Sytuacja zrobiła się bardzo niezręczna, gdy Clockwork wróciła do domu. L.J. natomiast nie miał do mnie najmniejszego żalu, chyba zdobyłam jego szcunek. Przeszedł obok i pomachał do mnie. Od tego momentu witał się za mną każdego dnia. Oczywiście sami się nie wydostali, pomogli im Proxy. Coż... tak pozatym nie powracaliśmy do tego temtu. Slenderman poprosił Clockwork na długą rozmowę, później jej nie widziałam. Mogłam się w końcu ogarnąć, umyłam się i ubrałam w normalne ciuchy. Hoody pozszywał mi kilka ran, a resztę opatrzył. Wyglądałam jak mumia... prawie. Przemył mi dokładnie szwy i rany na plecach. Oznajmił, że gojął się całkiem całkiem i poprosił, żebym przyszła na ściągnięcię za tydziń. Atmosfera w domu znacznie rozluźniła się po wspólnym śniadaniu. W swoim pokoju leżałam na łóżku i tylko myślałam.
Kim ja jestem?
Co ja tu robię?
Dlaczego ja?
Ja tu nie pasuję?
Co Jeff wczoraj mi zrobił?
Nie doszło do gorszych myśli, gdyż usłyszałam na korytarzu kłótnię. Rozpoznałam znajomy głos Helena i kogoś jeszcze. Nagle rozległ się trzask drzwi i cisza. Wyszłam zaciekawiona na korytarz i zauważyłam latającą dwa metry nad ziemnią dziwnął postać. Gość naprawdę latał! Miał na sobie czarne jeansy, przetarte ciemne trampki i szarą bluzę. Na głowie miał oklapłą, hipsterską czapkę. Westchnął głośno i odwrócił się w moją stronę. Jego skóra była blado szara, a oczy i wnętze buzi świeciły na żółto.
- Oooo hej Alice, wszystko ok?
- Emmm... tak , jasne. A ty jesteś?
- A tak, ja jstem Puppeteer.
- Tak właściwie, to coś się stało Otisowi? - Otisowi? - zdziwił się, a następnie uśmiechnął się pogdnie
- Coś powiedziałam? - poczułam sie niepewnie, chłopak zinżył lot na wysokość mojej twarzy i zaczął podążać w stronę schodów.
- Chodź ze mną na dół, tam pogadamy.
- Ok, ale co ja powiedziałam?
- Chodzi o to... - zaczął leniwie i przeciągnął się w powietrzu - więc niewiele osób mówi do niogo po imieniu, tylko osoby, które przypadły mu do gustu. A z tego co o tobie mówił, to ciebie lubi.
- To dobrze. - starałam się wypaść obojętnie, choć tak naprawdę miałam ochotę skakać z radości. - Czemu tak się wkurzył?
- Myślę, że mogę Ci powiedzieć, ale to dłuższa historia.
- Mamy czas. - oznajmiłam kładąc na stół ciastka i mleko na zachętę.
- Ooooo ciastka - chwycił jedno, zjadł i zaczął - Więc kiedy Helen chodził jeszcze do szkoły dziciaki go strasznie męczyły, wręcz torturowały. Był to błachy powód, a tak właściwie, to nawet bez powodu. Nie miał lekko.
- Tak włściwie to chodzi o ten zegarek i prześladowanie go, chociaż on go nie ukradł i potem jego kolego spadł z dachu i ...
- Powiedział ci?!
- Jak wracaliśmy to coś wspominał.
- Ej nie zaberaj mi przyjaciela - zaśmiał się i chycił kolejne ciastko. - Skoro to wiesz, to przejdę dalej. Otis nie znosi swoich urodzin. Podłe dzieciaki zniszczyły w nim całkowicie radoaść. Nawet z tak szczególnego dnia. - Posmutniał. Skrzyżował ręce na piersi i patrzył pusto w sufit. - Szkoda gości. Chciałem zabrać go do kina czy gdzieś, ale nie... Stwierdził, że nie będzie obchodził urodzin nigdy więcej. Co ty na to? - wpatrywał się wyczekująco. Wzdrygnęłam się i podrapałam w głowę.
- Można byłoby zrobić mega przyjęcie niespodziankę gdzieś w lesie. - zaczęłam niepewnie.
