piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 5

                  Była to jedna z bardziej specyficznych postaci.  Miał zwykłą bluzę i jeansy, ale twarz dość niejasną. A dokładniej była ciemna, czarna jakby maska, ale tak naprawdę jego twarz była czarna. Nie, nie, nie... Nie miał czarnej twarzy, była ukryta w głębi kapturka, który dokładnie ją zakrywał. Jego oczy błyszczały krwawą poświatą, tak samo uśmiech przeważnie ułożony w smutny wyraz. Badawczo mu się przyglądałam. Chyba poczuł się niezręcznie, może nawet bardzo. 
- Eee... Mam coś na twarzy? - spytał spokojnie, ja gwałtownie się cofnęłam. 
- Czy to podchwytliwe pytanie?!
- Nie, nie wszytko jest dobrze.
- Może chciałabyś spędzić jutrzejszy dzień ze mną? - Nie mogłam mu odpowiedzieć, bo kichnęłam. Akurat wtedy, nastała cisza pośród całej tej gromady. Patrzyli na mnie rozbawieni.
-  No co tylko kichnęłam!
- Kichasz jak kot. - palną Jeff
- Kichasz jak kot eneneneenneenenenen - bełkotałam pod nosem i zsunęłam się na podłogę z sofy.
- No i co ty robisz?- ciągnął
- Idę spać, źle się czuję.
- Go to sleep- wyszczerzył się od ucha do ucha. Ja zmarszczyłam oczy i pokiwałam przecząco głową.
- Hoody, ja nie czuje się zbyt dobrze...
- Właśnie widzę, choć na chwilę do mojego pokoju, dobrze? - popatrzyłam na niego z ukosa - Haha spokojnie, nie jestem Jeff'em.
- Przekonałeś mnie. - powoli poszliśmy do pokoju o ładnym, brązowym kolorze.
- Wejdź proszę - wpuścił mnie i zamknął drzwi. Znalazłam się w bardzo przytulnym miejscu. Było tu czysto i jasno. Hoody miał dużo książek i pistoletów.
- Co kto lubi. - wzruszyłam ramionami
- Usiądź proszę, mam tu coś, co bardzo szybko postawi Cię na nogi. - mówiąc to wyciągnął z pod łóżka pokaźną apteczkę.
- Po co Ci taka duża, masz tam całe wyposażenie karetki? - uśmiechnęłam się
- Bardzo często muszę opatrywać Masky'ego kiedy wracamy z jakiejś misji. Praktycznie, to opatruję każdego. Ale wolałbym, żebyśmy niezbyt często tak się spotykali.
- Nie rozumiem...
- Jeśli już muszę komuś pomóc, to ten ktoś przychodzi z bardzo ciężkimi ranami.
- Kto był ostatnim pechowcem?
- Ostatnio padło na Jeffa, a kilka dni wcześniej, byłaś ty.
- Naprawdę?!
- Tak, masz bardzo poranione plecy, prawda?
- Zgadza się, w takim razie bardzo dziękuję!
- Ooo... Emm... N-nie musisz!
- Bardzo dziękuję...
- Alice...
- Dzię- ku-ję! - zawołałam radośnie
- Oj już dobrze - zrobiło mu się głupi - A tak właściwie, to jak to się stało?
- Ja... Ja nie wiem... - nagle spoważniałam, zrobiło mi się jakoś dziwnie.
- Nie wiedziałem, wybacz.
- Nie masz za co.
- Przepraszam
- Ok...
- Przepraszam.
- Hoody!
- Przepraszam!
- HOODY! - śmiałam się - już rozumiem!
Przed wyjściem z jego pokoju, podał jakieś tabletki, kazał wypić i od razu iść spać. Podziękowałam tylko raz i od razu padłam do swojego łóżka. Rano obudziłam się wypoczęta i pełna sił. Nie widziałam co mi podał, ale czułam się super. Po przebraniu się, usłyszałam pukanie. Hoody powiedział mi przez drzwi, że będzie czekał na mnie za domem. I tak zrobiłem, zabrałam się szybko i wyszłam.
Czekał na mnie z tym samym smutnym wyrazem twarzy.
- Hej, cieszę się, że cię widzę. - zaczął.
- On się cieszy... - zrobiłam głupawą minę
- O-ooo emmm... Może tego nie widać, ale serio się cieszę.
- Rozumiem, co chcesz robić?
- Pewnie tu zostaniesz.
- Hmm... Pewnie...
- Więc, chyba trzeba nauczyć cię walczyć. Z nami znajdziesz się w wilu eee... Nietypowych sytuacjach i nie zawsze, będzie mógł Cię ktoś obronić.
- Super, dzięki!
Hoody pokazał kopnięcia, uniki, bloki i ataki. Zeszło nam trochę, ale to nie było męczące. Ten trening, był dla mnie raczej przypomnieniem. Z jakiegoś powody potrafiłam te ruchy. Okazało się, że nie jestem taka beznadziejna jak myśli Clockwork.
