Wrzuciłam pierwsze lepsze ciuchy i podstawowe przedmioty do przetrwania do torby. Założyłam biały top i krótkie, czarne spodenki i krótkie trampki. Złapałam torbę i zbiegłam na dół. Zeskoczyłam z ostatniego schodka i uniosłam wysoko ręce i rozciągnęłam się z wielkim uśmiechem. Poszłam do kuchni i złapałam kilka owoców na drogę. Wgryzłam się jabłko i nie wypuszczałam go z buzi. Odwrociłam się od blatu, spojrzałam w stronę drzwi i pewnym krokiem ruszyłam do wyjścia. Moją uwagę i vice versa zwrócił jeden z mieszkańców jedzący śniadanie. Siedział tam chłopak w czarnym t-shirt'cie, czrnych jeansach i trampkach. Miał bladą, wręcz lekko szarawą skórę. Jego włosy były kasztanowe, a oczy jakieś dziwne . Białka były szare, a soczewnki czarne. Co jakiś czas spływała z nich czarna wydzielona. Patrzyliśmy na siebie do chwili, gdy nie wypadła mu z dłoni łyżka. Wzdrygneliśmy się i nastała niezręczna cisza.
- Gdzie idziesz? - zadał pytanie prosto z mostu, jakby go to obchodziło.
- Jadę na biwak z chłopakami.
- Z kim dokładnie?
- A co to za dochodzenie?
- Emm nie, nie. Tak tylko pytam, sorry.
- Z Masky'm i Hoody'm.
- Ej, bluzka skurczyła Ci się w praniu? - spytał złośliwie machając okrężenie sztućcem.
- Nieee to tak ma być. - mruknęłam nieco się czerwieniąc. Jakby nie patrzeć cały brzuch miałam odkryty.
- A tak serio to wszystko masz?
- Tak... Chyba tak... Dzięki.
- Wziąłaś swoją mp3?
- Ah!!! Nie mam! - złapałam się za głowę. Zazwyczaj nie rozstaję się z nią nawet na krok. Czasem... No dobra dość często wolę założyć słuchawki niż słuchać kłótni psycholi. Zapewne używałam jej przez większość czasu zanim zamieszkałam z mordercami, gdyż było na niej blisko 300 piosenek i była trochę porysowana. - Ale chwila, skąd o niej wiesz? - odparłam bardzo zdziwiona.
- Skąd to wiem? Hmm... - uśmiechnął się tajemniczo. - Niezbyt się zmieniłaś...
- Słucham? O co chodzi? Co to znaczy, że się nie zmieniłam?
- To co oznacza. Mówię, że się nie zmieniłaś. - zaśmiał się.
- To jaka byłam wcześniej?! - prawie krzyknęłam. Doszło do mnie, że jest jedyną osobą, która może mi coś powiedzieć o mnie. - Proszę powiedz mi coś o mnie!
- Yyymm może później hehe - wstał z wielkim uśmiechem na ustach. Widać, że uwielbiał się droczyć.
- On coś o mnie wie! On naprawdę mnie zna! Nie mogę mu tak łatwo odpuścić.
- Poczekaj no chwilę! - zagrodziłam mu możliwość przejścia. - Proszę... Powiedz mi coś o mnie... - błagałam.
- Ale jesteś uparta. - westchnął teatralnie i żeby dokuczyć mi jeszcze berdziej dodał - To też się w tobie nie zmieniło. - całkowicie zbił mnie z tropu, ziemia osunęła mi się pod nogami.
Niespodziewanie Jack chwycił mnie za boki, usiusł i przesunął, tworząc sobie przejście.
- No to pa! Dziewczyno!
- Ja mam imię!
- Czyżby? - obejrzał się przez ramię z bardzo poważną miną.
Opadłam na krzesło, gdzie dopiero co siedział E.J. i nie patrząc co jest w misce, przebierałam w niej chwilę łyżka, a następnie włożyłam do buzi. W życiu nie jadłam nic o tak dziwnym smaku, nie to, że mi nie smakowało, po prostu miało dziwną konsystencję, zapach, a smak taki...taki egzotyczny. Dokładnie przeżułam pokarm i połknęłam. Moje główkowanie przerwał Jack schowany za ścianą.
- No no, nikt inny nie jadł moich nerek z takim smakiem.
- N-nerek?
- Tak, nerek. Nie zjedz mi wszystkiego. - zaczął ostro grać mi na nerwach. Złapałam miskę i szybko zaczęłam pochłaniać nerkę za nerką. Co jakiś czas zerkałam na chłopaka, który pochłaniał, każdy mój ruch z ciekawością.