- Ale on się nie zgodzi...
- A czy ktoś pyta go o zdanie? To będzie niespodzianka!
- No tak! To nawet może się udać! - od razu poprawił mu się humor. Przez następnął godzinę, żarliwie dyskutowaliśmy jak ma odbyć się przyjęcie. Zgodnie ustaliliśmy, że tort kupimy, a do jedzenia zamówimy tonę pizzy, z napojami nie było problemu. Chcieliśmy pierwsze lepsze soki i colę. Większym problemem, był prezent. Przeszliśmy się po lesie w poszukiwaniu natchnienia. Puppeteer latał na demnął i rzucał szyszkami. Opowiadał mi o Helenie. Najistotniejszym nowym faktem było to, że koleś uwielbia gwiady. Cały ten czas miałam w głowie tę myśl i aż prawie wpadłam na drzewo. Spojrzałam na nie badawczo i dotknęłam jego kory.
- Ej, jestem genialna!
- Wow - wzdrygnął się podekscytowany- Masz coś?
- Zróbmy mu taki mały domek na drzewie, taki tylko dla niego. Jakieś poduszki, koce i światełka tam wrzucimy. Damy mu kredki do i kartony i damy mu teleskop do oglądania gwiazd. Będzie przepięknie! - obruciłam się zachwycona swoim pomysłem.
- To naprawdę może wyjść! Załatwię domek i wyposażenie, a ty tort i jedzenie. - zleciał na dół, złapał mnie za ramiona i potrząsnął.
- Co?! Nie! Nie możesz sam wszystkiego robić! - zaprotestowałam dalej będąc potrząsana.
- A kto powiedział, że zrobię to sam? Mam znajomości! - zawołał i nagle, na chwilę wokół nas pojawiły się złote, cienkie nitki.
- Co to? - spojrzałam z zachwytem, wyglądało jak złota pajęczyna. Chciałam jej dotknąć, ale szybko złapał mnie za dłoń.
- Uważaj! Nie dotykaj! - zawołał wystraszony, dalej trzymał moją dłoń - To trochę niebezpieczne... - przyciszył głos, znacznie zbliżając się. Uśmiechnął się przekornie i cofnął się. - Ja to załatwię, zajmę się tym.
Rozdzieliliśmy się. Poszłam szybko do pierwszej lepszej cukierni i wybrałam tort ozdobiony białą masą. Poprosiłam sprzedawczynię, żeby czerwonym lukrem namalowała "krwawy uśmiech" taki ma Otis na masce. Kobieta dziwnie na mnie popatrzyła i zabrała się do pracy.
- Jakiś morderca, wariat ma podobną maskę - zaczęła podejrzliwie.
- Tak to prawda - zaczęłam spokojnie - A dokładnie to Bloody Painter, okropny typ - zmarszczyłam czoło.
- Huh? - popatrzyła zdziwiona - więc dlaczego ten wzór? - na chwilę oderwała się od pracy.
- A co mogę zrobić, jeśli moja przyjaciółka go uwielbia? - okłamałam ją. - Oh to jedna z tych no...
- Fangirl?
- Tak, tak. Całkiem się im poprzewracało w głowach.
- Co zrobić... - zapłaciłam, podziękowałam i wyszłam. Rozglądałam się, nie widziałam nigdzie Puppeter'a. Postanowiłam zamówić pizzę na następny dzień. Zaszalałam i zamówiłam 30 dużych z każdego rodzaju. Z nudów poszłam też do sklepów z ubraniami i kupiłam sobie małą czarną. Skromnie mówiąc wyglądałam całkiem całkiem. Nadal nie było Puppeteera. Stałam na ulicy i rozglądałam się po ulicy. To była kolejna szansa do ucieczki, ale nie... Usiadłam na krawężniku i postanowiłam poczekać. Ściemniło się, zaczęłam się martwić, że nie zdążymy z budową domku. Niespodziewanie za swoimi plecami usłyszałam gburawy głos. Dobiegał zza zaułka. Schowałam tort za krzakami i poszłam za dzwiękim. Zobaczyłam coś okropnego. Młoda kobieta była na pół naga, przyparta do ściany z nożem pod gardłem. Napastnik był wysoki i gruby. To mnie obrzydzało i niepozwalało bezczynnie stać. Wściekłoś i odraza cały czas wzrastały.