- Wow - sapnął Hoody i oparł się o kolana - chyba naprawdę jesteś Shadow...
- Kto to jest Shadow?! - postanowiłam nie poruszać tego tematu, tylko się uśmiechnęłam. Moim ulubionym ruchem, był cios z łokcia w brzuch w momencie, gdy przeciwnik trzyma cię od tyłu.
- No dobra, zobaczymy czy faktycznie jesteś taka sprytna. - i pobiegł w stronę lasu. Zobaczyłam jak wspina się na jedno z drzew i jak jakaś kangur skacze z gałęzi na gałąź.
- Co ty robisz! - zawołałam podekscytowana i złapałam się za głowę. - Złap mnie! - zawołał oddalając się
Chciałam wdrapać się na drzewo, ale cały czas spadałam, postanowiłam gonić go z ziemi. Zaszyłam się bardzo głęboko, ale nikogo nie znalazłam.
- Ok, Hoody!!! Wygrałeś!!! Pokaż mi się!!! HALO!!! HOODY!!! HALO!!! GDZIE JESTEŚ?! - wolałam go, ale na darmo. Spacerowałam spokojnie i dokładnie przyglądałam się koronom drzew. Wiał miły ciepły wiatr, zaciągałam się świeżym powietrzem, ptaki śpiewały, a słońce miło przygrzewało. Odwróciłam się dopiero, gdy za moimi plecami głośno pękła gałąź. Zadowolona odwróciłam się w stronę dźwięku, licząc, że Hoody odpuścił berka na drzewach.
W moją stronę rozpędzone biegło wielkie, białe monstrum. Nogi i ręce miał dziwnie powyginane na boki jak u małpy, dzięki czemu biegł z zawrotną prędkością. Kosciste, nagie ciało wielkimi susami zbliżało się do mnie.
- He... He... - zaśmiałam się słabo, nadal stałam w miejscu, postać nie zwalniała. Wyszczerzyła ostre, białe zęby i wydała z siebie ryk lub syk. Dostrzegłam długie szpony na zakrwawionych  dłoniach. Czarna oczy wprost mówiły mi: ZABIJĘ CIĘ.
- O fuck... - zapiszczałam i jak poparzona zerwałam się do ucieczki, popiskiwałam i klęłam pod nosem co jakiś czas. Kiedy brakowało mi sił lub chciałam się obrócić i sprawdzić gdzie jest on dosłownie siedział mi na karku. Oddychałam bardzo szybko i jeszcze szybciej przebierałam nogami. Przed sobą ujrzałam strumyk, starałam się wsakakiwać na kamienie i jakoś się udało, potwór jednym susem przeskoczył wodę co sprawiło, że z piskiem i z wymachem rąk skręciłam w lewo.
- Iiiiiiiiii - panikowałam, czując na sobie oddech potwora - c-co robić?! - dyszałam.
Znów napotkałam przeszkodę na swojej drodze, to był mały pagurek, był bardzo stromy, więc szybko się zsunęłam i przyległam do zbocza. Ze strachu zatkałam sobie usta dłońmi.
Liczyłam, że zgubiłam potwora. Serce mi się uspokoiło, a głowę oparłam o  piach. - - Wdech i wydech. Wdech i wydech. Spokojnie... Znajdę Hoody'iego i on mi pomoże. Spokojnie. Spokojnie.
- Spokojnie!!!! Aaaaaaaa!!!! - piszczałam jak głupia i zerwałam się na równe nogi, gdy stwór przeskoczył nade mną, odwrócił się, spędzając mnie w kozi róg. - Iiiiidź sobie!!!!
Wyskoczyłam z gąszczu na małą ścieżkę, było mi łatwiej biec. On zrobił to samo i był coraz bliżej i bliżej. Sięgał po mnie bladymi szponami.
- Nieee!!!! - darłam się dość i panikowałam. Biegnąc złapałam kij i udało mi się w niego walnąć. Gość syknął i oparł się o drzewo, pocierał bolące miejsce.
- Uhu!!! - krzyknęłam z radości i podskiczyłam w biegu. Nie przerwałam biec dopóki potwór nie zniknął mi z oczu. Spanikowana rozglądałam się czy wokół mnie tego czegoś nie ma. Chciałam wołać o pomoc, ale mogłam zostać dorwana. Zza zakrętu na tej samej drodze dostrzegłam czyjąś wyprostowaną sylwetkę. Zaczęłam biec w ta stronę. W końcu ujrzałam kto to.
- TOBY!!! TOBY!!! - biegłam jak oszalała w jego stronę. On nagle się zatrzymały i też zaczął biec w moją stronę.
