Po wyjściu z cyrku Alice uznała, że nie ma zamiaru mieszkać z mordercami. Okradła dom jakichś bogatych ludzi w mieście, przemolowała na blond i wyprostowała włosy. Kupiła niebieskie soczewki i trochę ciuchów. Jak najszybciej wyruszyła na lotnisko i kupiła bilet do Tokio. Zamieszkała w centrum miasta i znalazła przyzwoitą pracę. Ani Slender, ani jego mali pomocnicy nigdy nie spotkali już Alice.
Koniec
Rzeczywistość nagle mnie oświeciła. Zdałam sobie sprawę, że nie mam ani pieniądze, ani domu, oraz w dalszym ciągu nie wiem kim jestem. Postanowiłam wyjść z lasu i poszwędać się mieści. Nie znałam drogi do domu Slendera więc wolałam poczekać na kogoś kto mnie znajdzie. Lampy na oświetlały przedmieście, którego nie znałam, były moim jedynym towarzystwem. Przejrzałem się w jednym z samochodów, sama się przestraszyłam na swój widok. Maź, ktorą poczułam na twarzy stała się rozmytym już mrocznym makijażem. Obmyłam twarz i dłonie z krwi w kałuży. Podarłam tiul w sukience, dzięki temu wyglądałam całkiem zwyczajnie. Bez celu przechadzałam się po mieście szukając sobie rozrywki. Moją uwagę zwrócił świecący się szyld "Night Club". Ominełam go, ale po chwili zawrociłam.
- Czemu by się nie zbawić? Chcę potańczyć!
Tak się zaczęłam moją nocna impreza. W tłumie ludzi dopchałam się do baru. Bez dowodu sprzedali mi alkohol. Wypiłam kilka kieliszków i od razu poczułam się szczęśliwsza.
- Za Clockwork i Jack'a! Chciałabym zapomnieć o tym koszmarnym dniu...
Następnie tańczyłam z jakimiś dziewczynami, trochę sama i z jakimiś chłopakami. Było miło, niestety co jakiś czas okropne myśli powracały. W takich chwilach pozwalałam sobie na kolejne trunki. Nie byłam jednak tak wielką desperatką, żeby upić się do nieprzytomności, zachowałam resztki rozsądku. Czułam się super, tak normalnie, jak zwykła, głupiutka nastolatka. Puszczali świetne kawałki do żywego tańca. Nie mogłam się oprzeć i po prostu, tańczyłam! Jakiś czas później póścili nową piosenkę Adele, Hello. Smutna schodziłam z parkietu i zmierzałam do barku. Nagle poczułam jak ktoś ciągnie mnie na sam środek i przytula. Nawet nie zdążyłam sprawdzić kto to, bo położył mi głowę na szyi.
- Proszę zatańcz ze mną. - powiedział, poczułam od niego alkohol.
- Eee co mi tam! - piosenka trwała, ja byłam, zadowolona tańczący z nieznajomym.
Połowa piosenki minęła, a ja za sobą usłyszałam.
- Dobra, koniec tego. - osoba pociągnęła mnie za ramię i prowadziła do wyjścia
- Nieeeeee ja chcę zostać! - zaprotestowałam lekko bełkocząc - nawet nie wiem ktoś ty! - zrobiłam obrażoną minę. Ktoś odwrócił się, ale ujrzałam tylko zakapturzonął postać.
- Chodźmy stąd - dodał spokojnie
- Ja dalej nie wiem kim jesteś! - zaśmiałam się nie wiedzieć czemu, po czym przysunęłam się do gościa i zwinnie ściągnęłam mu kaptur. Chłopak zrobił przerażoną minę i schował swoją twarz w moim ramieniu.
- Mi możesz się zawsze wypłakać , Jeff. - poklepałam go w ramię.
- Nie oto chodzi! - wyszeptał - tu jest za dużo ludzi, nie chcę, żeby ktoś mnie zauważył. - zaciągnął kaptur i wyprostował się - chodźmy stąd jak najszybciej.
- Nieeee! - wyrwałam mu się - dopóki ze mną nie zatańczysz! - obruciłam się, chłopak poderwał mnie z ziemi i zarzucił sobie przez ramię. - Cooo ty robisz?! Mieliśmy tańczyć!!! Jeeeeeff!!! - tłukłam go w plecy pięściami.
Trzymał mnie przez całą drogę do nie mam pojęcia gdzie... Podśpiewywałam sobie cichutko piosenki Nirvany i rysowałam mu wzorki na plecach. Potem ze zmęczenia zasnęłam.
- O mój żołądek... - zakasłałam budząc się, następnie przewróciłam się na drugi bok . Zwilżyłam usta śliną, usiadłam na łóżku i rozciągnęłam się. Coś mnie zapiekło.
