środa, 30 grudnia 2015

Rozdział 4

              Im dalej szliśmy, tym mroczniejszy wydawał się las. Łyse, długie, czarne gałęzie opadały na dół. Wydawało się jakby kościste ręce sięgały po ofiarę. Jednak bardziej nieswojo czułam się przez towarzystwo chłopaka, który szybko podążał przede mną. Nie odezwał się ani słowem, zachowywał się bardzo podejrzanie. Podbiegłam i szłam obok niego. Spojrzał na mnie na chwilę i prychnął ironiczne. Zmarszczyłam brwi i westchnęłam ciężko. Otoczenie co jakiś czas zmieniało się. W ciągu kilku godzin nieustannego marszu, bez ani słowa mineliśmy kilka miejsc. Najpierw był las, później łąka, gdzie rosły cierniste krzewy. Raz po raz, nogi mi się plątały i wbijały w nie kolce. Bolało troszkę, jednak moja wściekłość wzrastała z każdą minutą. Następnie przeszliśmy przez bardzo stary cmentarz. Wszędzie walały się nagrobki, trumny, bądź wisielce. Gdy tam szliśmy, on odwracał się i spoglądał z zaciekawieniem. Mnie bolała już głowa, ale to chyba z nudów. Ziewałam od czasu do czasu i chyba nieźle to go irywowało.
- Nie boisz się? - stanął i spytał, gdy opuszczaliśmy cmentarz.
- Niby czego?! - burknęłam i wyprzedziłam go
Powoli zaczęło się ściemniać, a godziny mijały. Omineliśmy dziwne, czarne jezioro i kolejny las. Nasza wycieczka zakończyła się w miejscu, gdzie i kończył się las. Staneliśmy przy klifie, noc była już w pełni, jak i srebrzysty Księżyc. Morskie fale mocno odbijały się od brzegu. Widok zaparł mi dech w piersiach, było wręcz magicznie. Na niebie nie było ani jednej chmurki, można było liczyć gwiazdy.
- Jak tu pięknie - powiedziałam prawie niesłuszalnie.
- Prawda? - w końcu się odezwał, szybko się odróciłam i dostrzegłam, że stoi pięć metrów odemnie, w dłoni trzymał nóż - Powiedz, Alice. Czy byłabyś szczęśliwa, gdybyś umarła w takim miejscu? - zbladłam, zimny wiatr odgarnął mi włosy. - Ha - pruchnełam złośliwie - Dlaczego miałabym chcieć umrzeć?
- Pytanie było inne.
- Wybacz, nie mam zamiru umierać.
- Ja nic nie sugeruję - zbliżył się kilka kroków - czasami są jednak momenty, w których ktoś sam powinien podjąć decyzję o swojej śmierci. Gdy się zbliżał świat przed oczami pokrył się czerwono-czarnymi plamkami. Skuliłam się w pół i zobaczyłam, jakby obraz z własnej przeszłości.
-Ale dlaczego teraz?
Znajdowałam się jakby na korytarzu szkolnym, uczniowie omijali mnie szerokim łukiem. Co niektórzy, chamsko popychali mnie z dużą siłą na szafki. Ale szłam dalej, jakaś blondyna krzyczała i klęła na mnie. Szłam obojętnie nadal. W swojej szafce, zauważyłam masę wstrętnyvh gróźb: "powinnaś umrzeć", "zabij się szmato", "zgnij w piekle". Znalazłam tam dużo śmieci i innych obrzydlistw. Wyglądało to jak rutyna. W następnym wspomnieniu, również szkolnym ktoś mnie podduszał... Ale dlaczego inni tak robili?! W innym ta sama wysoka blondyna, walnęła mnie ciastem zrobionym z odpadów w twarz... przez moją głowę, w krótkim czasie przetoczyła się masa takich scen. Byłam nękana na żywo i w internecie, byłam bita, ciężko raniona i ośmieszana. ALE CZEMU?! Dlaczego nie mogę ujrzeć przyczyny? Czemu nie przeciwstawiałam się? Za co... I tu wspnienia się urwały...
- Byłam nękana w szkole? Ale czemu? Dlaczego to mi się teraz przypomniało! - obudziłam się nagle i spojrzałam na chłopaka, który kierował nóż w mój brzuch.
- Mówiłem coś do ciebie!!!
- Co? - palnęłam, próbowałam otrząsnąć się z transu.
-...
- O CO CI DO CHOLERY CHODZI?!- wybuchłam, miałam go serdecznie dość - O CO CI CHODZI?! -
- HAHAHAHA! A jak myślisz?!
- MAM DOŚĆ ROZUMIESZ! - przerwałam mu i wydarłam się najgłośniej jak tylko potrafiłam - CZY WIESZ CO TO OZNACZA BYĆ PRZEŚLADOWANYM I MĘCZONYM ZA NIC!!! ZADAJESZ SOBIE SPRAWĘ JAK KTOŚ WTEDY CIERPI?! HE?! KAŻDY DZIEŃ W SZKOLE, KAŻDY JEDEN BYŁ WSPANIAŁĄ NIESPODZIANKĄ NA NOWE SPOSOBY DRĘCZENIA!! MAM PODAĆ CI JAKIEŚ PRZYKŁADY?! CHCESZ SIĘ ZABAWIĆ?! PROSZĘ BARDZO, MAM TO W DUPIE!!! - cofnęłam się kilka kroków, poczułam jak gorące łzy ściekają mi po policzku. - LICZYŁAM, ŻE MIMO WASZEJ INNOŚCI, ZROZUMIECIE MNIE!!! LICZYŁAM, ŻE NIE BĘDĘ TUTAJ CIERPIAŁA! CO SIĘ TAK GAPISZ?! - cofnęłam się znów kilka kroków- ZABIJ MNIE PROSZĘ BARDZO!!! I WIESZ CO?! MYLIŁAM SIĘ !!! NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK SZCZĘŚLIWE MIEJSCE! NIEWAŻNE GDZIE PÓJDĘ I TAK WSZYSCY BĘDĄ MNIE NIENAWIDZIĆ!!!! ZA NIC!!!
Zrobiło się niezręcznie. Szybko oddychałam, byłam ostro nabuzowana.
Chłopak wyprostował się i rzucił nóż w trawę. Ściągnął maskę. Ujrzałam jego delikatną, spokojną twarz. Wpatrywał się swoimi zimnymi oczami. Ciężko oddychał.
Cofnęłam się odrobinę i zabrakło mi gruntu pod nogami.
Spadałam w dół, wyciagałam ręce w stronę chłopaka, on wygiął się i złapał mnie za palec. Ostatecznie nie utrzymał się i polecieliśmy razem. Widziałam piękne, rozgwieżdżone niebo i nagle poczułam jak lodowate odmety wody pochłaniają mnie. Fale miotały mną na lewo i prawo, postanowiłam się zanurzyć i pod wodą poszukać drogi na ląd. Wstrzymałam tyle powietrzna ile zmieściło mi się w płucach. Odpłynęłam jak najdalej klifu, by fale mnie nie pochłonęły. Po chwili, dumna i padnięta dostałam się na brzeg. Położyłam się na plecach i oddychałam. Pod swoją prawą łopatką poczułam coś twardego. Z trudem odwróciłam się i zobaczyłam jego maskę. Wytrzeszczyłam oczy i zerwałam się na równe nogi. Poczułam silny przypływ adrenaliny.