- Ej mówię serio, zostaw mi trochę! - zawołał nieco przestraszony.
Byłam w stanie odpowiedzieć mu dopiero po skończonym posiłku. Odstwiłam miskę jednocześnie wycierając buzię. Z wielkim, zwycięskim uśmiechem podziękowałam za posiłek i dumna jak paw opiściłam dom. W tamtym momencie nie zdałam sobie sprawy jak duży błąd zrobiłam opychjąc się surowymi... krwawymi... ludzkimi... nerkami. Jak on może to jeść dzień w dzień?!
Zaciągnęłam się świeżym powietrzem, świeży wiatr muskał moją twarz, a poranne promienie słońca zachęcały do życia.
- No ile można na ciebie czekać?! Zbierasz się tam nie wiadomo ile! - zawołał Masky, a raczej Tim... To był zdecydowanie Tim, młody, przystojny chłopak o pogodnym uśmiechu. Bez maski, swojej słynnej pomarańczowej kurtki i noża u boku, mimo blizn nie wyglądał jak złodziej tysięcy fangirlowych serce... Eee... To znaczy jak morderca. Machał w moją stronę, dając znak, żebym się pośpieszyła. Podbiegłam do niego i poczochrałam jego idealnie ułożone włosy.
- Młoda nie pozwalaj sobie! Wiesz ile je układałem... - zaśmiał się, od niechcenia poprawiając fryz. - Z twoimi nie trzeba nic robić... Pudlu.
- No wiesz... Układałam je całe 3 minuty!
Pośmialiśmy się chwilę, w końcu chłopak wrzucił moją torbę do tylnego siedzenia. Wyglądało na to, że czekamy na Brian'a, który miał być naszym kierowcą. Jak bardzo myliłam się... Z rezydencji wyszedł wysoki chłopak ubrany podobnie do Tim'a. Był w czarnej bluzce z krótkim rękawem i moro szortach. Jakiś obcy koleś, nieco starszy od nas szedł tu i machał kluczykami. Miał bardzo spokojny wyraz twarzy, wręcz czarne włosy i ciemne oczy.
- Co to za gość?! - krzyknęłam groźnie. Po moim pytaniu obaj wybuchneli śmiechem, który nie ustawał przez następne minuty. Trochę zaczynali się dusić, po czym oddychali głęboko, dając mi do zrozumienia, że za chwilę się uspokają.
- Co tu jest grane. - zrobiłam minę postrzelonego łosia.
- T-to ja H-hoody... B-brain... Kojarzysz? - przyglądałam mu się chwilę badawczo, drapaiąc się w brodę.
- Ty masz twarz?! - I znów śmiali się ze mnie jak opętani. Oparłam ręce o biodra i czekałam kiedy skończyął. - Możemy już jechać?
- No jasne! Alice, Brian ma tylko kominiarkę podczas akcji. Sleder tylko ją ciut ulepszył.
- Ehhh mogliście powiedzieć.
- Nie byłoby tak śmiesznie. - zawołali razem i szturchneli mnie w ramiona.
- D-dobra, kto jedzie z przodu? - spytał od niechcenia Hoody.
- JA! - moja wypowiedź przerwała Masky'ego.
- Możesz sobie siedzieć z tyłu frajerze!
- Sama idź do tyłu! Ja siedzę z przodu! - kłóciliśmy się jak małe dzieci, ostro się przy tym przepychając.
I wiecie co! Przegrałam... Zajęliśmy swoje miejsc, ja udawałam lekko obrażoną, do tego Tim odwracał się co chwila w moją stronę i dźgał mnie w nogi. Okazywał w ten sposób swoje zwycięstwo. Nie zostawałam mu dłużna i kopałam go w siedzenie, on w zamian obniżył maksymalnie fotel.
- Jak się zaraz nie uspokoicie przysięgam, że was wysadzę! - krzyknął Hoody zatrzymując pojazd. Widział, że nieźle się go wystraszyliśmy, dlatego po chwili dodał - Żartuję... Nie przeszkadza mi to.
Podczas jazdy nie wydarzyło się wiele. Co jakiś czas wysuwałam się do przodu i dotukałam twarzy Brian'a .
- A-alice, słońce, co ty robisz? Hmm? Zobaczysz, że zaraz zrobię wypadek.
- Nie rób. Ja tylko sprawdzam czy ta twarz jest prawdziwa.