- Ał... ał... Ałałałałał! Piekła mnie klatka piersiowa, szybko odsłoniłam bluzkę i zobaczyłam wycięte malutkie serduszko na skórze.
- Okey...okey... - powiedziałam poirytowana głośno i wzięłam ręce do góry. - wychodzę! - dodałam stanowczo.
Chciałam otworzyć drzwi, ale ktoś zrobił to za mnie, przy czym nieźle przygrzmocił mi w czoło. Cofnęłam się i zaczęłam pocierać bolące miejsce. Buczałam zła i zdezorientowana. Usłyszałam piski. Do mojego pokoju wbiegła dziewczyna wyższa ode mnie, cała zapłakana. Miała śliczne, długie, rude włosy. Zamknęła drzwi i usiadła przy nich.
- Yyyy cześć... - zaczęłam obojętnie na co ona się rozpłakała - Uspokój się...
- Tak się cieszę, że nie jestem tu sama! - zapiszczała, ewidentnie była przestraszona.
- O czym ty mówisz?
- Och rozumiem, dopiero się obudziłaś. Zaraz wszytko Ci opowiem, ale musisz zachować spokój. - ręce się jej trzęsły
- Ooo nie wiem czy dam radę... - ziewnęłam znudzona
- Jestem Alex - wstała z podłogi i z miłym uśmiechem podała mi rękę.
- Eeeemmmm, jestem Kate... - palnęłam cokolwiek - tooo co się tu dzieje? - opadłam na łóżko.
- Och - mina jej zbladła - wczoraj wieczorem wracałam od chłopaka...
- Fascynująca...
- I zobaczyłem jak ktoś niesie cię do opuszczonego szpitala psychiatrycznego na obrzeżach lasu. Postanowiłam go śledzić, bo wydało mi się to dziwne. Schowałam się za ścianą, kiedy koleś kładł cię tu.
Gdy ściągnął kaptur... Ja... Ja rozpoznałam go! - rozpłakała się całkiem - To JEFF THE KILLER!!!
- Ona tak serio?
- On nas zabije!!!
- Aaaaa... To straszne - mruknęłam
- He he ja jestem bezpieczna. Jednak... Muszę udawać, że się przejmuję.
- Czy on wie, że tu jestem?
- Tak... Przez kilka godzin uciekam mu po całym szpitalu!
- Ohh biedna... - przytuliłam ją mocno
- A ty Jeff masz przewalone... Kto wie co mi zrobił jak spałam. - zacisnęłam pięść - ja już cię znajdę... I....i .... Dalej się pomyśli.
- Więc to jest szpital?
- Taaaak! - zaszlochała
- Heh ambitne Jeff. Osobiście nie boję się lasu, czy domu opuszczonego, czy pełnego wariatów. Jednak panicznie boję się starych szpitali. Dziena Jeff.
- Cóż. Nie możemy tu zostać.
- R-racja.
Szłyśmy na paluszkach.
Boję się szpitali. Białe, zimne płytki. Opuszczone pokoje. Krew na ścianach... Chwila... Co?!
"Go to sleep"
"Jeff the killer"
- Jeff jesteś najgorszym pranksterem.
Metowe łóżka szpitalne.
Szklane szafki.
Wszystko tu jest straszne i bezduszne.
- Idę po ciebie Jeff... - to znaczy nie do końca. Ta dziewczyna ciągnęła mnie za rękę. Była taka zimna i przestraszona. Współczułam jej, chciałabym, żeby mogła uciec. Jednak wtedy zapewne nie wróciłabym do "domu".
- Nudy, nudy, nudy... - gadałam do siebie w myślach, gdy okrążałyśmy korytarz po raz setny.
Zasypiałam na stojąco, gdy nagle usłyszałam pisk i zgrzyt. Chwilę potem ruda miała nóż w gardle. Odruchowo odepchnęłam ją i cofnęłam się kilka kroków. Zniesmaczona patrzyłam jak krew z niej wypływa.
- Szukałem cię. - zza rogu wyłonił się Jeff - Jak miło, że wstałaś. - poklepał mnie po głowie -Wyspałaś się?
- Co to jest?! - przerwałam, odsłaniając dekolt. Chłopak podrapał się po głowie i krzywo się uśmiechnął.
- Nie wiem o czym mówisz... Jesteś płaska, nie masz się czym chwalić! - zrobiłam kwaśnął minę. - No co?! Przecież nie kłamię! - zaśmiał się, po czym wyciągnał nóż z ciała martwej już dziewczyny i machnął na mnie ręką. - No choć, zaplanowałem cóś na dzisiejszą noc, będzie hmmm.... Bardzo wesoło.