- HEEEEJ!!! - krzyczał i rozglądałam się po okolicy - HALO! SŁYSZYSZ MNIE?! NIE WIEM JAK MASZ NA IMIĘ! ALE BEDE WOŁAĆ PATRYK!! - Nie mogłam złapać oddechu - PAAATRYK!!! rozgwiazda - zaśmiałam się w myślach - PAAAATRYK!!!!
Weszłam do wody po pas i zobaczyłam palce, czasmi rękę. Nie zastanawiałam się ani chwili, zanurzyłam się i pod wodą szukałam chłopak. Gdy dotarłam w miejsce szybko wynurzyłam się i zaczerpnęłam powietrza i schowałam się przed falami. Szybko go znalazłam, z trudem, ale szybko odpłynęłam od klifu. Wynurzyłam się i resztę dystansy pokonałam na plecach, by się nie męczyć. Wyciągnęłam go na brzeg i upadłam na kolana.
- Jak to się robiło?! - zaczelamt klaskać - Patryk!!! Fuck! Fuck! Fuck! - walnęłam go dwa razy z liścia - FUCK!!!
- OK Alice... Uspokuj się - westchnęłam i sprawdziłam czy oddycha - nie oddycha... Przy tonięciu były... Eeee... Najpierw dwa oddechy i potem ucisniecia... : i tak zrobiłam, robiłam usta usta i uściski, powoli traciłam zimną krew i wiarę - nie umieraj, bo oni mnie zabiją!! PROSZĘ!!! - Nie miałam władzy nad łzami... Cisnęłam i dmuchałam dalej. I udało się... Naprawdę się udało!! "Patryk" zaczął się krztusić, wypluł wodę i powoli usiadł. Patrzyłam z ulgą, a na jego twarzy malował się szok.
- Jak dobrze - zapiszczałam, zakryłam twarz w dłoniach i po ludzku popłakałam się.
- Czy ty... - zaczął bezsilnie z błyskiem w oku.
- Nic nie mów! - wrzasnęłam, popchnęłam go tak, że się przewrócił, a sama padłam na twarz. Chciałam leżeć.
- O-ok - sapnął i też leżał.
Robiło się okropnie zimno, a my mieliśmy mokre ubrania.
- Ej masz siłę wracać? - zaczęłam leniwie
- Ja tak, a ty?
- Jest ok.
Wstaliśmy, nasze pierwsze kroki były, jakby pijane. Szliśmy tą samą drogą, trzęsąc się i dygocąc. Co jakiś czas kichałam i za każdym razem słyszałam miłe "Na zdrowie".
- Dziękuję za uratowanie życia - odezwał się nieśmiało po dłuższej chwili milczenia.
- OK - burknęłam, byłam trochę zła.
- I za to, że przpomniałś mi coś ważnego.
- To znaczy?- unisłam zdziwiona głowę.
- Prawie wcale się nie różnimy, nie miałem lekko w szkole, dzieciaki dręczyły mnie w szkole za nic... Oskarżono mnie za coś czego nie zrobiłem. Potem stałem się popychadłem. W końcu doszło do śmierci jedynej osoby, która mnie wspierała. On spada z dachu, trzymałem go, ale nie dałem rady utrzymać... Spadł. Ciebie też nie złapałem... Przepraszam.
- Przykro mi - powiedziałam szczerze i położyłam mu dłoń na ramieniu - wiem co czujesz.
- Przykro Ci?! Chciał Cię zabić.
- Tak... Przykro mi, szkoda mi Cię. - dodał smutno - A tak! Twoja maska! - oddałam mu ją.
- Dziękuję... - spuścił głowę - i przpraszam.
- Za co?
- Za to wszystko, źle cię oceniłem.
- Każdy popełnia błędy... Wow... Ale to było głębokie. - zaśmialiśmy się i atmosfera się rozluźniła. - Więc jak mnie oceniłeś?
- Myślałem, że jesteś kolejną pustą dziewczyną, ktorą sprowadził Slender - popatrzył na mnie- już tłumaczę... Od czasu do czasu przypwadza dziewczynę i liczy, że się dopasuje do nas. Ostatecznie i tak ją ktoś zabija lub ona sama siebie. Ciężko było mi uwierzyć, że jesteś TĄ SHADOW i chciałem jak najszybciej się Cb pozbyć.
- Powiedzmy, że rozumiem.
- Da się Ciebie lubić. - dodał wesoło.
- Dzięki wiesz, jesteś super! - zaśmiałam się sakrastycznie.
- Tak właściwie to nie jestem Patryk, jestem Bloody Painter.
- Wolę Patryk.
- No nie! Ale szczerze, to wolę, żebyś mówiła mi po imieniu.
- A jakie ono jest?
- Otis...
- Jak jakaś foka. - poczułam słabe uderzenie w ramię - No co?! Haha!
- Otis Helen i ani słowa więcej - śmiał się
- Dooobra - mruknęłam z wyrzutem
Droga nie ciągnęła się tak strasznie w dobrym towarzystwie przy miłych rozmowach. Rozmawialiśmy o szkole, rysunkach i sztuce, było miło. Przepychaliśmy się i dokuczaliśmy sobie.
Otworzył mi drzwi i weszliśmy do domu.
Od razu poszłam się przebrać w suche ciuchy i weszłam do kuchi. Czekał tam Otis, robił nam herbatę.
- Dlaczego was tyle nie było?! Co Ty jej zrobiłeś Helen?! - darł się Masky.
- Zaraz wszytko Ci powiem... Podaj koc, bo i tak jest zamarznięta.
- Dziękuję - powiedziałam,kiedy miałam koc na głowie.
- Już jesteś Painter? - krzyknął ktoś wchodząc do kuchni, była to Clockwork - Co! Co ona tu robi?! Miałeś ją zabić!!
- Może i miał, ale powaliłam go urokiem osobistym - uśmiechnęłam się do brunetki.
- Zamknij mordę! NIK CIĘ TU NIE CHCE!
- Tak się składa, że Alice mi odpowiada - zaczął Masky
- Nawet nie proboj podnieś na nią ręki, rozumiesz? Bo osobiście dobiore Ci się do gardła i powyrywam Ci wszystkie flaki - dokończył Otis, byłam w szoku... Przecież oni się znają. Prowadzili zażartą kłótnię, do momentu, gdy Masky ich nie rozdzielił.
- Jeśli wolisz JĄ! TO PROSZĘ, ALE NA MNIE NIE LICZ!!!
- Dziękuję, że sam mogę decydować. Najlepiej będzie jeśli nie będziesz się zbliżać do Alice. - Clockwork nie wytrzymała i wyszła. Helen głęboko westchnął i przeprosił mnie za jej zachowanie. Było mi, źle na sercu, że psuję relacje pomiędzy mieszkańcami. Otis opowiedział wszystkim co się wydarzyło pomiędzy nami. Większość była pod dużym wrażeniem i długo o tym rozmawiali. Osobiście nie czułam się najlepiej. Siedziałam skulona w kącie kanapy i przysypiałam. Po cichutku i bardzo delikatne w bok szturchnęła mnie jakaś postać.
- C-część Alice, jestem Hoody.