- Słucham? - zachichotał.
- Gdzie jest haczyk?
- Nie ma to moja prawdziwaaaa... - przeciągnął ostatnie słowo, bo zrobiłam mu z ust kaczuszkę. - Aliceee... - najwyraźniej bardzo bawiło go moje dziecinne zachowanie.
Gdy byliśmy pewni, że Tim słodko śpi, za pozwoleniem kierowcy narysowałam na jego twarzy dużo głupawych rysunków. Masky zorientował się, że ma coś na twarzy dopiero na miejscu. Z resztą tak samo jak i ja. Głupia nie spodziewałam się, że Hoody wyroluje nas oboje.
Najzabawniejsze w tej podróży, były przymusowe postoje związane z chorobą lokomcyjną Tim'a. Śmiałam się jak głupia, gdy Hoody uciekał Tm'owi samochodem, gdy ten już załatwił swoje w krzakach.
Plecy bolały nas wszystkich po przejechaniu blisko trzystu kilometrów. Było jednak warto, dla tak cudowanych widoków. Po wyjściu z auta, rozłożyliśmy koc i zjedliśmy kanapki i obowiązkowo sernik.Wokół nas znajdował się gęsty las, obozowisko postanowiliśmy rozbić przy jeziorze o diamentowej wodzie z zapierającym dech w piersiach widokiem na góry. Po umyciu twarzy wraz z młodszym bratem poszłam do bagażnika samochodu, po namiot tam schowany. Otworzyłam klapę i jednocześnie odskoczyłam i zaczęłam piszczeć z przerażenia. Gdyby Masky mnie nie złapał upadłabym na kamienie. Jego reakacja była podobna do mojej na widok skulonego w bagażniku Toby'ego, który machał do nas.
- Hey Masky, hey Masky, hey Masky! - nieprzerwanie wołał Toby.
- Kurwa... - wycedził wściekły Tim, zatrzasnął klapę i usiadł na niej.
- Co się dzieje? Słyszałem krzyki przestraszonej, małej dziewczynki. - prychnął ze śmiechu Hoody, który podbiegł.
- Ja nie wiem... - odparłam tępo.
- Tim?
- Spytaj tego idiotę!!!- krzyknął strasznie zdenerwowany.
- Otówrz bagażnik.
- A sam sobie otwórz! - wydukał, zaskoczył z samochodu i rzucał kaczki przy jeziorze.
- No dobra zobaczmy co tu jest.... TOBY?!?!?! - On również nie ukrywał zaskoczenia. Pomogliśmy wyjść mu z pomieszczenia i patrzyliśmy się jak się rozciąga.
- Co tu robisz? Jak??? - rozłożyłam ręce z niedowierzaniem.
- Przyjechałem z wami na biwak oczywiście. Przecież nie puszczę cię samej z mordercami do lasu!
- Mordercami... No tak oni zabijają... Ciężko mi w to uwierzyć, jeszcze nie widziałam jak ktoś ginie z rąk któregoś z nich.
- Co tak myślisz? - spytał Hoody kładąc mi dłoń na ramieniu.
- Ehh, zastanawiam się co z namiotem.
- Faktycznie... Chyba musimy wrócić do domu.
- Nie ma takiej opcji! Słuchaj wzięłam kilka kocy do mojej torby, możemy spać pod gołym niebem. Rozpalimy ognisko to będzie nam znacznie cieplej.
- Dobrze myślisz, może nie będzie tak źle. Powinniśmy zebrać dużo opału. Tim... Gdzie on... - tak dyskutowaliśmy, że nie zauważyliśmy jak chłopcy wszczeli już kłótnię i Toby uciekał przed Tim'em i jego kijem. Po rozdzieleniu ich, rozproszyliśmy się i naprawdę szybko zebraliśmy to czego szukaliśmy. Z rozpaleniem ognia też nie było problemu, bo osobiście tym się zajęłam.
- To co chcecie robić? - spytałam.
- Może przejdziemy się? - spytał Hoody wyciągając sprej na komary z auta. Zaczął dokładnie nas psykać.
- Utopmy Toby'ego... - najwyraźniej Masky był jeszcze wkurzony.
- Nie utopimy go... - zrobiłam facepalma.
- Zjedzmy coś jestem strasznie głodny... Tyle godzin siedziałem w tym bagażniku.
- Trzeba było tam zostać...
- Chłopaki dajcie spokój. Mamy się super bawić, a nie kłócić się o byle co.