- Hej dupku! - wydarłam się w końcu bardzo pewnym głosem. Zarówno ofiara jaki i napastnik odwrócili się.
- A co ty tu robisz mała suko?! Chętna!? - nic mu nie odpowiedziłam i z wielką prędkością biegłam na gwałciciela. Wyciągnęłam nóż (Masky kazał mi go nosić, zagroził, że będzie za mnął chodzić krok w krok, bo boi się, że ktoś mnie napadnie i nie będę mogła się obronić.) i schowałam za plecami. Wyskoczyłam w biegu i kopnęłam w twarz zboka. Upadł. Dostał kilkakrotnie nogą po głowie i brzuchu na koniec wbiłam mu nóż w lewą dłoń, żeby nie mógł się ruszać.
- Radzę nie uciekać.- mruknęłam do niego i odróciłam w stronę kobiety.
- W-wszysko oook... - ale jej nie było, biegła z rękami uniesionymi ku górze i darła się w niebogłosy. Walnęłam się w czoło i wyszłam z szemranej alejki.
- Tak to jest jak chcesz komuś pomóc...Ale zrobiłam dobrze... chyba.
Nadal czekałam, zabrałąm tort i uciekłam na dach. Miałam doskonały widok na policję i karetkę, które zabierają poturbowanego gwałciciela. Jednak najbardziej zainteresowała mnie rozmowa dwuch policjantów.
- Nie mam pojęcia kto to mógł być.
- Może ta cała Nina the killer?
- Super fanka Jeff'a? - pokiwał przecząco głową.
- Nie... nie pasuje do opisu.
- Obstawiałbym zwykłego ulicznego mordercę, ale zastanawiam sie czy to nie- zciszył głos - Shadow.
- Niby tak, ale Shadow zabiłaby go.
- Może miała dobry dzień.
- Heh może. Tak pozatym to nawet ją lubie. Tam gdzie policja nie ma wpływa, a trzeba się kogoś pozbyć, ona to zrobi.
- Nawet tak nie mów! Nie można nikogo zabijać!
- Tak wiem, ale są takie momenty... - nie słuchałam dalej.
- Znów ta wzmianka o Shadow... ona zabija... tych złych? To głupie! I to niby ja?! Każdy mi to powtarza. I to by wyjaśniało co robię u Slenderman'a. Jestem już tak blisko!
Chwilę później wrócił Puppeter i powiedział, że spóźnił się, bo miał okazję, dzięki, której ktoś zbudował domek za nas.
- Jak to? - nic nie odpowiedział chłopak otworzył pudło z tortem i chchiał zjeść trochę masy. Walnęłam go w dłoń.- Oj, bo po łapach! Gadaj co zrobiłeś! - byłam bardzo podekscytowana.
Podekscytowany złapał mnie za rękę i poleciał w górę. Wziął mnie na ręce i uniósł ponad domy. Zapiszczałam cichutko i złapałam go za szyję. Wiatr powiał i moje włosy poleciały mu na twarz. Zrobiło mi się głupio i przeprosiłam go szybko, na co chłopak się zaśmiał. Nigdy nie latałam... To normalne... Ale z zachwytem napawałam się każdą chwilą latając.
- Jeszcze nie raz ze mną polatasz. - powiedział z uśmiechem Puppeteer, odstawiając mnie na ziemię. Wylądowaliśmy przed drzewem z domkiem. Mały i przytulny, był idealny. Wewnątrz było wszytko o czym mówiłam. Odeszliśmy jak najdalej od niego, żeby poszukać miejsca gdzie zrobimy właściwą imprezę. Zasuwaliśmy całą noc, żeby udekorować stół, zgrać muzykę, znieść koce, gry i dosłownie wszystko... Wieczorkiem, porozstawiałam strzałki po całym domu i podwórku strzałki prowadzące na party. Zapiszczałam na cały głos i uciekłam z domu. Przynęta zadziałała, bo zaraz potem zauważyłam przez okno jak wszyscy zebrali się i dociekają o co chodzi. Zauważyli strzełki i szli za nimi. Ja dołączyłam do Puppeteera, który dokańczał dekoracje. Kazałam mu się pośpieszyć z rozwieszaniem światełek, bo goście zaraz będą. Kazał sobie pomóc, ale niezbyt nam to wyszło, bo zaplątaliśmy się w nie. Byliśmy bardzo ściśnięci, było bardzo niezręcznie. Próbowaliśmy się wyplątać, ale było coraz gorzej. Doszły nas głosy naszych znajomych i wkrótce się pojawili. Stanęli jak wryci i nie wiedzieli o co chodzi. Popatrzyliśmy na siebie z Puppetee'rem i razem krzyknęliśmy..