-----------------------------------------------------------
Ahhh cały dzień z Otisem za nami, bardzo go lubię, a teraz czas na Hoody'iego :) i więcej nie zdradzę.
Szczęśliwego Nowego Roku!!!!
Tak bardzo nie chcę do szkoły :(
Przepraszam za błędy i dajcie znać czy się podoba.
Pozdrawiam Ola ❤

wtorek, 29 grudnia 2015

Rozdział 3

               Chłopak pomógł mi wstać i wskazał na jedno z krzeseł. Nadal trochę się trzęsłam, trochę z zimna trochę z bólu. Czułam się niezręcznie, bo chłopak zagapiał się na kilka sekund i bacznie mnie oglądał. gdy zdawał sobie z tego sprawę szybko się odwracał. Zrobił nam w milczeniu gorącej czekolady i usiadł obok mnie. Miałam zaciągnąć łyczek, moje usta dotykały kubka, ale nie... odwróciłam oczy w stronę Toby'iego. On znowu się gapił. Nagle przestał i zrobił speszonął minę i napił się ze swojego kubka. Ja dalej patrzyłam na niego z ukosa. 
- POMOCY! - pomyślałam
- No nie patrz się tak na mnie! -zrobił się rumiany 
- Co! Ale to nie ja! -ciary mnie przeszł 
- Już ci się podobam?- był całkiem poważny 
WTF?!
- Nie denerwej mnie!
- Jeśli chcesz być moją dziewczyną, to się zgodzę - najwyraźniej był z siebie bardzo dumny wnerwiając mnie
- NIE BĘDĘ TWOJĄ DZIEWCZYNĄ! I gdybym miała pod ręką widelec już byś nim oberwał. - chłoapk zręcznie zerwał się z miejsca, otworzył szyfladę i wyciągnął jakiś widelec i rzucił go przedemnie.
- Co ty robisz - mruknęłam sarkastycznie - No dawaj! Masz widelec i wogóle. Poderwałam się z miejsca i rzuciłam sztućcem o podłogę.
- Nie rzucę w ciebie widelcem!
- Czyli mnie kochasz!
- Nie! - usiadłam błyskawicznie i łykneliśmy czekolady
- Czemu tu spałeś? - chciałam zmienić temat
- Ooo... No tak - wziął rękę do tyły i czochrał włosy - wróciłem z Masky'm i Hoody'm z lasu hahaha żebyś widziała minę tego gościa haha - spojrzałam na niego zniesmaczona - to znaczy...
- Nie ważne - pośpieszyłam go cicho, czułam jakby na serce spadła mi tona kamieni.
- No nieważne, zachciało mi się zjeść, ale nie było składników na gofry. Położyłem się na stole i zaczęłam narzekać. Masky się wkurzył i mnie zostawił. Hoody coś gadał i zasnąłem, potem pamiętam jak cię walnąłem. 
- Też to pamiętamy - zaśmiałam się ironicznie.
- Sorry - nastała niezręczna cisza , było tyle pytań, chciałam wiedzieć tak wiele, ale czy Toby to odpowiednia osoba.
- Ejjj, wszystko ok? Wpatrujesz się w stół już kilka minut.
- Ooo emm tak się zastanawiam nad pewnymi sprawami. - znów to robił, gapił się przeszywając mnie na wylot. Odsunęłam głowę i cicho się zaśmiałam. 
- Przestań - zrobiło mi się głupio
- Zimno?
- Cooo?
- Zimno ci - stwierdził - nic dziwnego, że jesteś jakaś nieswoja, normalnie jesteś całkiem inna. Nie pytaj skąd wiem, tyle czasu już Cię obserwujemy... - śmiał się pogdnie, gdy wstawał.  Ściągnął swoją szarą bluzę, lekko wybrudzoną krwią i poprawił czuprynę - można powiedzieć, że nieźle Cię znam - skrzywił się - ale wiesz, jesteś wielką tajemnicą i to mnie irytuje. Ukrywasz tak wiele, ja znam tylko niektóre fakty... Ehh... Ale naplątałem, w każdym bądź razie, żebyś mnie jasno zrozumiała - jego ton z przyjaznego stał się chłodny. Nagle pojawił się nade mną i włożył mi przez głowę swoją bluzę. Patrzyłam na niego... Pochłaniałam każdy jego ruch, licząc na coś, co pomoże mi ogarnąć tego popaprańca. Nachylił się , chwycił moją brodę i wyszeptał - żeby nie wiem co...  dowiem się o Tobie wszytkiego, czaisz? - zrobiło się groźnie. Zmarszczyłam brwi, ale chyba już tego nie zauważył. Wyprostował się i rozciągnął.
- Dobranoc - rzucił chłodno i wyszedł. 
Od momentu, gdy stał nade mną, wstrzymywałam oddech, teraz mogłam spokojnie wypuścić powietrze. Wydałam przy tym dziwny odgłos... Ulgi? I jebłam głową o blat stołu. 
- Co ja tu cholera robię... - mruknęłam
Zaciągnęłam rękawy na swoje ręce, jego bluza była bardzo ciepła. Ostry zapach krwi i lasu (szczególnie krwi) zagłuszał zapach Toby'iego. Toby... Odruchowo dotknęłam twarzy, cholernie bolała.
- Będzie zajebisty siniak... A tylko wyszłam z pokoju coś zjeść... Ehh... A NIC NIE ZJADŁAM! Nieważne... Może szybciej umrę - bąknęłam pod nosem i zaczesałam loki do tyłu.
Poza tym bluza była dużo za duża... ale kij i cóż chyba zjednałam sobie pierwszą osobę. Problem był jeszcze z Jeff'em. Sokoro ten cały Slender chce, żebym przeprosiła gościa, to coś jest na rzeczy. 
- Yolo - palnęłam zaspana, gimbusiarskie powiedzonko i potoczyłam się po schodach na mroczny korytarz. Szurając skarpetami, wlokłam się do drzwi, szukając tych, za którymi mógłby być ten cały Jeff. Przy ostatnich drzwiach po lewej zmarszczyłam oczy i wygięłam do tyłu. 
- Eeee to chyba tu...- jakaś bardzo ogarnięta osoba na czarnych drzwiach napisała czerwoną FARBĄ... imię JEFF, wielkimi literami.
- To na pewno farba... To na pewno fraba... Ja tam w to wierzę.
Przez ten dzień miałam tak wywalone na wszystko, że bez zastanowienia zapukałam. Za trzecim razem drzwi gwałtownie się otworzyły. Zamknęłam oczy, bo wiatr leciał do oczu. Tym razem nie cofnęłam się zaskoczona. 
- Czego o tej godzinie!!! - wydarł się w ciemno, nie oszukujmy się, ciary mnie przeszły ze strachu. Koleś jest straszny. - Ooo to ty - oparł się o ramę drzwi, nie ukrywał zaskoczenia - jesteś ostatnią osobą któ...
- Sorki, że cię obudziłam - przetarłam zaspana oczy i wyprostowałam się
- Jestem w stanie CI wybaczyć - uśmiechnął się, nie przypominał psychopaty... - Wejdź, nie będziesz tu stała. 
