Im dalej szliśmy, tym mroczniejszy wydawał się las. Łyse, długie, czarne gałęzie opadały na dół. Wydawało się jakby kościste ręce sięgały po ofiarę. Jednak bardziej nieswojo czułam się przez towarzystwo chłopaka, który szybko podążał przede mną. Nie odezwał się ani słowem, zachowywał się bardzo podejrzanie. Podbiegłam i szłam obok niego. Spojrzał na mnie na chwilę i prychnął ironiczne. Zmarszczyłam brwi i westchnęłam ciężko. Otoczenie co jakiś czas zmieniało się. W ciągu kilku godzin nieustannego marszu, bez ani słowa mineliśmy kilka miejsc. Najpierw był las, później łąka, gdzie rosły cierniste krzewy. Raz po raz, nogi mi się plątały i wbijały w nie kolce. Bolało troszkę, jednak moja wściekłość wzrastała z każdą minutą. Następnie przeszliśmy przez bardzo stary cmentarz. Wszędzie walały się nagrobki, trumny, bądź wisielce. Gdy tam szliśmy, on odwracał się i spoglądał z zaciekawieniem. Mnie bolała już głowa, ale to chyba z nudów. Ziewałam od czasu do czasu i chyba nieźle to go irywowało.
- Nie boisz się? - stanął i spytał, gdy opuszczaliśmy cmentarz.
- Niby czego?! - burknęłam i wyprzedziłam go
Powoli zaczęło się ściemniać, a godziny mijały. Omineliśmy dziwne, czarne jezioro i kolejny las. Nasza wycieczka zakończyła się w miejscu, gdzie i kończył się las. Staneliśmy przy klifie, noc była już w pełni, jak i srebrzysty Księżyc. Morskie fale mocno odbijały się od brzegu. Widok zaparł mi dech w piersiach, było wręcz magicznie. Na niebie nie było ani jednej chmurki, można było liczyć gwiazdy.
- Jak tu pięknie - powiedziałam prawie niesłuszalnie.
- Prawda? - w końcu się odezwał, szybko się odróciłam i dostrzegłam, że stoi pięć metrów odemnie, w dłoni trzymał nóż - Powiedz, Alice. Czy byłabyś szczęśliwa, gdybyś umarła w takim miejscu? - zbladłam, zimny wiatr odgarnął mi włosy. - Ha - pruchnełam złośliwie - Dlaczego miałabym chcieć umrzeć?
- Pytanie było inne.
- Wybacz, nie mam zamiru umierać.
- Ja nic nie sugeruję - zbliżył się kilka kroków - czasami są jednak momenty, w których ktoś sam powinien podjąć decyzję o swojej śmierci. Gdy się zbliżał świat przed oczami pokrył się czerwono-czarnymi plamkami. Skuliłam się w pół i zobaczyłam, jakby obraz z własnej przeszłości.
-Ale dlaczego teraz?
Znajdowałam się jakby na korytarzu szkolnym, uczniowie omijali mnie szerokim łukiem. Co niektórzy, chamsko popychali mnie z dużą siłą na szafki. Ale szłam dalej, jakaś blondyna krzyczała i klęła na mnie. Szłam obojętnie nadal. W swojej szafce, zauważyłam masę wstrętnyvh gróźb: "powinnaś umrzeć", "zabij się szmato", "zgnij w piekle". Znalazłam tam dużo śmieci i innych obrzydlistw. Wyglądało to jak rutyna. W następnym wspomnieniu, również szkolnym ktoś mnie podduszał... Ale dlaczego inni tak robili?! W innym ta sama wysoka blondyna, walnęła mnie ciastem zrobionym z odpadów w twarz... przez moją głowę, w krótkim czasie przetoczyła się masa takich scen. Byłam nękana na żywo i w internecie, byłam bita, ciężko raniona i ośmieszana. ALE CZEMU?! Dlaczego nie mogę ujrzeć przyczyny? Czemu nie przeciwstawiałam się? Za co... I tu wspnienia się urwały...
- Byłam nękana w szkole? Ale czemu? Dlaczego to mi się teraz przypomniało! - obudziłam się nagle i spojrzałam na chłopaka, który kierował nóż w mój brzuch.
- Mówiłem coś do ciebie!!!
- Co? - palnęłam, próbowałam otrząsnąć się z transu.
-...
- O CO CI DO CHOLERY CHODZI?!- wybuchłam, miałam go serdecznie dość - O CO CI CHODZI?! -
- HAHAHAHA! A jak myślisz?!