Złapał mnie w biegu w tali a ja oparł się o jego klatkę piersiową i spuściłam głowę. Dyszałam przenikiwie, nie mogłam złapać oddechu. Trochę się usokoiłam w jego objęciach. Uniosłam głowę, chłopak zsunął chustkę i gogle i patrzył na mnie badawczo.
-  Toby!! Szybko musimy stąd iść! Szybko!!! - krzyczałam przestraszona - Musimy się ukryć!!! - pociągnęłam go za rękę, do dużego drzew . Schowaliśmy się za nim.
Nieco się uspokoiłam, zamknęłam oczy, oparłam się o drzewo i próbowałam się uspokoić. Nagle poczułam oddech, bardzo ciepły oddech przy swojej twarzy. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz Toby'jego tuż nad swoją. Jedną rękę miał tuż nad moją głową i opierał się na niej, drugą sięgnął do mojej twarzy. Przejechał mi palcami po policzku i odchylił  delikatnie i powoli moją brodę. Lekko przycisnął mnie swoim ciałem. Przybliżył się do moich ust i bacznie mnie obserwował. Policzki i reszta ciała momentalnie stały się gorące.
Dosłownie mnie zamurowało, dostałam ZNÓW palpitacji serca. Nie mogłam zareagować, bo... No cóż dosłownie zmarłam.
Był coraz bliżej, miał mnie...
- TO ON!!!! - krzyknęłam, gdyż kątem oka dostrzegłam białego potwora i wyrwałam się Toby'iemu ze strachu. - ZNALAZŁ MNIE!!! TOBY!!! - chwyciłam pierwszy lepszy kij, stanęłam w pozycji obronnej, gotowa walnąć stwora. Przede mną pojawił się brunet, dotknął mojej ręki i kazał zostawić kij.
- Co?!
- Spokojnie - zaczął aksamitnym głosem - Rake to Alice, mieszka z nami jest naszą przyjaciółką, nie możesz jej nigdy zabić, bo ja cię zabiję. - stwór krzywo popatrzył na mnie, machnął łapą i uciekł.
Toby dalej stał tyłem, zaśmił się i potargał sobie włosy. Odwrócił się do mnie i szybko się zbliżył. Wziął ręce do tyłu i z wielkim uśmiechem popatrzył na mnie.
- Co się mówi.
- D-dziękuję. - powiedziałam cicho, zrobiłam się cała czarwona na myśl co prawie się przed chwilą stało.
- Rake wracaj!!!! - pomyślałam, gdy Toby zaczął mi się przyglądać
- Nic ci nie j... - pytał z troską i wyciągał w moją stronę rękę... Nie dokończył, bo znów usłyszałam trzask gałęzi, tym razem z góry.
Na Toby'iego spadł Hoody...
- Alice!!! On cię gonił!!! - dyszał głośno - zgubiłaś się! Szukałem cię!!! I jak znalazłem to gałąź pękła!!!! Spadłem!!!!
- Wiem, że spadłeś!!! - zrobiłem zszokowaną minę i położyłam rękę na głowie.
- He?
- Zgniotłeś Toby'iego!!!
- Co?!
- Wstań z ziemi!!! - wstał i popatrzył na nieprzytomnego.
- O matka...
- Oooo nie jest dobrze... - Hoody zarzucił sobie, go na plecy i po chwili, byliśmy pod domem. Położył mi go na kolana, a sam pobiegł po Masky'iego.
- Co jest? - spytał spokojnie
- Chyba go tak trochę zabiliśmy...- mruknęłam
- Co?! - zawołał zadowolony i kucnął przy nim, mierzył puls. Nagle posmutniał.
-  On żyje... Zawołajcie mnie jak serio umrze - i poszedł
- A-Ale! WTF?!
- L-luzik on go troszkę nie lubi... Z resztą sama zobaczysz. To może wnieśmy go... - Nie dokończył, bo chłopak zaczął się krzywić i otworzył oczy. Szybko się nad nim nachyliłam.
- Toby! Jak się czujesz?! - położyłam mu swoją dłoń na czole pytając czule.
- Ymm... - uśmiechnął się pogodnie - mógłbym budzić się tak codziennie.
- Nic mu nie jest... - mruknęłam do Hoody'iego
- Właśnie widzę - dodał tym samym obojętnym tonem - Taaaa... Chodźmy zjeść sernik... O ile Masky nam coś zostawił.
Wstaliśmy i zostawiliśmy Toby'iego na ziemi.
- Emmm Alice? Możesz tu wrócić? Aaaalice?
Sernik poprawił nam humor, pogadałem jeszcze z Hoodym. Obiecał, że nauczy mnie wspinać się na drzewa. Idąc do swojego pokoju, przed snem zauważyłam że, na drzwiach wisiał cyrkowy plakat. Odczepiłam go i ledwo co zdążyłam przyczytać treść, poczułam silne uderzenie w tył głowy.