- Emmm... Nie spoko, mam tylko jedną sprawę i nie zawracam ci głowy - bardzo chciało mi się spać
- Wejdź - dodał stanowczo i pociagnął mnie za nadgarstek
- NIEEE! - zabuczałam 
- Cicho, bo wszystkich obudzisz! - i wciągnął mnie do siebie, zatrzaskując drzwi
- Eeeeeooooommm - wydałam odgłos niezadowolenia
- No teraz możemy spkojnie pogadać - opadł na dobę łóżko, a ja próbowałam przyzwyczaić oczy do ciemności. - Więc... 
Czułam silny zapach krwi.
- A i uważaj - śmiał się - bo się potkniesz. Idź za moim głosem. 
Byłam taka... hmmm bezwładna, zdana na niego. Czułam jak coś ociera się o moją nogę, przygryzłam tylko wargę i szłam dalej. Lekkie promienie księżyca oświetliły Jeff'a, gdy stanęłam przed nim. Siedział jak szlachcic i śmiał się. To było co najmniej podejrzane i straszne. 
Księżyc oświetlał też inną część pokoju. Koło szafy wisiało zasztyletowane ciało, przybite na kilku grubych nożach. Oczy ofiary martwo wpatrywały się we mnie. 
- Fuck... - złapałam się jedną ręką za głowę i cofał się szybko do tyłu. Dłonie zaczęły się trząść... Kark i brzuch płonęły z nagłej fali gorąca.
On śmiał się, a raczej dusił się i zwijał się ze śmiechu. Przenikliwy, duszący, psychopatyczny śmiech rozszedł się po całym pokoju. 
Nie mogłam się wiecznie cofać, walnęłam plecami o ścianę... Nie, to było takie zimne i miękkie. Oddech przyśpieszł, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi. W końcu byłam w stanie podnieść głowę, nad moją zwisała czyjaś, jakiegoś młodego chłopaka. Jego ciało też było tak przybite. Widziałam jak otwierał oczy i szeptał POMOCY. Gdy otwierał usta na moje czoło wylała się masa krwi. POMOCY
ZŁOWIESZCZY ŚMIECH
Brakowało mi oddechu, padłam na ziemię, ostanie co zapamiętałam i to czego byłam świadoma... To fakt, że na podłodze leżałam pośród innych ofiar. 
Ciemno.
Ogarnąć mnie mrok.
Serce mogło się uspokoić. 
Całą przez głowę przeciskały się wizje śmierci, udręczonych ludzi. Cierpieli jekby przeze mnie?
Obudziłam cała zgrzana, to pewnie od bluzy Toby'iego albo od koszmaru. Oddychałam nierówno, myślałam o snach i o tym co stało się wczoraj.
- No tak!- zerwałam się do pozycji siedzącej i oniemiałam. Byłam w pokoju Jeff'a to było pewne. Gospodarza brak, spałam sama w jego łóżku. Jednak nie było tu ani jednego ciała! Ściany i podłoga oczywiście we krwi, ale nie było jej czuć, pewnie dlatego, że okno było otwarte.
Bez chwili namysłu pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi, przebrałam się w białe trampki, jeansy i biały, lekki, t-shirt. Moją uwagę na dłuższy moment przykuły plecy, rany były paskudne. Jednak bardziej raził przekrwiony, żółto- fioletowy siniec, którego nie dało się zakryć niczym. Westchnęłam i pokazałam sobie fuckera w lustrze. Zaśmiałam się głupawo.
- Co tu się odwala? Hmm? Co Alice? - pokiwałam głową przecząco do dziewczyny o ciemnych lokach za ramiona i zielonych oczach.
- Ładna jestem... - mruknęłam dotykając sińca.
Opornie zeszłam na dół. Słyszałam już głosy, bałam się spotkania. Gdy weszłam, ktoś zaczął klaskać, był to Jeff.
- Witaj spiąć królewno! - zignorowałam go - Cześć wszystkim - zaczęłam, większość mi odpowiedziała, oprócz jej... dziewczyny z zegarkiem zamiast oka.
- O fuck! To jej skopałam dupę! Fuck!
Jak nigdy nic odwróciłam się i chciałam zalać sobie herbatę, gdy ktoś mi przerwał.
- Hej, nowa zrobiłem ci herbaty i masz kilka cuksów... Tak na dobry początek. - To był jakiś mroczny klaun. Ubrany w mega odjechane ciuchy i jakiś trójkąt na nosie.
- Dziękuję - odparłam szczerze i podeszłam do stołu.
Chciałam chwycić za kubek, ale ktoś poderwał się z miejsca i chwycił mnie za nadgarstek.
- Nie radzę, to jest zatrute... -wydawał się jakby mną przejąć
- Świetnie - chyba wyczuli wściekłość w moim głosie. Szybko odeszłam od stołu. Za mną przyszedł, chłopak trochę wyższy ode mnie. Miał przyjmą twarz, włosy w kolorze moich i głęboką bliznę na lewym policzku.
- Nie przemuj się - pocieszył mnie - Hej, jestem Tom, ale wszyscy mówią mi Masky, łatwiej zapamiętać. - wyciągnął rękę na powitanie, uśmiechając się szeroko - wydawał się taki... Normalny. Od razy poprawił mi humor. Na mojej twarzy też zawitał uśmiech.
- Sernika?
- Słucham? - zaśmiałam się
- Takie ciastko, jest ser i owoce albo coś - zaczął pokazywać jakiś kształt sernika
- Wiem co to! Chętnie. - zaśmialiśmy się i aż zrobiło mu się ciepło na sercu.
- Ej... A ta śliwa? - zaczął, gdy zjedliśmy - nie było jej przedwczoraj.
- To prawda, to był drobny wypadek...
- NIE WAŻNE!!!! NIE GADAMY O TYM!!!! - wydarł się Toby z fotela obok
- Toby!!! Idioto!!!
Zapewne, doszło by do ostrej kłótni, gdyby nie fakt, że przed nami pojawił się Slender.
- Widzę, że nieźle się dogadujecie. Musisz się zaaklimatyzować jak najszybciej Alice. Dobrze by było, gdybyś spędziłam z każdym trochę czasu. Sam na sam. Kto zacznie?- dowalił prosto z mostu.
Od razu odezwał się ktoś z końca pokoju. - Ja zacznę...- odparł sucho
Podszedł do nas chłopak z dwa lata starszy odemnie, 18 latek. Miał bardzo surowy wyraz twarzy, lodowate, błękitne oczy, z bladą cerą i czarnymi włosami. Miał na sobie czarne spodnie, granatowy płaszcz i skórzane rękawiczki. Idąc założył biała maskę z czarnymi otworami na oczy i namalowanym uśmiechem.
Namalowany krwią...
- Rusz się - rzucił bezdusznie i bez reakcji na czyjeś wołania za moimi plecami, podążyłam za czarnowłosym w głąb lasu.