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO HELEN!!! STO LAT!!!
Gapili się nadal na tę dziwną sytuację, ale załapali co się stało i zaczęli śpiewać Sto lat.
Jedyne o czym było warto pamiętać, to to, że Otis ściągnął maskę i na jego twarzy pojawił się piękny, szeroki uśmiech.
Zabawa trwała w najlepsze, gdy już nas rozplątali. Muzyka, gry, tona jedzenia.
Prezent specjalny miałam dać lub raczej pokazać Helen'owi ja. Ustaliliśmy, że zrobię to po przyjęciu, jak wszyscy się rozejdął.
Chciałam wyjaśnić pewną sprawę z Jeffem. Odciagnęłam go od , Maskyego i Bena. Odlożył picie i palną coś dziwnego.
- Oczywiście, że z tobą zatańczę. - Chwycił mnie jakby do tańca. - No co tam chcesz?
- Możesz mi wyjaśnić co zrobiłeś że mną w tamtym szpitalu?
- Ah, a Ty dalej o tym. Mówiłem, że musisz dorosnąć. - obawiałam się, że mogło dojść do czegoś nieprzyzwoitego. -Przecież ja się nie całowałam, a co dopiero... Nie nie...
Odepchnęłam go i cofnęłam się kilka kroków. Chyba zrobiłam bardzo zdesperowaną i nieco przestraszoną minę, chyba chłopak to dostrzegł. Podszedł i położył mi dłoń na głowie, usiosłam ją i patrzyłam mu prosto w oczy. Teraz miał spokojny wyraz twarzy, aż czuły. Nie wiedziałam co powiedzieć, czekałam na jego reakcję. Zbliżył się swoją twarz do mojej.
- Nie zrobiłbym Ci nic, co mogłoby cię zranić. Nigdy... Tego nie zrobię. - otworzył usta, żeby kontynuować, ale ktoś nam przerwał.
- Przestańcie na chwilę randkować i jedzcie tort! - zawołał Slender. Speszyliśmy się i poszliśmy coś zjeść.
- Przyjdę potem do Ciebie. - dodał uśmiechając się. - U mnie jest trochę bałagan.
- Już się boję - czułam silny niepokój.
Posłuchaliśmy muzyki, wszyscy tańczyli i zajadali się no i pili. Zabawa była genialna, ale nadal przejmowałam się Jeff'em i tym, że uratowałam jakąś laske. Ona nawet nie podziękowała, aż tak się bała. Gdy inni się bawili, ja nie mogłam, zaczęłam sprzątać pudełka po pizzy. W miarę ogarnęłam i dalej sprzatałam szklanki. Cały czas po głowie chodziły mi męczące myśli. Westchnęłam i usiadłam na stole. Chłopcy grali w rugby. Nie mam pojęcia kto z kim grał, ani na jakich dokładnie zasadach grali. Chyba polegało na tym, że kto ma piłkę, obrywa od wszystkich. Czyjaś postać krzyknęła, że pasuje i szła w moją stronę. W ciemności wyglądał jak Masky lub Otis. Ale szedł tu Toby. Pomachał do mnie i usiadł tuż obok. Podałam mu wodę, bo był nieźle zmachany po meczu.
- Jestem pod wrażeniem, każdy się świetnie bawi! Bloody Painter bardzo się cieszy... Jak nigdy. Myślę, że powinniśmy obchodzić urodziny, normalnie tego nie robimy. - posmętniał i łyknął picia.
- A kiedy ty masz urodziny? - spytałam cicho nieco się rumieniąc. Toby zadławił się wodą i wypluł ją.
- Oooo... Eeee... Haha... A czy to ważne?
- O-oczywiście, że tak.