--------------------------------------------------------------

No tak, więc napisałam i nie wiem co wyszło xd chyba łatwo się domyślić z kim będzie kolojny dzień hmm?? Jak akcja z Toby'm? ^^
Także sorki za błędy i
Pozdrawiam Ola ❤

11 komentarzy:

  1. Jest rozdział :D!!! Yay!!!!!
    1. Na samym początku rozmowa z Jeffem mnie rozwaliła XD
    "-Idę spać
    -Go to sleep"
    Padłam XD
    2. Ho ho! No nasza Alice widzę całkiem nieźle walczy :3 to może mieć związek z jej przeszłością... I czemu "Shadow", hmm...
    3. Jacie, jak goniło ją to białe coś to poprostu cały czas "fuck, biegnij, dowal mu! Tak jest, dobrze! Nieee uciekaj!!!". Masakra ale się zestresowałam...
    4. Wahaha, Toby, przystopuj trochu XD. No dwuznaczna akcja, nie powiem... :3 ale była ciekawa... Hmm, coś się kroi XD, a jak spadł na niego Hoody to było najlepiej :D!!!
    "-Zgniotłeś Toby'ego!!!
    -Co?!"~~ XD
    5. Jak wrócili to najlepsza była reakcja Masky'ego, przy której nie mogłam powstrzymać śmiechu (znów...) i serniczek ^^
    6. To następny dzień z L. J., jednym z największych psycholi i idiotów (haha, lubię go ;))? O kurde, Alice może nie wytrzymać psychicznie :O XD to będzie pewnie boskie!!!
    Czyli podsumowując bardzo mi się podobało i było przeepicko!!!
    Dzionek udany :3
    Czekam na następny rozdział :D
    Pozdrawiam najserdeczniej przesyłając chęci i wenę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Niedługo, bardzo niedługo rozdział z Jeff'em także... Spróbuj się domyślić co będzie :p
      2. Nic na razie nie mogę powiedzieć o Shadow ^^ sorry...
      3. Czasami stres jest dobry! Chyba xd
      4. Oj z Toby'm... Pożyjemy zobaczymy xd też nie mogę nic powiedzieć!
      5. Masky przecież kocha Toby'ego!!! XD
      6. Alice nie może zwariować :'( jest mi jeszcze potrzebna!
      Dziękuję i do następnego!