-------------------------------------------------------

Więc fabuła zaczyna się rozkrecać. Łatwo się domyślić, że pierwszą osobą, z którą będzie jakaś przygoda jest Bloody Painter ;) Do następnego, sorki za błędy i
Pozdrawiam Ola ❤

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Rozdział 2

      Przetarłam oczy, licząc, że obudzę się we własnym pokoju. Niestety, to był nadal ten sam beżowy, w którym obudziłam się jakiś czas temu i odkryłam, że to dom psycholi. Przebrałam się w świeże ubrania, nie było to łatwe bo głębokie rany kleiły mi się do nich. Siedziałam jak na szpilkach licząc na dalszy bieg wydarzeń.
- Żywcem mnie nie wyrwą z tego pokoju.
Wolałabym się nudzić, niż nasłuchiwać każdego oddechu zza drzwi. Godzin mijały, z dołu dało się słyszeć śmiechy, rozmowy i kłótnie. 
- W co ja się wpakowałam?!
Zaczęło mi burczeć w brzuchu, a potrzeba pójścia do łazienki nasilała się cały czas.
NIGDZI NIE IDĘ!!!
Czekanie przerwało pukanie do drzwi,które się same otworzyły. Stała w nich ta sama wysoka postać, która kazała mi spać. Kuliła się niezdarnie i spytała czy może wejść. Gość usiadł obok mnie grzecznie się witając.
- Dzień dobry, mam na imię Slenderman. 
- Dzień dobry, a ja jestem... Tak w ogóle to jak mam na imię?!?! Przepraszam Pana, ale ja nic nie pamiętam. Nie wiem kim jestem, ani co tu robię.
- Cóż, rozumiem to się zdarza. Masz na imię Alice Wallyson.
- A powie mi pan coś o mnie. - starałam się dowiedzieć czegokolwiek
- Wybacz, ale nie mogę. Sama musisz odkryć się na nowo. - zastanawiałam się co tu się wyprawia 
- To głupie... A co ja tu robię?
- Od teraz to twój dom, a wszyscy,którzy tu mieszkają są bardzo wyjątkowi.
- Jak mam to rozumieć? Są trochę dziwni...
- Lepiej, tak nie mów o nich... To wrażliwe dzieciaki. Sama musisz wszystkiego się dowiedzieć, to twoje życie i twoja historia. - odparł, wstał i skierował się do wyjścia. - A i powinnaś przeprosić Jeffa, za wbicie mu noża w ramię... To musiało boleć.
- Ale on chciał mnie zabić!
- Cóż, to drobny wypadek... Do zobaczenia Alice, ale mam dużo spraw do załatwienia. - Co ważniejsze, nie zdziw się jak ktoś nazwie cię Shadow... - w końcu wyszedł, a za nim jakby całe zimno z pokoju. Przez szparę niedomkniętych drzwi, ktoś zerkał.
Ktoś tu chce wejść?! Nie! Nie! NIE!!!
Wyskoczyłam z łóżka i ruszyłam do drzwi. Bardzo chciałam nimi trzasnąć, ale ktoś je trzymał. Zauważyłam jak wyłania się kasztanowa czupryna, a na nich jakieś żółte gogle. 
- Nie! Nie! Nie! Nie ma takiej opcji! Wynocha! - krzyczałam i siłowałam się 
- No co ty! Shadow! - głos był miły i żartobliwy - Wyjdź do nas!
- Nie! - pchałam na ile mogłam, ale on był silniejszy
- Shadow!
- Nie jestem SHADOW!!
- Toby odwal się od niej... - mruknął ktoś o aksamitnym głosie 
Wykorzystałam chwilę słabości i zablokowałam drzwi
- Ufff... - zsunęłam się na ziemię i zakryłam twarz w dłoniach
- Ale Ty jesteś śmieszna. Słuchaj jak już wyjdziesz, to wpadnij do mnie mieszkam drzwi obok. 
- Nie!!!
- Hahaha jestem Toby...
- Toby daj jej spokój! 
- No dobra, no dobra... Ale wyjdź do nas... Dobrze?
- Nie!!
- Toby! Choć tu mamy jeszcze TO spalić!
- Yyyy już idę... Pa, Shadow!
- Nie jestem Shadow...
Poszli... Na całe szczęście.
Więc mam na imię Alice? Boże... Kim ja jestem? Czy to tylko sen? 
Dałam radę wytrzymać cały dzień bez jedzenia i łazienki. Było ciężko. Na każdy dźwięk obok moich drzwi przechodziły mnie ciary.
- Może do niej wejdziemy?
- Lepiej nie... Niech odpoczywa...
W takich mometah chciałam schować się pod łóżko i zostać tam na zawsze... Niby nie słyszałam jak ktoś jest zabijany, ale świetnie wiedziałam, po prostu czułam się jak jakaś ofiara. 
Zegarek w moim pokoju, lub raczej więzieniu wskazywał osiemnastą. Brzuch wydawał z siebie dosłownie symfonię burczenia. Zwijałam się z nudów, ale z drugiej strony bałam się ruszyć choćby o centymetr. Największym moim wrogiem jednak mił okazał się pęcherz... To było nieludzkie cierpienie. Kręciło mnie niesamowicie... Co mogłam zrobić... Tak żałowałam tej decyzji...