- To nie byle co!
- Słuchajcie, damy jeść Toby'emu i chodźmy popływać. Woda zapewne się nagrzała po takim upale. - moją propozycja została przyjęta z dużym entuzjazmem.
Schowałam się do lasu i przebrałam w dwuczęściowy, czarny strój kąpielowy. Zastanawiałam się czy mogę tak do nich iść, na samą myśl robiłam się cała czerwona. W końcu jednak wzięłam się w garść i z jeszcze większym burakiem wyszłam do nich. Czekali już na plaży. Pomachałam do nich tym samym sprawiając u nich typową rekcję, gdy chłopak zobaczy dziewczynę w samej bieliźnie. Szybko odwrocili głowy i nic nie mówili. Toby chciał coś wydukać, ale niezbyt mu wyszło. Sama nie byłam w stanie nic powiedzieć. Miałam wrażenie, że ze wszystkich otworów mojego ciała wypłynie wodospad krwi. Nie mogłam, po prostu, nie mogłam oderwać wzroku od ich idealnych klat.
- Może poskaczemy z tamtej liny? - zaproponowałam cicho. Chłopcy tylko pokiwali głowami.
Przy świetnej muzyce, zabawa w wodzie była epicka. Wrzucanie, popychanie, podtapianie, chlapanie, było wszytko. Nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło się ciemno, a komary stały nie do zniesienia.
W drodze powrotnej atmosfera znacznie się rozluźniła. Toby z Masky'm udowadniali sobie czyj skok był lepszy, a ja i Brian podśmiewaliśmy się z nich.
Niespodziewanie poczułam na swoich plecach zimną dłoń.
- Plecy ładnie się zagoiły, ale zostaną ci okropne blizny.
- Nie szkodzi, dziękuję, że mi pomogłeś.
- Nie ma sprawy, zastanawiam się... Kto mógł to zrobić i dlaczego.
- Sama chciałbym wiedzieć.
Przed snem pochłoneliśmy tonę jedzenia i próbowaliśmy ustalić kto z kim śpi. Koców nie było wystarczająco musieliśmy spać po dwie osoby.
- Niech Toby śpi w bagażniku!
- Nikt nie będzie spał w aucie! - warknął Hoody i trzepnął brata w głowę.
Po długich i nużących negocjacjach, ustaliliśmy, że dzisiaj będę spała z Masky'm, a jutro z Toby'm...
Nie spaliśmy jeszcze, gdyż Toby zaczął oskarżać Tim'a o nieprzyzwoite zachowanie względem mnie. Wytłumaczyłam mu, że opisuję Masky'emu konstelacje, ostatecznie cała nasza czwórka siedziała na kamieniach i podziwiała jeszcze długo gwiazdy. Nie zorientowałam się kiedy słodko zasnęłam. O poranku dowiedziałam się od ptaków, których śpiew wesoło rozbrzmiewał w lesie. Obudziłam się przytulona do dłoni Masky'ego on natomiast kurczowo trzymał się mojej drugiej dłoni. Zaśmiałam się pod nosem, wyśliznęłam się i poszłam się umyć. Następnie obudziłam wszystkie śpiochy. Gdy wszyscy byli już w miarę ogarnięci, spakowaliśmy się do wycieczki. Nawigtorem został na nasze słodkie nieszczęście Toby Rogers. Dlaczego niestety? To wyjaśnia sytuację, dlaczego drugą noc spędziliśmy na drzewach. Tak... Na drzewach. Pieliśmy się coraz wyżej, wzdłuż źródła. Otaczała nas nieziemska przyroda. Zrobiliśmy kilka przerw na posiłek i godzinny sen w cieniu drzew. Słońce prażyło, co odbierało nam sił, szczególnie, że Toby wybierał najtrudniejsze szlaki. Znacznie oddaliliśmy się od obozu i gdy słońce zaczynało opadać uznaliśmy, że czas wracać. Zaczynało mi coś nie grać, gdy Toby podrapał się w głowę, obserwując mapę i teren. Dyskretnie do niego podeszłam, żeby nie wzbudzić podejrzeń u reszty.
- Wszystko w porządku?
Chciał mi odpowiedzieć, jednak przerwał nam podekscytowany Masky.
- Ogarnijcie jaka jaskinia. Chdźcicie szybko! - mrugnęłam tylko oczami, a moi kompani przeskoczyli już strumyk i biegli do jaskini.