- MAM DOŚĆ ROZUMIESZ! - przerwałam mu i wydarłam się najgłośniej jak tylko potrafiłam - CZY WIESZ CO TO OZNACZA BYĆ PRZEŚLADOWANYM I MĘCZONYM ZA NIC!!! ZADAJESZ SOBIE SPRAWĘ JAK KTOŚ WTEDY CIERPI?! HE?! KAŻDY DZIEŃ W SZKOLE, KAŻDY JEDEN BYŁ WSPANIAŁĄ NIESPODZIANKĄ NA NOWE SPOSOBY DRĘCZENIA!! MAM PODAĆ CI JAKIEŚ PRZYKŁADY?! CHCESZ SIĘ ZABAWIĆ?! PROSZĘ BARDZO, MAM TO W DUPIE!!! - cofnęłam się kilka kroków, poczułam jak gorące łzy ściekają mi po policzku. - LICZYŁAM, ŻE MIMO WASZEJ INNOŚCI, ZROZUMIECIE MNIE!!! LICZYŁAM, ŻE NIE BĘDĘ TUTAJ CIERPIAŁA! CO SIĘ TAK GAPISZ?! - cofnęłam się znów kilka kroków- ZABIJ MNIE PROSZĘ BARDZO!!! I WIESZ CO?! MYLIŁAM SIĘ !!! NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK SZCZĘŚLIWE MIEJSCE! NIEWAŻNE GDZIE PÓJDĘ I TAK WSZYSCY BĘDĄ MNIE NIENAWIDZIĆ!!!! ZA NIC!!!
Zrobiło się niezręcznie. Szybko oddychałam, byłam ostro nabuzowana.
Chłopak wyprostował się i rzucił nóż w trawę. Ściągnął maskę. Ujrzałam jego delikatną, spokojną twarz. Wpatrywał się swoimi zimnymi oczami. Ciężko oddychał.
Cofnęłam się odrobinę i zabrakło mi gruntu pod nogami.
Spadałam w dół, wyciagałam ręce w stronę chłopaka, on wygiął się i złapał mnie za palec. Ostatecznie nie utrzymał się i polecieliśmy razem. Widziałam piękne, rozgwieżdżone niebo i nagle poczułam jak lodowate odmety wody pochłaniają mnie. Fale miotały mną na lewo i prawo, postanowiłam się zanurzyć i pod wodą poszukać drogi na ląd. Wstrzymałam tyle powietrzna ile zmieściło mi się w płucach. Odpłynęłam jak najdalej klifu, by fale mnie nie pochłonęły. Po chwili, dumna i padnięta dostałam się na brzeg. Położyłam się na plecach i oddychałam. Pod swoją prawą łopatką poczułam coś twardego. Z trudem odwróciłam się i zobaczyłam jego maskę. Wytrzeszczyłam oczy i zerwałam się na równe nogi. Poczułam silny przypływ adrenaliny.
- HEEEEJ!!! - krzyczał i rozglądałam się po okolicy - HALO! SŁYSZYSZ MNIE?! NIE WIEM JAK MASZ NA IMIĘ! ALE BEDE WOŁAĆ PATRYK!! - Nie mogłam złapać oddechu - PAAATRYK!!! rozgwiazda - zaśmiałam się w myślach - PAAAATRYK!!!!
Weszłam do wody po pas i zobaczyłam palce, czasmi rękę. Nie zastanawiałam się ani chwili, zanurzyłam się i pod wodą szukałam chłopak. Gdy dotarłam w miejsce szybko wynurzyłam się i zaczerpnęłam powietrza i schowałam się przed falami. Szybko go znalazłam, z trudem, ale szybko odpłynęłam od klifu. Wynurzyłam się i resztę dystansy pokonałam na plecach, by się nie męczyć. Wyciągnęłam go na brzeg i upadłam na kolana.
- Jak to się robiło?! - zaczelamt klaskać - Patryk!!! Fuck! Fuck! Fuck! - walnęłam go dwa razy z liścia - FUCK!!!
- OK Alice... Uspokuj się - westchnęłam i sprawdziłam czy oddycha - nie oddycha... Przy tonięciu były... Eeee... Najpierw dwa oddechy i potem ucisniecia... : i tak zrobiłam, robiłam usta usta i uściski, powoli traciłam zimną krew i wiarę - nie umieraj, bo oni mnie zabiją!! PROSZĘ!!! - Nie miałam władzy nad łzami... Cisnęłam i dmuchałam dalej. I udało się... Naprawdę się udało!! "Patryk" zaczął się krztusić, wypluł wodę i powoli usiadł. Patrzyłam z ulgą, a na jego twarzy malował się szok.
- Jak dobrze - zapiszczałam, zakryłam twarz w dłoniach i po ludzku popłakałam się.
- Czy ty... - zaczął bezsilnie z błyskiem w oku.
- Nic nie mów! - wrzasnęłam, popchnęłam go tak, że się przewrócił, a sama padłam na twarz. Chciałam leżeć.
- O-ok - sapnął i też leżał.
Robiło się okropnie zimno, a my mieliśmy mokre ubrania.
- Ej masz siłę wracać? - zaczęłam leniwie
- Ja tak, a ty?
- Jest ok.
Wstaliśmy, nasze pierwsze kroki były, jakby pijane. Szliśmy tą samą drogą, trzęsąc się i dygocąc. Co jakiś czas kichałam i za każdym razem słyszałam miłe "Na zdrowie".