Wyjrzałam ukradkiem... Korytarz pusty!!! Biegłam na palcach w stronę drzwi oznaczonych znaczkiem WC. Na korytarzu wisiały mroczne obrazy, niektóre namalowe krwią. Wzdrygnęłam się na ich widok i podążyłam dalej. Tapety na ścianach były w kolorze zgniłej zieleni. Lampy świeciły dość ciemno, co sprawiało, że widziałam za sobą mroczne cienie. 
Nacisnęłam niepewnie klamkę.
Zamknięte! Boże!  Nie! - Ale co mogłam zrobić. Czekałam w nadziei, że jest tam osoba, która nie obedrze mnie ze skóry. Może jakaś miła dziewczynka? Czemu się okłuję...
Czekałam przed toaletą, przeskakując z nogi nogę i rozglądając się czy ktoś nie idzie. Stało się... Drzwi się otworzyły, a w nich mój koszmar. Blady jak śmierć, koleś z krwawym uśmiechem. Stał w mokrych, czarnych włosach i bez koszulki. Miał zabandażowane ramię w które wbiłam mu nóż. Cofnął się kilka kroków. Sytuacja tak jak poprzedniego wieczoru. Gapiliśmy się na siebie jakiś czas. Szkoda mi się go zrobiło. Nagle on uśmiechnął się i oparł o ścianę.
- No tak! Łazienka.
Zgrabnie wśliznęłam się przez jego ramię i zamknęłam się w toalecie. Nawet nie pomyślałam, że on może na mnie czekać. Zablokował mi przejście i obdarzył przerażającym uśmiechem.
- Ej, chyba mamy do pogadania, Shadow... - powiedział gorźnie
Próbowałam go wyminąć, ale za każdym razem odgradzał mi przejście. Zaczął śmiać się na widok moich ruchów. Cicho zajęczałam, ale po chwili dałam radę się uwolnić o pobiec ile sił w nogach w stronę moich drzwi. Jeszcze kawałek korytarza, ominę schody i jee...ste...mm. Na mojej drodze pojawił się ten sam chłopak, który wcześniej chciał wkraść mi się do pokoju. Zrobiłam dziwny wyskok, żeby go ominąć i biegłam dalej. 
- Toby czego jej nie złapałeś?! - krzyknął jeden do drugiego, obaj mnie teraz gonili. 
- Nie! Nie! Nie! - wbiegłam do pokoju i z ulgą zamknęłam na klucz drzwi. Ku mojemu zdziwieniu na moich ustach zawitał uśmiech. Więc ten z krwawym uśmiechem to Jeff, a ten wesołek to Toby. Gadali jeszcze o czymś przez chwilę pod moimi drzwiami, a później się rozeszli.
Wybiła dwudziesta czwarta. Burczenie w brzuchu budziło wszystkich domowników w tym i mnie. Doczołgałam się do drzwi i bezmyślnie je otworzyłam. Nikogo nie było. Po krótkich poszukiwaniach odnalazłam kuchnię. Taką zwykłą, schludną i bardzo przyjemną. Czy w domu morderców nie powinien być syf, a wszędzie nie powinny walać się ciała.
Przy barku, ktoś smacznie spał. Leżał dość wygodnie, rozkładając szeroko ręce. Dziwnie drgał, może miał koszmar. W tym momencie doszło do mnie co zrobiłam. Opuściłam swoje jedyne bezpieczene miejsce. Z jednej strony mogłam zabrać jedzenie i uciec na górę. Z drugiej szkoda było mi gościa. Dobre serce wygrało. Zbliżałam się wielkimi, podłużnymi krokami. Nagle z zimna przeszły mnie ciarki.
Mogłam nie ubierać piżamy jakby było czterdzieści stopni. 
Z ciekawości kogo budzę, odgarnęłam "koledze" włosy. 
-Hmmm ... To Toby - mruknęłam do siebie i zaczęłam nim delikatnie potrząsać.
Ej, Toby, ej wstawaj - jeszcze bardziej się trząsł - HEJ TOBY! TO TYLKO KOSZMAR! - nachyliłam się mówiąc te słowa. To był błąd. Chłopak drastycznie się zerwał. Wyłupił na mnie oczy i się cofnął. Podniósł rękę... A ja ujrzałam ciemność. Kiedy ten stan mroku minął, spostrzegłam, że tym razem to ja się trzesę, na podłodze. Twarz i szczęka bardzo mnie bolały. Nade mną stał Toby z przestraszonym wyrazem twarzy. Odruchowo się cofnęłam. Chłopak szybko kucnął i złapał mnie za nadgarstek. 
- Proszę nie... Nie idź... Nie bój się mnie ... Błagam.. - Na jego twarzy malowało się cierpienie - bardzo się bałem i... Nie wiedziałem co robię, zobaczyłem zamiast ciebie coś strasznego... Miałem koszmar... Nie bój się mnie... NAPRAWDĘ CIĘ PRZEPRASZAM!!! - Głośno wykrzyczał i aż się zrobił się czerwony.Coś we mnie pękło, szkoda mi go było, widziałam, że jego brązowe, głębokie oczy szklą się. Chyba serio go bolał fakt, że się go boję. 
- Chyba nie mam innego wyboru jak stać się jedną z nich... - przetoczyło mi się przez głowę
Głośno westchnęłam i obdarzyłam Toby'iego szerokim, czułym uśmiechem. Położyłam mu swoją drugą dłoń na jego. Zdziwiony pożerał mnie wzrokiem i liczył na jakąś reakcję z mojej strony.
- Hej! W porządku! -  ze spokojem w głośe powiedziałam
Chłopak zaraził się uśmiechem, który nie schodził mu z twarzy przy każdym naszym spotkaniu.