- Ale nikt ich nie obchodzi. - zaśmiał się nie pewnie zaczesując włosy.
- To ja zacznę. - brakowało mi tchu z nerwów.
- Dziękuję... - powiedział cicho i zagapił się na mnie przez dłuższy czas. Nagle złapał mnie i przyciągnął do siebie, żeby mocno mnie przytulić. - 28 kwietnia.
- Zapamiętam. - odparłam i polożyłam mu swoją głowę na ramieniu. Chłopak zrobił na to samo. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale potrzebowałam się do kogoś przytulić.
Gdy mnie puścił oboje spóściliśmy głowy. Nastała niezręczna cisza.
- Słuchaj, Alice... Bo cały dzień... Chciałam... Szukałem cię... I chciałem spytać... - bardzo się jąkał - i jest dobra okazja, żeby spy.... - był cały czerwony, ale cały czas patrzył mi w oczy. Ściskał ręce, szybko oddychał, tak jak ja...
- O co chodzi?! - chłopak głęboko westchnął.
- Jutro jest świetny film w kinie i bardzo chciałabym, żebyś poszła ze mną. - w końcu wydusił z siebie. Po czym bez cienia ulgi wpatrywał się licząc na odpowiedź. Momentalnie rozpaliłam się i nie wiedziałam co odpowiedzieć.
------------------------------------------------------
Niech będzie trochę romantycznie xd heh
Bardzo bardzo bardzo przepraszam, że tyle czekaliście.
Kolejny rozdział z Toby'm
Pozdrawiam Ola
Toby ty casanovo, żartuję... to wielki romantico. xD Rozdział super i nie mogę się doczekać tej akcji z Clockwork. A po za tym to przeczytałam jej creepypaste i nie było tak źle. Nie chwaląc się mam za tydzień w piątek urodziny. :3 Przesyłam duuuuuuuużo wenyyyyyyyyyy! c:
OdpowiedzUsuńMasz urodziny?! Super! Ja to sobie zapamiętam za pozwoleniem! Dzięki dzięki za wenę! A ta akcja z Clocky już niedługo ;)
UsuńPlay Tenshi-ja mam w środę,27 stycznia xD
OdpowiedzUsuńHelen,dlaczego ty nie jesteś tak romantico?To ja jestem tutaj twym wiernym fangirlsem(czyżby Alice wspomniała o mnie?xD)łącze cię ze wszystkimi postaciami a ty co?
Maż iść do Alice i to powiedzieć:Shut up and sleep with me xD
Rozdział epicki!Krew lała się z nosa,niczym z Mikagura School Suite xD
przesyłam pozytywne myśli,wenę i całuski:**
Na każdego przyjdzie czas, nawet na Helen'a - gwarantuję krew z nosa ^^
UsuńTwoje urodzinki też sb zapamiętam i bardzo dziękuję!!!
I ten moment kiedy ty też masz urodziny 28 kwietnia... xD Rozdział fajny, życzę dużo weny ^^
OdpowiedzUsuńSerio masz urodziny wtedy kiedy Toby??? (Tak było w oryginalnej historii) :o zaaazdro! I bardzo dziękuję!
UsuńSpóźniłam się tak trochu ale jestem! To się liczy XD
OdpowiedzUsuńWięc serdecznie Cię witam ^^
Lalkarz! Wreszcie, jak ja go lubię :D.
No i przemiana L. J... :3
I teraz proszę o chwilkę żebym mogła poukładać myśli...
To Jeff czy Toby?! XD, jeszcze Helen do tego... O Boże, na ile frontów jedzie Alice? XD
Jacie, cały rozdział to takie agfdjskl... KAWAII!!! <3
Epickoooo!!!! :D
Pisz dalej i jak najszybciej wstawiaj następny rozdział, plosiem *oczy jak kot że Shreka*
Ej no i mam nadzieję że Alice to jednak przyjmie zaproszenie Toby'ego... :3 no weź nie zasmucaj biednego Toby'ego, Alice...
Papatki :*
Hahaha potrzymam Cię w niepewności jeszcze trochę :)
UsuńAlice idzie cały czas prosto, ma niestety pecha i wpadają na nią te chłopaki XD
Postaram się szybko wstawić! I bardzo dziękuję :)