Czekałam przed wyjściem przez dziesięć minut, nie miałam zamiaru mieszać się do ich głupot. W końcu moją ciekawość przyciągnęły ich śmiechy. Powoli i ostrożnie zakradałam się do nich, jednak to co zauważyłam powaliło mnie na kolana z otwartą buzią i rozpoczęło palpitacje serca. Niedźwiedź... Tam spał wielki gryzli, a na nim proxy.... Toby siedział mu na karku i udawał, że go ujeżdża, Masky gmyrał mu kijem w nosie, a następnie wpychał do pyska obnażając wielkie kły. Najwyraźniej udwał, że miś wcina swoje kozy. Nigdy nie widziałam, żeby z Toby'm razem mieli z czegoś taki ubaw. Hoody też nie był lepszy. Podnosił ogon misiowi i niską wydawał odgłos imitujący bąki.
- Co wy robicie?! On was rozszarpie?! - darłam się zciszonym głosem.
Niestety żaden z nich mnie nie usłyszał za to niedźwiedź tak... I o dziwo wcale nie przypadły mu do gustu zabawy chłopaków. Wialiśmy, aż kurzyło się za nami, tylko mi nie było do śmiechu. Sytuacja była poważna, a Ci się śmieją i przybijają piątki. Udało nam się schronić wspinając się na drzewa. Musieliśmy tam spędzić całą, długą noc pod nadzorem miśka, króry czynnie nas obserwował z ziemi. Nie mogliśmy nawet ze sobą gadać. Jakimś cudem przetrwaliśmy do rana, miałam wrażenie, że padniemy z nudów... Po zejściu z drzewa obdarzyłam chłopaków kuksańcem w brzuch. Później jakoś doczołgaliśmy się do obozu. Drogę znaleźliśmy jedynie dzięki dymowi z resztek ogniska.
Cała ta sprawa zakończyła się nie najgorzej, co prawda odchodziliśmy od zmysłów, wielogodzinny marsz ostro dał się we znaki. Ale byliśmy zadowoleni, bo było co opowiadać.
Spakowaliśmy się i bez zbędnych kłótni o miejsca wsiedliśmy do auta. Bez pytania położyłam się na kolanach Toby'ego, który siedział ze mną z tyłu i zasnęłam. Jednym słowem zasłużyłam!
KONIEC SEZONU PIERWSZEGO
-------------------------------------------------------
Rozdział oddaję do opinii publicznej :)
Pozdrawiam Ola ❤
Nudno tam nie było XD
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały! :3
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKreeewwwwww!Dużo krwiiiiii!Alice,że mnie JUŻ wypływa krew!xD
OdpowiedzUsuńW sam raz się składa,bo mam już prawie skończone fanarta ;3 Kilka nieprzespanych nocy się opłaciło xDSezon 1 był zarąbisty!Dużo krwiiiiii i humoru!Yay!Już czekam na 2!A jak opisywałaś chłopaków,to aż poczułam,że krew sama napływa do nosa!xD Ty masz to coś!Nadsyłać cenę i buzię:**
Haha bardzo dziękuję! W nowym sezonie będzie duuużo się działo xd dziękuję za wszystko i czekam na arta kiski lovki ananaski!!! ❤❤❤
UsuńBoże,te poprawy językowe w telefonie -,-
OdpowiedzUsuń*Nadsyłam wenę i buraczki:**
*skończonego fanarta
*buziaczki :** xD
UsuńOoo, biwak! Ya~y!
OdpowiedzUsuńTo Hoddie ma twarz?!!!?!?!
Nie martw się Alice, ja też nie wiedziałam o.O
Toby w bagażniku był najlepszy XD a potem Masky "Utopmy Toby'ego" XD nie wierzę :'D...
To było genialne!!!
Mhmmm, scena na plaży... :3 niceeee XD
Ale E.J. mnie zaintrygował... Jejuuu ja tak bardzo chciałabym wiedzieć więcej o Alice...
Sezon pierwszy był boskiiii i epicki *.* genialny <3!!!!
Czekam na wyjaśnienia i sezon 2 :3...
Czeka Cię duuużo niespodzianek w 2 sezonie haha wytrzymaj jeszcze troszkę buahahahahahaha także dziękuję i do następnego :)
Usuń"No no, nikt inny nie jadł moich nerek z takim smakiem" najlepsze xd
OdpowiedzUsuńJak chcesz to podrzucę Ci kilka :D
UsuńYey! Przeczytałam i myśle, że… wyszło ci super!
OdpowiedzUsuń