-------------------------------------------------

Oto i rozdział drugi, koniec z byciem aspołecznym wariantem... Lepiej trzymać się ze swoją bandą idiomów :)
Jak się podoba?

A i przepraszam za wszystkie błędy :p

Pozdrawiam Ola

sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 1

        Miałam wrażenie, że moje ciało waży dziesięć razy więcej. Byłam ospała i zdezorientowana, ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie wzbudziłoby to we mnie niepokoju (człowiek tak się czuje, każdego ranka przed pójściem do szkoły), gdyby nie fakt, że nagła fala bólu ogarnęła moje ciało. Plecy zdecydowanie najbardziej bolały. Szybko odsłoniłam biały sweterek i kątem oka zauważyłam kilka, świeżych jakby nacięcie lub ran po biczowaniu. Zagapiłam się, jak to możliwe... Osłupiałam, ale nagle szybko zakryłam się, próbując usunąć myśli z głowy. Bałam się sprawdzić resztę miejsc na ciele, które bolały, kto wie co tam było...
- Tak właściwie to gdzie ja jestem?- pomyślałam i rozejrzałam się uważnie. To był pokój. Spory, nie była to melina. Zwykły z kremowymi ścianami, szafą, łóżkiem i regałem. Było tam też nieduże okno z widokiem na nocny las. To był jakby mój pokój. Na ścianach było pełno moich rysunków (to mój jedyny talent), w szfie były równo ułożone moje ciuchy, a na regale stały książki. Rozejrzałam się trochę i doszły do mnie śmiechu sporej grupy osób. Jakby dobrzy znajomi spędzali miło wieczór. Nie zastanawiając się nad ranami i pokojem, cichutko otworzyłam drzwi i nasłuchiwałam czy ktoś jest za nimi. Usłyszałam jedynie rozmowę nastolatków, jakby piętro niżej.
- Kolację podano! - zawołał ktoś radośnie
-... - nastała cisza
- Znów gofry? - sarkastycznie odezwała się jakaś dziewczyna
- No i? Jak ci się nie podoba to nie jedz!
- Dobra daj to.
- A nerki?
- Ochyda! Nigdy nie wezmę do rąk tego! Weź rusz swoje cztery litery i weź sobie sam!
- Nie próbowałeś to nie wiesz... - mruknął ktoś i wyszedł
- N-nerki???
- Wszyscy tylko narzekacie! Nikt nie docenia moich starań!
- No nie popłacz się panienko... Rzuć mi jednego.
- Zamknij się Jeff!
- Obraziłeś się... Ooooo biedactwo, jak chcesz to zrobię, tak żebyś się uśmiechał jak ja! Haha!
- Omomomom..
- Ktoś się dławi?!
- Toby co ty robisz!!! Nie!!! Nie opychaj się tak!!! Zostaw nam trochę!
- Yyyyy!!!
- Przysięgam rozetnę Ci brzuch i wyjmę Ci te gofry!
- P-przestańcie, u-uspokujcie się...
- Spokojnie Hoody, ja nic nie zrobię Toby'iemu! To tylko taka... Zabawa.
- Tak wy i wasze zabawy. Rozetnij brzuch Maskiemu, kto dalej rzuci nożem, kto zje więcej nerek?!
- Oj nie czepiaj się Masky!
- Masz coś do nerek?!
- Wy i wasze zabawy... - Znów ta dziewczyna.
- To towarzystwo to jecyś ostro powaleni ludzie, muszę jak najszybciej stąd się wydostać. Nie mogą mnie zauważyć!
Wysunęłam głowę zza drzwi i zobaczyłam długi, niekończący się, przerażający korytarz. Z trudem zebrałam się w sobie, żeby wyjść. Miałam wrażenie, że mój każdy oddeach jest doskonale słyszalny, a każdy krok brzmi jak trąbienie tira. Zeszłam po schodach, najgorsze co w tym momencie na mnie czekało to przejście przez otwarte drzwi jakby salonu tak żeby nikt mnie nie zauważył. Stałam bez ruchu przez pięć... dziesięć... piętnaście minut. Cały czas tam byli.
- Jeszcze trochę i ktoś mnie zauważy!
Tamci dalej gadali na dziwne tematy, głównie chyba związane z zabijaniem.
- Może to jakaś sekta?!
- Eee... Jeff masz jakiś fajny film?
- Yyyy coś mam... "Gwiaz naszych wina" - reszta wybuchła śmiechem, ciarki rozeszły się po moim ciele.
- Chwila, zaraz przyniosę nam jakiś dobry horror. - wstał z sofy i zmierzał w moim kierunku. Już prawie... Jego stopa wychyliła się zza ściany, a potem on sam. Moje oczy gwałtownie się otworzyły... Zrobiłam kilka kroków w tył. Reakcja chłopaka była taka sama.
- Boże...
Stał przede mną wyższy o głowę, blady jak śmierć nastolatek. Miał rozczochrane, czarne, do początku szyi włosy. Kosmyki zakrywaly część prawego, przekrwionego oka. Miał wory pod oczami i wypalone powieki. Największe wrażenie zrobiły na mnie usta... od kącików do góry, jego skóra była rozcięta na kształt krwawego uśmiechu. Efekt był na tyle porażający, że dotknęłam swoich ust. 