      Usuń
    2. 1. Ooo, to czekam :3. Pewnie się pośmieję XD
      2. Ugh, jak ja bym się już chciała dowiedzieć wszystkiego... Ale widzę że wszystko w swoim czasie... Myślę że będzie warto czekać ^^
      3. No może... XD
      4. Uuu... Myhmmm :3 **
      5. Hah, Masky i Toby to BFF, przecież widać jak się o siebie troszczą i wogóle...XD
      6. No... Trzeba poznać jej historie! ^.~
      Ale jak zacznie rozmawiać z L. J. to może dostać załamania nerwowego :v
      P. S. Ej, a czy w tym domu dla psychopatów jest też Grossman, czy kwalifkujesz go jako martwego? O.o

      Usuń
  2. Buuuuuu,przez wyjazd nie zdążyłam,nie byłam pierwsza,buuuuuu.....
    Ale co mnie to obchodzi.Ważne,że rozdział jest!
    Po 1:Jak już wspomniała moja poprzedniczka,Małgosia(mogę tak na ciebie mówić????Ja jestem Nikola^^)
    rozmowa z Jeffem ....xD (Pozdro z podłogi xD)
    Po:Oluś(tak,będę cię tak nazywać x3),zawał na miejscu.Gdybyś widziała moją reakcję na to,jak Rake gonił/a Alice!Boże,śmierć na miejscu.
    Po 3:Yaaaaayyyy!Kawai Desu moment Alice x Toby!!!!!O taka krew z nosa >\\\\<
    Po 4:Coś ja się boję,że trafi teraz albo na Bena Drowneda,albo na Jeffa....
    Tak więc....życzę weny,weny ....i....WENY xD
    Pozdrawoanki:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączmy się- towarzystwo z podłogi XD.
      Jasne, Małgosia, Gosia, Krystyna (lepiej nie wnikać, to były dziwne wydarzenia *-*)- jak chcesz ;D

      Usuń
    2. Oczywiście, że możesz mnie tak nazywać ^^
      1.2. Nie umieraj jeszcze, przed nami kupa rozdziałów ;)
      3.chcesz jakiś okład na nos xd
      4.Jeff będzie lada chwila, a na Bena zaplanowałam inny dzień buahahahaha nic już nie mówię xd
      Dziękuję i do następnego!

      Usuń
  3. Akcja z Toby'm mi sié bardzo podobała, a błędy kuły mnie w oczy. A co do następnego dnia nienawidzę Laughing Jack'a. Czytałam creepypaste z nim i się zesrałam, niedosłownie. Normalnie teraz pisząc ten kom cała się trzęse. Nie doczytałam jego creepypasty do końca i dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokończyłam i żyję :/ i ogólnie bardzo nie lubię jego postaci, więc on nie będzie z Alice w niewiadomo jakich relacjach, dużo go ogólnie nie będzie :)

      Usuń
    2. Żyjesz i nie śnią ci się koszmary? Ja zaraz idę spać i co do tego mam pewne obawy. A tak w ogóle to L.J jest bardziej psycho od Jeff'a ale co do twojego opowiadania miejmy nadzieję, że Jeff nie będzie za bardzo psychopatyczny. :3

      Usuń
    3. Nie, nie... Jeff będzie grzeczny! Raczej... Jak będzie coś brutalniejszego (chociaż spróbuję nie) to na początku pojawi się notka i ewentualnie delikatne streszczenie tego momentu w nawiasie i resztę doczytasz normalnie:) - chociaż nie przewiduję takich scen :)

      Usuń
  4. "Chyba go tak trochę zabiliśmy" - padłam XDXDXD. Biedny Toby, troszku mu się umarło xD

    OdpowiedzUsuń