- Ehhhhh... - spuściłam głowę i powoli sunęłam za chłopakiem, który wesoło pogwizdywał.
Po drodze szturchałam go, chciałam się dowiedzieć, co się stało, gdy zniósł mnie do szpitala. Na próżno. Uśmiechał się i kładł mi rękę na głowę.
- Jak będziesz dorosła to ci powiem.
- Nie jestem dzieckiem. Przestań!! - na tym kończyła się dyskusja, chłopak wtedy zaczynał nucić pod nosem.
- Nauczę cię jak zabijać w stylu Jeff'a. - wypiął się dumnie i wskazał kciukiem na siebie.
- Aaaa... Fajnie...
- Boże... Jestem taka głodna!!!
- Uś-miech-nij się! Trochę więcej entuzjazmu! - zawołał i popukał mnie w czubek głowy.
- Nooo dobra - powiedziałam odniechcenia i Jeff pomógł mi zgrabmnie wskoczyć przez okno do jakiegoś domu. Weszliśmy do salonu.
- Chodź za mną, musisz być bardzo bardzo cicho. A teraz patrz i ucz się. -.wyazeptał i szedł po schodach na górę. Był dosłownie niesłyszalny. Szłam za nim, ale w połowie drogi na górę zawróciłam na dół w poszukiwaniu kuchni. Ci państwo mieli lodówkę XXL, po brzegi i wypełnioną jedzeniem. Potarłam ręce i zaczęłam zajadać się zimną piszą. Potem zabrałam melona, rozcięłam na pół i drążyłam łyżeczką. Usiadłam przy stole i machałam zadowolona nogami. Nagle usłyszałam głośne kroki na schodach. Zerwałam się przewracając krzesło i przycinągnęłam owoc do siebie.
- Alice!? - rozległ się jakby zmartwiony krzyk Jeffa i wbiegł do kuchni. Popatrzył na mnie i walnął się w czoło.
- No co? Głodna jestem! -.zawołałam z wypchaną buzią
- Co ty robisz?!
- Jem!
- Dlaczego?!
- A co? Martwiłeś się? - uniosłam kilka razy brwi.
- N-nie. Wychozimy stąd.
Następny dom był kilka kilometrów dalej. Weszliśmy tylnym wejściem przez kuchnię.
- Chcesz coś jeszcze zjeść? - spytał ironicznie.
- Co, co? Aaa nieee, już się najadłam. - uśmiechnęłam się pogodnie.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do pokoju, gdzie spał jakiś nastolatek.
- Parz i ucz się. - zaczął i wyciągnął swój ukochany nóż.
Patrzyłam przez chwilę jak Jeff zakrada się do chłopaka. Moją uwagę jednak przykuł regał obok okna. Gość miał niesamowitą kolekcję komiksów Batmana. Nie mogłam się powstrzymać, na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Czytałam z wielkim zacieszem "Batman under the red hood" i dosłownie rozpływałam się. Nagle poczułam dłoń na ramieniu.
- A-alice! - krzyknął przyduszonym głosem
- Chwila...
- Co ty robisz?!
- Chwila, czytam. - Spojrzałam na niego, a on skarcił mnie, udarzając lekko w głowę innym komiksem.
- Idzemy.
W kolejnym domy, Jeff kazał zostać mi na korytarzu, na chwilę. Mnie oświeciło, że gdzieś teraz leci w TV, "Harry Potter i książę półkrwi". Kocham Malfoya, dlatego rozsiadłam się w kanapie i oglądałam. Po jakichś Dwudziestu minutach, ktoś pociągnął mnie za ucho i ciagnął do wyjścia.
- Ał ... Ał... Ałałałałał... Tooo booli. - zajęczałam
Szliśmy sobie przez osiedle. Cały czas podśmiewywałam się z Jeffa. On zaczął mnie dusić i trzeć pięścią głowę. Nasz spacerek przerwał, blask świateł od auta. Zobaczyliśmy, że na dachu samochodu stoi i się święci kogut. Z pojazdu wybiegli policjanci i mierzyli w nas bronią. Chyba ktoś zdarzył się zorientować, że sławny Jeff the Killer biega po osiedlu i zabija.
- To twoja wina Jeff.
- Co?! Nie!!! - machnął rękami oburzony - Wiej!!! - pociągnął mnie za rękę i biegł w stronę lasu. Słyszeliśmy strzały i syrenę. Jeff był w stu procentach poważny za to ja nie mogłam przestać się śmiać. Zatrzymaliśmy się dopiero głęboko w lesie, gdy się upewniliśmy, że nas nie ściągajął. Dyszałam ze śmiechu i za zmęczenia, Jeff co jakiś czas bił mnie rozbawiony po głowie. Cieszyłam kiedy mogłam paść na kanapę w salonie.
