsuńSuuper!tak walentynkowo:)Czekam na nastepna czesc !❤❤
OdpowiedzUsuń♡~♡ ♡~♡!!!
OdpowiedzUsuńKrewwwwwwwww!!!!
Jakie to było przeurocze *.*
W prawdzie nie przepadam za romansami, ale to było takie słodkie!
Miałam nadzieję że Alice będzie z Toby'm :3, pasują do siebie.
A Helen utknął w friendzone XD, tak samo jak Dżef xD
Toby jest najlepszyyy!!!
A kiedy będzie Ben? I co się stanie z tą głupią Clockwork, której szczerze nie lubię?
Ja też wreszcie mam ferie i jestem taka podjarana :3!!!
Mnie najbardziej jednak nęci historia Alice... ^~^
Czekam na next!!!
Buziaczki :*
Dołączam się do pytania - kiedy będzie Ben? xd
UsuńMam pomysł na Ben'a, ale nie planowałam go wstawiać wcześniej... Więc albo Ben będzie w rozdziale 14, albo dopiero na koniec sezonu w rozdziale 21 po tym jak już dowiecie się wszystkiego o Alice. Także możecie wybierać :) dajcie koniecznie znać
UsuńA ile planujesz zrobić sezonów?
UsuńNa chwilę obecną wiem co będzie się dokładnie działo w 3, jeśli nie będę miała pomysłów na 4 to skończymy na 3 (ale myślę, że damy radę i będzie jak najwięcej)
UsuńOby Ben był jak najszybciej i oby było jak najwięcej sezonów XD
UsuńKreeewwww!Jeff rozjebał system xD.Krew.Krew.Krew.Krew.Kreeeewwwa zzz nooosssaaaa!!!!
OdpowiedzUsuńCzekam na nowy odcinek♡ Tylko jak juz zrobiłaś parę z Tobiego i Alice to nie zabijaj jednego z nich, jak to na innych blogach z romansem zazwyczaj jest :((( Widzę, że nasza bohaterka ma niezłe branie:Toby, Helen, Jeff XDD
OdpowiedzUsuń*rozdział
UsuńZabić???? Nawet mi to do głowy nie przyszło! Będzie hmmm huczny ich związek, ale żeby zabić??? Nope!
OdpowiedzUsuńBranie to się dopiero znacznie xd
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Usuń