- No, no no... A kogo my tu mamy hmmm... Ty to masz dziewczyno pecha, zjawiłaś się w najgorszym dla ciebie miejscu i czasie. - zaśmiał się psychopatycznie, pociągnął mnie za ramię do salonu i przycisnął do ściany. Kątem oka widziałam jak grupka ludzi zrywa się i coś szepcze, jednak byłam skupiona na tym gościu co mnie obezwładnił.  Jego twarz była coraz bliżej i bliżej mojej, jego martwe szare oczy penetrowały każdy skrawek mojej twarzy. O dziwo, ja nie bałam się... A chyba powinnam.
- Emmm hej dzikusie odsuń się! - myślałam
Przez chwilę nadal trwała cisza.
- No dobra...-  poczułam od niego zapach krwi - Slender Cię nie upilnował Pudelku, także my się z tobą zajmiemy. - nadal mocno mnie przyciskał do ściany. Gdyby to był zdrowy umysłowo koleś, zapewne jarałabym się, bo tak czy owak był bardzo przystojny.
- Pudel? Jeff ona nie wygląda jak pies...
- No wiem E.J. zobacz jakie te włosy są fajne! Jak u pudla!
- Oj, bo się jeszcze zakochasz... - mruknęła ta dziewczyna
- Nawet jeśli, to co Ci do tego? Hmmm... Clock Work? Zazdrosna?
- Zamknij się Jeffrey!
- Jak już odetniemy jej głowę to pobawię się jej włosami...
- Slender... heh nie znam nikogo takiego - zaśmiałam się przekornie, przerywając dyskusję - Ale tak się zastanawiam czy to coś cię nie boli? - obdarzyłam go miłym uśmiechem.
- Boli? - zrobił strasznie zaskoczonął minę - yyyy nie, już nie... Jak na kogoś kto za być zaraz poćwiartowany jesteś spokojna i się śmiejesz. Podoba mi się twoje podejście.
- Taka sytuacja - dodałam. 
- Może zachowamy ten twój śliczny uśmieszek? 
- No czemu nie...
- Co?!
- Zabijesz ją czy nie! - wydarła się dziewczyna i wepchnęła mu nóż kuchenny do dłoni.
- Sorry Pudelku, tak to jest i uniósł rękę, by mnie dźgnąć.
 Wtedy stało się z moim ciałem, coś niesamowitego... Jakbym miała wbudowany przycisk do samoobrony. Wyrwałam swoją rękę z uwięzi i w ostatniej chwili wyrwałam mu nóż z dłoni. To działo się tak szybko... Skąd u mnie takie umiejętności?! Ostrze wylądowało w ramieniu czarnowłosego. Krew wytrysła, plamiąc mi cieniutki biały sweterek. Krzyk cierpienia rozbrzmiał w całej posiadłości. Następnie rzucił się na mnie brunetka o świecących zielonych oczach. Wykonałam kopnięcie w splot słoneczny i powaliłam uderzeniem z łokcia w plecy. Nim się obejrzałam przyparł mnie z impetem koleś w białej masce z czarnymi przegrodami na oczach. Kiedy walnęłam w ścianę coś pękło w mojej kieszeni i zapełniło pokój dymem. 
- To moja szansa! - kopnęłam chłopaka i upiekłam, słysząc jak tamci dusza się dymem. 
Zatrzasnęłam drzwi i zablokował je krzesłem. Szybko podbiegłam do pierwszego lepszego okna i otworzyłam je. Dzięki Bogu nie było wysoko. 
- No to raz... dwa...  - właśnie miałam skoczyć, gdy za sobą usłyszałam krzyk. 
- HEJ, TY! - krzyknął jakiś blondyn, pajac w zielonych ciuchach.
Skoczyłam. 
Wylądowałam na żywopłocie, gałęzie silnie mnie poraniły... Ale biegłam... Musiałam uciec. Około kilometra zwolniłam, nie ze zmęczenia, lecz dla tego, że zobaczyłam przed sobą postać kogoś, ponad dwumetrowego, ubranego w elegancki garniak stojącego naprzeciw mnie. Nie miał twarzy, był biały...
Wycofałam się kilka kroków i obejrzałam. Za mnął stała grupa nastoletnich psychopatów.
Nagle ktoś mi zasłonił oczy, a w głowie usłyszałam: śpij,dziecko... Na dzisiaj wystarczy Ci wrażeń...

--------------------------------------------------------------

Cieszę się, że to napisałam! ❤ jak się podoba?
Sorki za błędy i pozdrawiam
Ola

Na start

Witam Wszystkich w Night of murder...
Jestem Ola mam nadzieję, że spodoba się Wam opowiadanie, gdzie moja bohaterka, Alice Wallyson, przejdzie piekło. Stanie się mordercą... A może już nim jest? Przekonamy się. Dołączy do ekipy Slendera i zacznie się zabawa...
30% - romans
20% - horro
30% - przygody
20% - przyjaźń
30% - komedia
Eeee... Wyszło 130%... Hmmm no i tyle z siebie dam pisząc to! A nawet więcej!
Tak to wiedzę... A jak serio wypadnie to zobaczymy...

Pozdrawiam, Ola