Jeff oznajmił, że idzie się umyć i przebrać, coż był cały we krwi...
- Emmmm.... Alice - stanął w połowie schodów i zaczął - trochę cię nie było i tak właściwie to co się stało z Laughing Jack'iem i Clockwork?
Leżałam i zastanawiałam się o czym mówi do mnie Jeff. Nagle oświeciło mnie.
- Łoooooooooooo! - usiadłam gwałtownie i spojrzałam na Jeffa, z dziwnego powodu zaczęłam podśmiewywać się pod nosem. - N-nie mogę! - śmiałam się - P-poczekaj, bo walnę! - Dosłownie popłakałam się ze śmiechu na samą myśli o tej dwójce w malej, ciasnej klatce pod napięciem. Jeff popatrzył na mnie, usiadł na schodach i roześmiał się na cały dom.
------------------------------------------------------
Podoba się?
Sorki za błędy :/
I oczywiście Pozdrawiam, Ola ❤
Haha, ja mam refleks :D!
OdpowiedzUsuńWięc niezmiernie się cieszę iż jest już rozdział. I to z Jeffem! Uśmiech na mordce :D!
Marzenia Alice są kreatywne, żeby okraść jakiś dom i przefarbować włosy a na końcu polecieć do Tokio... XD
Yay! Opuszczony psychiatryk!!! Na krańcu lasu! To właśnie jest moja ulubiona sceneria :3 XD
Haha, a co ona robiła w tych domach! Raz jadła, raz czytała Bat-mana, raz oglądała HP... Nie ma to jak wypadzik na morderstwa w stylu pana J. :D
Uwielbiam Alice i uwielbiam Jeffa więc wychodzi na to że uwielbiam ten rozdział (jak wszystkie, w sumie :P)!
Genialna jesteś, Oleńko XD
Ciekawe z kim będzie następny rozdział... :3
Czekam!
Nie no, niech Alice się męczy, a nie jakieś podróże w środku zabawy xd Hmmm... Wychodzi na to, że muszę napisać coś więcej o psychiatryku :) No i Jeff się stara i organizuje wszystko, ale sorry nie wygrał z HP ^^
UsuńJak przeczytałam ten początek to totalny mindfuck. Dosłownie myślałam, że to to zakończenie. Ale co do rozdziału to ryłam się z tego jak ona zachowywała się kiedy Jeff chciał jej pokazać jak zabija. Normalnie łatwo się rozprasza. Ale rozdział cudowny!!! I pomysł z opuszczonym szpitalem. Mój pomysł, bo ja go w komie napisałam. :3
OdpowiedzUsuńSzpitala musi być zdecydowanie więcej xd No Alice to taki frajer, ale uwierz mi, że się stara, żeby być w miarę ogarnięta :D
UsuńBoże xxxDDD
OdpowiedzUsuńAlice rozpierdala system xD
Jesteś kochana!Ten rozdział po prostu powala na nogi,ramiona,szyję!Nigdy się tak nie uśmiałam xD
A Alice....Zrobiłaś jej wspaniały charakterek !Nic,tylko usiąść i czytać!Ja nie wiem,jak się wyrabiasz.Ja jestem tak uwalona lekcjami i zajęciami że ufufu!Jak chcesz,to możesz zrobić sobie kilka tygodni przerwy :3
I chyba jak mi odpisywałaś na komentarz pod poprzednim rozdziałem,to wyczuwaław w tych słowacg złą aurę.....GOMENASAI!Nie wiem,co ci zrobiłam,ale i tak gomen za wszystko!Wybaczysz mi?
A poza tym scena z Jeffem w klubie.....I taka krew z nosa xD Ale zarąbiście,że robisz powolutku z tego reverse harem,uwielbian ten gatunek(piszesz też chyba bloga o sf,co nie...?Koffciam tą grę<3<3<3).
Tak więc....żeby wena cię nie opuszczała!
Ave dla Małgosi,Tenshi.
Uściski dla Alice i Olci:3
No więc... Bardzo mi miło, że Ci się podoba :) i nie masz za co przepraszać!!! Miałam straszny tydzień i tamten komentarz był tak żartobliwie! Szczerze... To mam zaplanowane z góry ileś tam rozdziałów, ale najbardziej się boję, że nie będę miała o czym pisać :'(
UsuńSerdecznie zapraszam Cię na mojego bloga.
OdpowiedzUsuńMoże nie tyczy się on Creepast, ale mam nadzieje, że wpadniesz, poczytasz i skomentujesz.
zpk13.blogspot.com
Weny i do następnego!