- Dziękuję za uratowanie życia - odezwał się nieśmiało po dłuższej chwili milczenia.
- OK - burknęłam, byłam trochę zła.
- I za to, że przpomniałś mi coś ważnego.
- To znaczy?- unisłam zdziwiona głowę.
- Prawie wcale się nie różnimy, nie miałem lekko w szkole, dzieciaki dręczyły mnie w szkole za nic... Oskarżono mnie za coś czego nie zrobiłem. Potem stałem się popychadłem. W końcu doszło do śmierci jedynej osoby, która mnie wspierała. On spada z dachu, trzymałem go, ale nie dałem rady utrzymać... Spadł. Ciebie też nie złapałem... Przepraszam.
- Przykro mi - powiedziałam szczerze i położyłam mu dłoń na ramieniu - wiem co czujesz.
- Przykro Ci?! Chciał Cię zabić.
- Tak... Przykro mi, szkoda mi Cię. - dodał smutno - A tak! Twoja maska! - oddałam mu ją.
- Dziękuję... - spuścił głowę - i przpraszam.
- Za co?
- Za to wszystko, źle cię oceniłem.
- Każdy popełnia błędy... Wow... Ale to było głębokie. - zaśmialiśmy się i atmosfera się rozluźniła. - Więc jak mnie oceniłeś?
- Myślałem, że jesteś kolejną pustą dziewczyną, ktorą sprowadził Slender - popatrzył na mnie- już tłumaczę... Od czasu do czasu przypwadza dziewczynę i liczy, że się dopasuje do nas. Ostatecznie i tak ją ktoś zabija lub ona sama siebie. Ciężko było mi uwierzyć, że jesteś TĄ SHADOW i chciałem jak najszybciej się Cb pozbyć.
- Powiedzmy, że rozumiem.
- Da się Ciebie lubić. - dodał wesoło.
- Dzięki wiesz, jesteś super! - zaśmiałam się sakrastycznie.
- Tak właściwie to nie jestem Patryk, jestem Bloody Painter.
- Wolę Patryk.
- No nie! Ale szczerze, to wolę, żebyś mówiła mi po imieniu.
- A jakie ono jest?
- Otis...
- Jak jakaś foka. - poczułam słabe uderzenie w ramię - No co?! Haha!
- Otis Helen i ani słowa więcej - śmiał się
- Dooobra - mruknęłam z wyrzutem
Droga nie ciągnęła się tak strasznie w dobrym towarzystwie przy miłych rozmowach. Rozmawialiśmy o szkole, rysunkach i sztuce, było miło. Przepychaliśmy się i dokuczaliśmy sobie.
Otworzył mi drzwi i weszliśmy do domu.
Od razu poszłam się przebrać w suche ciuchy i weszłam do kuchi. Czekał tam Otis, robił nam herbatę.
- Dlaczego was tyle nie było?! Co Ty jej zrobiłeś Helen?! - darł się Masky.
- Zaraz wszytko Ci powiem... Podaj koc, bo i tak jest zamarznięta.
- Dziękuję - powiedziałam,kiedy miałam koc na głowie.
- Już jesteś Painter? - krzyknął ktoś wchodząc do kuchni, była to Clockwork - Co! Co ona tu robi?! Miałeś ją zabić!!
- Może i miał, ale powaliłam go urokiem osobistym - uśmiechnęłam się do brunetki.
- Zamknij mordę! NIK CIĘ TU NIE CHCE!
- Tak się składa, że Alice mi odpowiada - zaczął Masky
- Nawet nie proboj podnieś na nią ręki, rozumiesz? Bo osobiście dobiore Ci się do gardła i powyrywam Ci wszystkie flaki - dokończył Otis, byłam w szoku... Przecież oni się znają. Prowadzili zażartą kłótnię, do momentu, gdy Masky ich nie rozdzielił.
- Jeśli wolisz JĄ! TO PROSZĘ, ALE NA MNIE NIE LICZ!!!
- Dziękuję, że sam mogę decydować. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz się zbliżać do Alice. - Clockwork nie wytrzymała i wyszła. Helen głęboko westchnął i przeprosił mnie za jej zachowanie. Było mi, źle na sercu, że psuję relacje pomiędzy mieszkańcami. Otis opowiedział wszystkim co się wydarzyło pomiędzy nami. Większość była pod dużym wrażeniem i długo o tym rozmawiali. Osobiście nie czułam się najlepiej. Siedziałam skulona w kącie kanapy i przysypiałam. Po cichutku i bardzo delikatne w bok szturchnęła mnie jakaś postać.
- C-część Alice, jestem Hoody.
-----------------------------------------------------------
Ahhh cały dzień z Otisem za nami, bardzo go lubię, a teraz czas na Hoody'iego :) i więcej nie zdradzę.
Szczęśliwego Nowego Roku!!!!
Tak bardzo nie chcę do szkoły :(
Przepraszam za błędy i dajcie znać czy się podoba.
Pozdrawiam Ola ❤